« W obronie (nie)własnych niepokojów Wybory parlamentarne »

Uwagi marginalne w sprawie Komunii

21.10.2015

Zanim zacznie się dyskusję nad tym, czy sprawa Komunii jest sprawą doktrynalną czy sprawą praktyki Kościoła, wielu biskupów powinno przeprosić na synodzie za to, że pozwalali od lat na praktyki przeciwne obowiązującemu prawu. Swoich ludzi nauczyli myśleć, że łamać kościelne prawo to normalność, a przyjezdnych gorszyli przystępowaniem wszystkich do Komunii.

 

Piszę, by podrzucić do przemyślenia jeszcze kilka kwestii. Tym razem bardziej sucho i teologicznie. Wiele tez podaję nie dlatego, że je podzielam, ale dlatego, że konfrontacja z nimi jest konieczna do zrozumienia i głoszenia Prawdy.

Szlak czarny

I. Co do wypowiedzi abpa Gądeckiego na synodzie (10.10.2015)

Abp Gądecki jest wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o organizację medialną. To, co prezentuje na swojej stronie, to absolutnie najlepszy wśród ojców synodalnych sposób na dzielenie się poglądami. Zwrócę uwagę jednak na parę szczegółów z jego wystąpienia synodalnego. Najpierw cytat a potem komentarz:

1) „Kościół jednak – w nauczaniu na temat udzielania Komunii Świętej rozwiedzionym, żyjącym w ponownych związkach cywilnych – nie może ugiąć się wobec woli człowieka, lecz wobec woli Chrystusa (por. Paweł VI, Przemówienie do Roty Rzymskiej, 28.01.1978; Jan Paweł II, Przemówienie do Roty Rzymskiej, 23.01.1992; 29.01.1993; 22.01.1996)”.

Żadne z podanych w nawiasie przemówień nie mówi nic o udzielaniu Komunii rozwiedzionym, żyjącym w ponownych związkach cywilnych. Zob.

http://w2.vatican.va/…/hf_jp-ii_spe_19960122_roman-rota.html

http://w2.vatican.va/…/hf_jp-ii_spe_19930129_roman-rota.html

http://w2.vatican.va/…/hf_jp-ii_spe_19920123_roman-rota.html

http://w2.vatican.va/…/hf_p-vi_spe_19780128_sacra-romana-ro…

Tak samo nic nie mówi o tym cytowany w dalszej części papież Franciszek z 16.08.2015. Zob.
http://w2.vatican.va/…/documents/papa-francesco_angelus_201…

W retoryce są dopuszczalne takie zabiegi, ale jeśli ktoś chce potem zgłębić temat, pozostaje mu jednak lekki niesmak. Lepiej unikać takich referencji, albo tak sprecyzować, żeby wiadomo było, że nie chodzi o nauczanie na temat Komunii dla rozwiedzionych.

 

2) „Już dokumenty z najwcześniejszych synodów w Elwirze, Arles, Neocezarei, które odbyły się w latach 304-319, potwierdzają doktrynę Kościoła, iż rozwiedzeni, żyjący w ponownych związkach nie mogą przystępować do Komunii eucharystycznej.”

To prawda, jednak te same synody mówią, np.:

„Jeśli chrześcijanin odpokutował grzechy przeciw czystości ale znowu je popełnił, nie może otrzymać Komunii nawet w niebezpieczeństwie śmierci” (Synod w Elwirze) – to Kościół zmienił.
„Biskupi, kapłani i diakoni oraz wszyscy duchowni będący w służbie ołtarza muszą powstrzymać się od współżycia z żonami oraz posiadania dzieci. Kto by zaś to czynił, powinien być pozbawiony godności duchowne.” (Synod w Elwirze) - to Kościół zmienił [Greko-katolicki].
„Duchowni mają służyć w tych miejscach, w których zostali wyświęceni.” (Synod w Arles) – to Kościół zmienił.

