« Gdy zabijam słowem Nie zgadzasz się? I bardzo dobrze. »

Zmarł człowiek od praw człowieka

30.04.2017

Spieszmy się kochać ludzi…., z którymi się nie zgadamy.

Wczoraj, tuż przed snem dotarła do mnie informacja o śmierci prof. Wiktora Osiatyńskiego, prawnika, socjologa oraz politologa. Wydawało mi się, że informacja ta nie jest prawdziwa; ostatnio kilkakrotnie słyszałem o śmierci różnych np. aktorów, a rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Tutaj jednak kolejne media zaczęły potwierdzać, iż prof. Osiatyński zmarł w wieku 72 lat. Był on z całą pewnością jednym z najwybitniejszych znawców problematyki praw człowieka oraz porównawczego konstytucjonalizmu. Część osób zdziwić może ostatnie moje stwierdzenie. Przyznam się szczerze, że pisząc to zdanie (to dotyczące wybitności profesora), sam zastanawiam się nad tym jak to się stało, że tak łatwo je napisałem. Nie chcę w tym miejscu umniejszać tej postaci. Śledząc jednak wypowiedzi Profesora, jego zaangażowanie oraz instytucjonalne afiliacje, dojść mogę do wniosku, że nie mam jakichkolwiek podstaw, by uznać, iż był On osobą naukowo mi bliską, wręcz w pewnym sensie wzorem. A jednak, tak było. Kolejny raz przekonuję się, że wielki ks. Jak Twardowski miał rację stwierdzając, że czasem jesteśmy „bliscy i oddalenie, jakbyśmy stali w lustrze”.

Pana Profesora spotkałem w życiu dwa razy. Byłem niegdyś słuchaczem Szkoły Praw Człowieka organizowanej przez Fundację Helsińską. Był to jeden z najciekawszych okresów naukowych w moim życiu. Studiowali tam w zasadzie wszyscy: konserwatyści, liberałowie, lewacy, geje, lesbijki, a nawet księża. Pamiętam, jak dziś gdy szliśmy pewnego razu na obiad po zajęciach. Idąc po ulicy Zgody w Warszawie, toczyliśmy debaty, a były one żywe, bo dyskutowali w tym gronie homoseksualista, ksiądz, lesbijka oraz ja i pewna dziewczyna, która wychowała się w ateistycznej rodzinie w Stanach. Dyskusja byłą świetna, każdy się słuchał.

Do takiego grona przemawiał właśnie prof. Osiatyński. Mięliśmy z nim kilka zajęć. Jak mówił? Cóż, z wieloma jego opiniami, uwagami oraz refleksjami się nie zgadzałem. Miał On jednak niesamowitą umiejętność. Potrafił bowiem pokazać czym jest idea praw człowieka. Nie ideologia, ale idea, pewien trzon, który następnie winien być przeniesiony na konkretne działanie, lub tekst ustawy. Wielokrotnie moje zawodowe drogi spotykały się z jego postacią. Poznawałem jego testy dotyczące praw człowieka. Pisał o nich w sposób unikalny. Poznał bowiem ich ducha śledząc burzliwą historię walki o wolność w USA. Następnie odwiedzając dziesiątku krajów dostrzegał, w jaki sposób mogą być one łamane. Występował głównie w mediach, do których mi dość daleko. Gdy się jednak w nich pojawiał, często go słuchałem, bądź czytałem. Czemu? Być może dlatego, że swoją postawą pokazywał, że trudno jest mówić i działać w obszarze praw człowieka, bez posiadania konkretnej wrażliwości. Więcej, miałem wrażenie, słuchając np. prowadzonych przez niego w ostatnich latach w radiu audycji, że i duchowość w tych kontekstach nie byłą mu obca. Jak dzisiaj pamiętam, gdy wspominał swoje podróże po terenach, na których toczyły się bratobójcze wojny i wyraźnie stwierdził, iż w tych miejscach da się dostrzec zło, zło bardzo realne, wręcz osobowe. Wielkim dla mnie odkryciem było jego stwierdzenie dotyczące granic praw człowieka. Gdzie one leżą, jakie są, kto je wyznacza? Być może to już nie tylko państwo, ale także coraz większe korporacje mogą je naruszać? – podobne pytania Profesor zadawał i starał się na nie udzielić odpowiedzi w książce swojego życia noszącej tytuł. „Prawa człowieka i ich granice”.

Nie wiem, czy Profesor był osobą wierzącą. Wiem jednak, że w jego słowach wielokrotnie dostrzegałem zwrot w stronę człowieka, w stronę jego godności. Wierzę, że Najwyższy z Obrońców Ludzkich Praw rozmawia z nim teraz twarzą w twarz. Myślę, że jest to nader dobra rozmowa.

 

Wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie.

Wpis w kategoriach: Prawa człowieka, śmierć, Umieranie

1 Komentarz

  • Prawa człowieka kończą się w momencie, kiedy człowiek rezygnuje z tak uprzywilejowanej zdolności, jaką jest myślenie. W obecnych czasach to JA decyduję czy chce wejść w strukturę pracy w korpo, czy chcę ulegać zasadom, jakie mi narzuca i czy potrafię w tej strukturze funkcjonować tak, bym nie musieć rezygnować z prostych potrzeb, jakie manifestuje mój organizm. Pułapka polega na tym, że struktura pracy w korporacji narzuca pewien schemat, który nierzadko zostaje przenoszony przez wielu na życie prywatne. Strasznie to raz ogranicza człowieka, dwa zamyka na doświadczenia, trzy zmęczy tak, że po pracy gasną chęci na rozwój funkcji poznawczych , zjada się niedożywienie z pierwszej połowy dnia, załącza tryb kanapowy, bo wreszcie najedzony, nieobserwowany przez nikogo, mogę wyluzować i trawić .
    Nowadays, to nie skrajnie niehumanitarne warunki pracy są problemem sensu stricte, ale cwana sztuka manipulacji i braku relacji.

  • Ja natomiast, z ćwierć wieku temu, miałam możliwość wysłuchania jego świadectwa o wychodzeniu z alkoholizmu.Zrobiło na mnie duże wrażenie. Polecam jego duszę Panu Bogu.WWEFE

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu