« Gdzie się dzieją Dzieje? Jego palec w moich ranach »

Idźcie i krytykujcie

07.04.2018

Gdyby apostołowie dali czadu tak, jak parafianie obmawiają księży, cud uzdrowienia utonąłby w potoku bluzgów i wściekłości na tych, którzy zabili Jezusa.

Gdyby mi przydarzyło się Zwiastowanie, to spotkanie z Elżbietą wyglądałoby tak:

- Słuchaj Ciotka, jak ja Ci opowiem, co ten Pan Bóg nawyprawiał.  Jak ja teraz wyglądam? Co to będzie? Przecież to jest niezwykle trudna sytuacja. Zaraz mnie ukamienują, a Józef co? Nic. Udaje, że niczego nie wie. Przyszłam tu, bo już nie mogę na to patrzeć. Niedomyślny jak każdy chłop...

W każdym razie zbudowałabym wspaniały pomnik mojego męczeństwa dla zbawienia świata. Na trupie Józefa i całej wspólnoty religijnej.  I spultałabym Dobrą Nowinę.

Kiedy słyszę słowa Chrystusa: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!»,  to mam ochotę ukryć się w swej misji „gospodyni domowa” i zrzucić odpowiedzialność za głoszenie na kogoś innego. Z drugiej strony jak każdy Ślązak bardziej jestem zaprawiona w śledzeniu i wydobywaniu błędów niż w głoszeniu chwały Bożej. Umiejętność ta, społecznie akceptowana, jest uważana za wychowawczą, przecież.

Sytuacja z Dziejów, ukazująca Piotra i Jana przed Sanhedrynem, sprzyjała rozwodzeniu się nad nielitościwością, surowością, ograniczonością czy pychą kapłanów.  Gdyby apostołowie dali czadu tak, jak parafianie obmawiają księży, cud uzdrowienia utonąłby w potoku bluzgów i wściekłości na tych, którzy zabili Jezusa. Wydawałoby się po ludzku, że złości usprawiedliwionej.  W końcu faryzeusze nieustannie stanowili poważne niebezpieczeństwo dla towarzyszy Jezusa. Jednak w tym fragmencie Dziejów Apostolskich nie ma złego słowa przeciwko faryzeuszom czy uczonym. Jest ukazany ich rozsądek i ostrożność wobec niezwykłych wydarzeń. „Przełożeni i starsi, i uczeni, widząc odwagę Piotra i Jana (docenili, że ci prostacy stanęli z największymi myślicielami Jerozolimy twarzą w twarz), a dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się (uznali ich erudycję, choć ciuchy Piotra i Jana nie były markowe i akcent galilejski przebijał w wypowiedziach jak śląska gwara). Rozpoznawali w nich też towarzyszy Jezusa (powiązali ich pasję oddania Bogu z pasją Ukrzyżowanego). A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi.

Nikt nie zbuduje królestwa Bożego na trupach oplotkowanych kapłanów, liderów, animatorów.

Impet w krytykowaniu może być za to znakiem, że ja, człowiek w końcu religijny, oprócz krytyki nie mam żadnego argumentu za chrześcijaństwem. Nie potrafię przed pierwszym z brzegu świadkiem Jehowy uzasadnić, czemu się modlę i czemu do kościoła chodzę. O czytaniu Pisma nie wspomnę.  Może być tak, że wypełniając Jezusowy nakaz głoszenia DOBREJ Nowiny, głoszę nieprawdę o tym „że jestem lepsza od tych czarnych katabasów”, „że dalej od kościoła jest lepiej”, „że Jezus Jezusem, ale we Wspólnocie to jest fajnie”.

Gdyby ewangelista Marek tak mocno nie zaakcentował niewiary i uporu apostołów po zmartwychwstaniu, cała sprawa wyglądałaby podejrzanie. Można byłoby przypuszczać, że uczniowie naprawdę zmanipulowali coś z ciałem Chrystusa, tak jak to rozpowiadali faryzeusze.  

Przeżywanie buntu wobec istnienia Jezusa w moim świecie jest wpisane w moje chrześcijaństwo.  Ale nie jest głównym jej nośnikiem.  Tym, co mnie konstytuuje jako katolika, jest przede wszystkim otwarcie serca, udostępnienie się Jego działaniu a przede wszystkim Jego miłości.

Gdyby miłowanie było możliwe tylko siłą mojej doskonałości, nie mogłabym tu o tym nawet pisnąć, bo następna minuta mojego życia udowodniłaby, jak bardzo się mylę. Mogę o tym mówić tylko dlatego, że ON ŻYJE i każda zwycięska sytuacja zanurzona jest w Jego sile.

Siódmego kwietnia o poranku głoszę Jezusa miłującego!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.