Argument z Tradycji jest ważny, ale tylko wtedy, jeśli się pokaże, dlaczego akurat ta tradycja powinna być zachowania, skoro wiele innych zostało zmienionych. Problemem nie jest wykazanie, że nie udzielano Komunii dla rozwodników już w starożytności, tylko uargumentowanie, dlaczego właśnie to nie może zostać zmienione,

 

3) Stwierdzenie „nie mamy władzy, aby zmieniać doktrynę Kościoła”  w kontekście mówienia o Komunii dla żyjących w ponownych związkach cywilnych jest niebezpieczne z dwóch względów. Po pierwsze ze względu na przeszłość. Jeśli naprawdę chodzi o zmianę doktryny, to rodzi się pytanie, dlaczego Episkopat nie wyraził oburzenia, kiedy przygotowano tekst Instrumentum Laboris, które mówi, że sprawa ta musi być starannie zbadana? Gdyby rok temu ktoś zaproponował, że na synodzie będzie dyskusja, czy Jezus naprawdę istniał, to żaden episkopat nie pozwoliłby na to, żeby się w ogóle nad tym zastanawiać. Dlaczego więc pozwolono na dyskusję nad sprawami oczywistymi? Dlaczego nie upomniano prywatnie i publicznie biskupów niemieckich, którzy już od wielu lat głoszą, że to nie jest sprawa doktryny? Niebezpieczeństwo mówienia, że chodzi na pewno o doktrynę polega na tym, że pośrednio mówi się, że ci, co myślą inaczej są heretykami, łącznie z Papieżem. Po drugie, jest to niebezpieczne ze względu na przyszłość. Jeśli okaże się, że Papież Franciszek powoła Komisję do zbadania, jak się sprawy mają, to wyjdzie na to, że niektórzy biskupi wiedzą więcej niż Ojciec Święty i Kościół. A jeśli jeszcze ta Komisja stwierdzi, że to nie jest zmiana doktryny, to wyjdzie na to, że w Polsce nie wiedzą co jest doktryną a co nie jest. I będzie też bardzo trudno tłumaczyć zwykłym ludziom, że mają być wierni Ojcu Świętemu. Mam nadzieję, że Papież jasno określi, czy to jest sprawa doktryny, czy nie, albo przynajmniej, jaka była do obecnego synodu. Generalnie, chcąc bronić jakiejś tezy, lepiej jest nie mówić za wiele, bo konsekwencje mogą być niezręczne.

Jeśli zależy nam na tym, żeby głosić niezmienną doktrynę o niedopuszczaniu rozwiedzionych do Komunii św., to trzeba się całkowicie skupić na argumentach, które odpowiedzą na pytania: 1) dlaczego ta sprawa jest doktryną a nie praktyką? 2) dlaczego Kościół, który miał władzę i zastosował ją, aby wycofać obrzezanie, którego nie zniósł Jezus, a które było obowiązkowe pod karą wyłączenia z ludu w ST, nie ma takiej władzy, jeśli chodzi o kwestię Komunii św.? 3) dlaczego współżycie w ponownym związku jest zawsze cudzołóstwem i grzechem ciężkim? (stąd nie wolno przystępować do Komunii). Jednocześnie biskupom, którzy pozwalają na przyjmowanie Komunii w diecezjach i którzy są za tym, że to jest tylko sprawa praktyki pokutnej, należy zadać pytania: 1) jaki sens ma zmiana prawa, skoro już nie jesteście posłuszni prawu obowiązującemu?; 2) kto wam dał władzę, żeby decydować o sprawach, o których w Kościele Katolickim na szczeblu diecezjalnym decydować nie wolno?

I tu jest rola teologów, sakramentologów, dogmatyków, by tak odpowiedzieć na te pytania, żeby nie było wątpliwości, że teza, którą popieramy jest nie tyle pragnieniem naszej woli, ale prawdą Ewangelii, którą dobrze znamy, umiejętnie bronimy i cierpliwie tłumaczymy, i którą jesteśmy w stanie uargumentować przed nazwijmy to teologią niemiecką. Nie mamy żadnych podstaw do kompleksów.  Mamy w Polsce więcej katolików niż Niemcy. Mamy żywe kościoły. Mamy setki księży, którzy skończyli najlepsze uniwersytety katolickie na świecie.  Nie musimy się obawiać żadnej teologicznej dyskusji, tylko nie możemy wiecznie prezentować się jak ludzie, którzy umieją tylko kopiować teksty z papieskich encyklik.

 

II. Co do „Familiaris consortio”

Zatrzymam się tylko na pkt. 84, który najczęściej jest przywoływany w dyskusji na temat Komunii dla rozwodników. Jan Paweł II pisze:

1) „Niech wiedzą duszpasterze, że dla miłości prawdy mają obowiązek właściwego rozeznania sytuacji. Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo. Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne.”

Papież mówi o różnych sytuacjach. I to jest zrozumiałe. Ale na dzień dzisiejszy nic z tego nie wynika. Nie ma żadnej różnicy duszpasterskiej w podejściu do tych trzech grup osób, o których mówi Ojciec święty. Nawet jeśli nie chodzi o różnicę w dopuszczeniu do Komunii, to jednak musi zaistnieć jakiś model, który weźmie na serio te słowa Ojca Świętego.

 

2) „Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński.”

Nie ma w Nowym Testamencie ani jednego tekstu, który by mówił o niedopuszczaniu do Komunii osób rozwiedzionych. Zdanie „praktyka, oparta na Piśmie św.” jest bardzo szerokie i wymaga sprecyzowania, jakie to teksty biblijne zakazują takiej praktyki. Co więcej trzeba wytłumaczyć, że Samarytanka nieżyjąca z legalnym mężem, chociaż uwierzyła w Jezusa i wielu przyprowadziła do Jezusa, nie była w realnej Komunii z Jezusem. 

 

3) „Pojednanie w sakramencie pokuty — które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej — może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów — jak na przykład wychowanie dzieci — nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom”.

Problemy są dwa. Jeden biblijny. Św. Paweł pisze: „Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony.” (1 Kor 7,10-11). W tym świetle Papież nie powinien dać zgody na udzielanie Komunii osobom żyjącym wstrzemięźliwie w powtórnych związkach. Św. Paweł pisze jasno, że albo wracamy do prawdziwego męża, albo żyjemy samotnie. Drugi problem jest natury życiowej. W świetle tekstu papieża może dojść do następującej sytuacji. On ją zostawił z dzieckiem. Poznał kogoś nowego. Związał się. Mają dzieci. Małżonka jednak czeka na niego, może i nawet dostaje alimenty, ale nadal kocha męża. On ze swoją nową „żoną” decydują się po pewnym czasie na wstrzemięźliwość seksualną, żeby móc przystępować do Komunii. Czy jednak to jest fair? Czy ktokolwiek pomyślał, jak się będzie czuć jego prawdziwa żona, patrząc jak mąż przystępuję do Komunii, a po Mszy bierze konkubinę pod rękę? Słabość tego punktu adhortacji polega na tym, że za bardzo łączy małżeństwo z seksem. Czy samo życie w związkach niesakramentalnych nie przeczy oblubieńczemu obrazowi Chrystusa i Kościoła? Czy rzeczywiście małżeństwo jest tylko wtedy jak jest współżycie? Jak często? To prawda, że tylko w małżeństwie dozwolone jest współżycie. Ale też prawdą jest, że Józef i Maryja byli małżeństwem legalnym i ważnym.

 

III. Co do Ewangelii

Zwróćmy uwagę na fragment z Kazania na Górze: Jezus mówi:

„Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż!
A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,27-28)

„Powiedziano też: Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy.
A ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę - poza wypadkiem nierządu - naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa.” (Mt 5,31-32)

Oba przytoczone teksty, zresztą, jak całe Kazanie na Górze przeciwstawia Stary Testament nauce Jezusa. Jezus mówi, że można i trzeba lepiej. Jeżeli więc uważamy, że to, co powiedział Jezus o małżeństwie jest obowiązkowe dla wszystkich a nie jest tylko ewangeliczną radą, to dlaczego pozostałe słowa Jezusa nie traktujemy tak serio? Czy pożądliwe patrzenie na kobietę jest uważane na równi za cudzołóstwo? Co ze słowami: „A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie” (Mt 5,34)? Dlaczego nie jesteśmy posłuszni Jezusowi, kiedy mówi: „A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi”?

Chodzi o to, że kiedy bronimy wizji małżeństwa głoszonego w Kościele, musimy uzasadnić, dlaczego tak bardzo na serio bierzemy tylko to jedno przykazanie z Kazania na Górze a inne nie traktujemy dosłownie.

 

IV. Co do języka

Kategorycznie powinno się zrezygnować z mówienia o ślubach zakonnych w kategorii zaślubin z Oblubieńcem, nierozerwalnej więź osobowej z Panem, małżeństwie mistycznym. Tak samo nie powinno się mówić o zaślubinach biskupa z diecezją.  Taki język prowadzi bowiem do mentalności rozwodowej. Ślubowali, mówiło się o Oblubieńcu, Oblubienicy, a potem zwolnienie i sakrament małżeństwa. To powoduje zamazywanie pojęć. Jeśli nie godzimy się, żeby związki homoseksualne nazywać małżeństwami, to nie nazywajmy związków z zakonników z Chrystusem czy biskupa z diecezją oblubieńczymi.

 

Kościół ma władzę i asystencję Ducha Świętego. Dlatego nie mamy się czego lękać. Modlę się tylko, żeby po synodzie było trochę jaśniej. Żeby określono czy to sprawa doktryny czy nie. A jeśli nawet nie doktryny, ale praktyki pokutnej, żeby jednak zwrócono uwagę kościołowi w Niemczech, USA czy wielu innych krajach, że prawo obowiązujące w całym Kościele jest prawem obowiązującym wszystkich, nawet jeśli nie jest prawem doktrynalnym. Z tej racji, skoro w kościele Katolickim nie wolno chodzić do Komunii osobom żyjącym w powtórnych związkach, to nie wolno chodzić nigdzie, a nie tak, że w Polsce ludzie będą słuchali Papieża w sprawie Eucharystii, a w Niemczech powiedzą, że i tak będziemy robić jak dawniej.

Swoją drogą nie mogę się nadziwić, dlaczego właśnie Niemcy nie mogą zrozumieć, co to znaczy prawo. No bo, żeby słuchać Hitlera nawet pod Stalingrad a nie słuchać Ojca Świętego, to jest niezrozumiały u sąsiadów absurd.

Poza tym, zanim zacznie się dyskusję nad tym, czy sprawa Komunii jest sprawą doktrynalną czy sprawą praktyki Kościoła, wypadałoby, żeby wielu biskupów przeprosiło na synodzie za to, że pozwalali od lat na praktyki przeciwne obowiązującemu prawu. Swoich ludzi nauczyli myśleć, że łamanie kościelnego prawa to normalność, a przyjezdnych gorszyli przystępowaniem wszystkich do Komunii. Jeśli bowiem na dzień obecny nikt z rozwodników nie może przystępować do Eucharystii, poza powstrzymującymi się od współżycia, to jaki sens ma dyskusja nad zmianą prawa, skoro i tak wiele Kościołów nie przestrzega prawa ustanowionego? Ostateczną stawką być może nie jest Komunia. Stawką jest w istocie wierność Kościołowi, jego zasadom i procedurom zmian zasad.

Wpis w kategorii: Inne

7 Komentarzy

  • Świetny tekst.

  • Pierwszy tekst Księdza, który przeczytałem z przyjemnością, bo wcześniejsze wzbudziły niepokój. Dobrze by było przedstawić wątpliwości z punktu 'II. Co do „Familiaris consortio”' jak największej liczbie biskupów, bo wygląda na to że aktualna praktyka i doktryna Kościoła jest sprzeczna ze Słowem Bożym. Dziękuję za przedstawienie casusu sakramentalnej żony, która czeka na powrót męża. Czy grzechem nie jest złamanie każdego z warunków przysięgi małżeńskiej i trwanie w takiej postawie? Czy Jezus nie będzie nas właśnie sądzić z miłości i miłosierdzia zwłaszcza wobec tych, którym tę miłość ślubowaliśmy?

  • Ks. Wojciech Węgrzyniak napisał:
    "Zatrzymam się tylko na pkt. 84, który najczęściej jest przywoływany w dyskusji na temat Komunii dla rozwodników. Jan Paweł II pisze:
    1) „Niech wiedzą duszpasterze, że dla miłości prawdy mają obowiązek właściwego rozeznania sytuacji. Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo. Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne.”
    Papież mówi o różnych sytuacjach. I to jest zrozumiałe. Ale na dzień dzisiejszy nic z tego nie wynika. Nie ma żadnej różnicy duszpasterskiej w podejściu do tych trzech grup osób, o których mówi Ojciec święty. Nawet jeśli nie chodzi o różnicę w dopuszczeniu do Komunii, to jednak musi zaistnieć jakiś model, który weźmie na serio te słowa Ojca Świętego".

    W cytowanym fragmencie "Familiaris Consortio" mowa jest o rozeznaniu i rozróżnieniu winy za rozpad małżeństwa. Nasuwa się pytanie, czemu ma służyć to rozeznanie - to rozróżnienie czynione przecież dla miłości prawdy. Czy dla dobrze przeżytego sakramentu pokuty i pojednania, czy też dla usprawiedliwienia cudzołóstwa tych małżonków, którzy zostali skrzywdzeni, porzuceni i weszli w cudzołożny związek? Przecież ważna przysięga małżeńska w jednakowym stopniu dotyczy i zobowiązuje wszystkich sakramentalnych małżonków na dobre i złe - zarówno tych, co skrzywdzili jak i tych, co zostali skrzywdzeni, gdyż nie ma w niej żadnych dodatkowych klauzul. Niestety tej fundamentalnej prawdy zabrakło w wyjaśnieniu tego rozróżnienia. Czy intencją papieża Jana Pawła II, który w adhortacji Familiaris Consortio (n. 84) wskazał na to rozróżnienie było rozeznanie win każdego z małżonków w celu ich wyznania w sakramencie pokuty i pojednania, czy też usprawiedliwienie aktualnej sytuacji trwania w grzechu cudzołóstwa? Według mnie Janowi Pawłowi II, kiedy zalecał rozróżniać opuszczonych i tych, którzy opuścili, chodziło tylko o to, żeby duszpasterze dobrze przyjrzeli się każdej indywidualnej sytuacji i zobaczyli ją w prawdzie – widocznie jest to dla niego wartościowe samo w sobie, bo nic z tego dalej nie wynika.
    Niestety, daje się zauważyć, że wielu skrzywdzonych małżonków, którzy zostali porzuceni, ale także i niektórzy księża dopatrują się w tym fragmencie Familiaris Consortio (n. 84) furtki do usprawiedliwiania życia w ciężkim grzechu cudzołóstwa. Na dowód tak rozpowszechnionego myślenia nie tylko wśród małżonków, ale i wśród księży podaję następujący przykład: Dwa lata temu w numerze 34/2012 ogólnopolskiego tygodnika dla rodzin "Przewodnik Katolicki" ukazał się artykuł pt. "Żeby się nie rozwiedli drugi raz". W ww. artykule, który bardzo mocno dotknął nie tylko środowisko Sycharowiczów znajduje się następujący fragment wypowiedzi o. Mieczysława Łusiaka SJ duszpasterza związków niesakramentalnych:

    Istnieje również możliwość podjęcia decyzji o życiu w białym małżeństwie, jak brat z siostrą. – Na to rozwiązanie ludzie decydują się niezwykle rzadko, zwykle wówczas, gdy współżycie w naturalny sposób, na przykład ze względu na stan zdrowia, ustaje – mówi o. Łusiak. – Ja osobiście nie spotkałem się z przypadkiem, żeby ludzie pod wpływem bycia w duszpasterstwie zdecydowali się na taki krok. Paradoksalnie bierze się to stąd, że duszpasterstwo zbliża ludzi do siebie i wzmacnia ich więź. Kiedyś ktoś powiedział mi, że najbardziej ceni właśnie to moje zaangażowanie: że pomagam ludziom, by nie rozwiedli się po raz drugi. By przynajmniej to drugie małżeństwo im się udało. Nie wiem, czy gdybym nalegał na to, żeby zaprzestali współżycia, nie oddaliłbym ich od siebie...

    Źródło: https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2012/Przewodnik-Katolicki-34-2012/Rodzina/Zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz


    Czytając o powyższych sposobach pomocy małżonkom uwikłanym w niesakramentalne związki, wielu z nas wiernych powołaniu małżonków poczuło się tak, jakbyśmy byli po raz drugi zdradzeni. Bardzo nas zaniepokoiło to, że nasi małżonkowie, którzy nas zdradzają mogli/mogą przeczytać ten artykuł i dojść do wniosku, że nie muszą się czuć moralnie zobowiązani do powrotu do nas, do naszego małżeńskiego przymierza z Bogiem. A wręcz przeciwnie, mogą się czuć zachęceni do pozostania w swoich drugich związkach.

    Ks. Wojciech Węgrzyniak napisał:
    "3) Drugi problem jest natury życiowej. W świetle tekstu papieża może dojść do następującej sytuacji. On ją zostawił z dzieckiem. Poznał kogoś nowego. Związał się. Mają dzieci. Małżonka jednak czeka na niego, może i nawet dostaje alimenty, ale nadal kocha męża. On ze swoją nową „żoną” decydują się po pewnym czasie na wstrzemięźliwość seksualną, żeby móc przystępować do Komunii. Czy jednak to jest fair? Czy ktokolwiek pomyślał, jak się będzie czuć jego prawdziwa żona, patrząc jak mąż przystępuję do Komunii, a po Mszy bierze konkubinę pod rękę? Słabość tego punktu adhortacji polega na tym, że za bardzo łączy małżeństwo z seksem. Czy samo życie w związkach niesakramentalnych nie przeczy oblubieńczemu obrazowi Chrystusa i Kościoła? Czy rzeczywiście małżeństwo jest tylko wtedy jak jest współżycie? Jak często? To prawda, że tylko w małżeństwie dozwolone jest współżycie. Ale też prawdą jest, że Józef i Maryja byli małżeństwem legalnym i ważnym".

    Bardzo dziękuję Księdzu na zwrócenie uwagi na te ogromnie ważny problem. Byłoby ogromną krzywdą i niesprawiedliwością wobec otwartego na pojednanie i powrót sakramentalnego współmałżonka, gdyby w opisanej przez Księdza sytuacji nieprawy "biały niesakramentalny związek" miał pierwszeństwo przed powrotem prawowitych sakramentalnych małżonków do siebie. Przydałoby się jakieś doprecyzowanie w tym miejscu adhortacji (p. 84), przynajmniej takie jednoznaczne dopowiedzenie, z którego wynikałoby, że sakramentalny współmałżonek (również ten, który był krzywdzicielem, a nawrócił się), który jest otwarty na pojednanie i powrót do współmałżonka, ma pierwszeństwo.

  • Księże Wojciechu

    1. Tym razem podrzuca ksiądz do przemyślenia kilka kwestii, jak sam pisze "bardziej sucho i teologicznie". Ja się pytam komu podrzuca? Teologom? Bo nawet wykładowcy w seminariach duchownych na pierwszych latach studiów nie zwracają się do kleryków "sucho i teologicznie", ponieważ by tego nie zrozumieli.

    2. Prefekt Kongregacji Doktryny Wiary kard. Gerhard Müller na temat Komunii św. osób rozwiedzionych żyjących w niesakramentalnych związkach wypowiedział się jednoznacznie:

    "Oczywiście jest to kwestia DOKTRYNALNA. Tylko ten, kto znajduje się w stanie łaski, może godnie i owocnie przyjmować Komunię świętą. To wynika z nauczania soborów, można to też wywnioskować bezpośrednio z Pisma Świętego. Nie ma podwójnej relacji wobec Jezusa Chrystusa. W jednym sakramencie mówię Mu „tak”, a w innym sakramencie „nie”. Ten sam Chrystus jest w Eucharystii i ten sam Chrystus w sakramencie małżeństwa."

    i dalej:

    "Relatio Synodi nie jest dokumentem Urzędu Nauczycielskiego i nie może on kwestionować dogmatycznych sformułowań Soboru Trydenckiego i Soboru Watykańskiego II. To by oznaczało, że Kościół przez 2000 lat był w błędzie. Nie można redukować kwestii dogmatycznej do poziomu czysto dyscyplinarnego porządku tylko dlatego, że komuś to akurat odpowiada. Sakramenty nie podlegają zmiennej dyscyplinie Kościoła, sakramenty są bezpośrednim wyrazem Bożego porządku zbawienia, który nie może być kwestionowany. Dziwię się, że niektóre osoby nie znają PODSTAWOWYCH zasad życia katolickiego." (Gość Niedzielny 30/2015)

    3. Papież Franciszek rozpoczynając obrady powiedział do ojców synodalnych:

    „Drodzy bracia, jak już wspomniałem, Synod nie jest parlamentem, w którym, aby dojść do konsensusu czy wspólnego porozumienia, ucieka się do negocjacji, pertraktacji czy kompromisów. Jedyną metodą Synodu jest otwarcie na Ducha Świętego z apostolską odwagą, ewangeliczną pokorą i ufną modlitwą, aby to On nas prowadził, oświecał i postawił nam przed oczami nie nasze osobiste poglądy, lecz wiarę w Boga, WIERNOŚĆ Magisterium, dobro Kościoła i salus animarum – zbawienie dusz”

    4. Na obecnym Synodzie większość ojców stoi po stronie Bożych przykazań i wierności Magisterium. Dalczego więc uczepił się ksiądz arcybiskupa Gądeckiego i Episkopatu Polski?

    5. Pisze ksiądz: "tu jest rola teologów, sakramentologów, dogmatyków, by tak odpowiedzieć na te pytania, żeby nie było wątpliwości, że teza, którą popieramy jest nie tyle pragnieniem naszej woli, ale prawdą Ewangelii."
    To ja się pytam w imię czego podrzuca księdz te pytania ludziom, którzy nie są teologami, sakramentologami, dogmatykami?

    6. Pisze ksiądz: "Jeśli nie godzimy się, żeby związki homoseksualne nazywać małżeństwami, to nie nazywajmy związków z zakonników z Chrystusem czy biskupa z diecezją oblubieńczymi."
    Czy ksiądz jest aż takim ignorantem, że nie widzi iż związek homoseksualistów i związek siostry zakonnej z Chrystusem to są dwa rórne światy? Księże, związek siostry zakonnej z Chrystusem jest święty, jest dla niej najgłebszą istotą jej życia. Tak! Jezus jest dla niej Oblubieńcem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Natomiast gdy chodzi o związki gejów czy lesbijek to Bóg potępia takie związki.

    7. Napisał ksiądz: "nie mogę się nadziwić, dlaczego właśnie Niemcy nie mogą zrozumieć, co to znaczy prawo. No bo, żeby słuchać Hitlera nawet pod Stalingrad a nie słuchać Ojca Świętego, to jest niezrozumiały u sąsiadów absurd."
    Tym stwierdzeniem odjechał ksiądz totalnie. Ha, ha, ha...

    8. Na koniec pragnę księdzu przypomnieć, że tematem obecnego Synodu Biskupów jest „Powołanie i misja rodziny w Kościele i świecie współczesnym”, a nie udzielanie Komunii św. rozwodnikom.

    ks. Adam Kaczor

  • Drogi Księże Wojciechu, z każdym kolejnym tekstem mam coraz większą ochotę posłać Księdzu kwiaty za mądre podejście i wiedzę. Pozdrawiam serdecznie i życzę odporności na świętszych niż sam papież i mądrych inaczej.

  • Co do punktu 84 Adhortacji ; podzielam opinię Księdza Autora, że udzielanie Komunii świętej na tej podstawie (tzw. "czystości") jest bardzo wątpliwe. Poza tym jest jeszcze jedna uwaga, otóż taka możliwość pojawiła się dopiero od 1981 roku, a zatem czy to możliwe, że przez 2000 lat Kościół błądził, bo nie odczytał, że osoby żyjące w drugich związkach po rozwodzie mają w pewnych sytuacjach prawo do rozgrzeszenia i Komunii? Wydaje mi się, że to niemożliwe, by po 2000 lat można było odkryć jakąś nową prawdę/naukę płynącą w Ewangelii. A ta nauka według FC w skrócie wygląda tak: można się rozwodzić i żyć w drugim związku o ile nie ma w nim współżycia seksualnego.
    Ponadto, czy owa 'czystość" małżonka żyjącego z innym partnerem w jakikolwiek sposób naprawia krzywdy wyrządzane pozostawionemu małżonkowi? Pozostawiony małżonek jest cały czas okradany z przysługujących mu praw małżeńskich, to jest z prawa do miłości, bliskości, więzi, pomocy w chorobie, wspólnoty materialnej i domowej, i dozgonnego życia aż do śmierci.
    Zadna "czystość" w drugim związku nijak nie naprawia/nie rekompensuje tych wszystkich krzywd. A przecież pozostawiony małżonek cały czas jest prawowitym małżonkiem, to znaczy, że ma prawo do zobowiązań płynących z sakramentu małżeństwa do końca swojego życia, one nie "wygasają" z chwilą rozwodu, ale dopiero z chwilą śmierci.
    Osoba żyjąca w drugim związku po rozwodzie popełnia tzw. „zdradę duchową”,, bo obdarza miłością inną osobę niż małżonek - i co istotne - nie zamierza zerwać z tym grzechem, a więc na jakiej podstawie uzyskuje rozgrzeszenie bez postanowienia poprawy?
    Rozgrzeszanie jedynie za "czystość", stwarza wrażenie, że zdrada duchowa to nie grzech, a ślubowanie małżeńskie jest nieistotnym dodatkiem do małżeństwa i staje się nieaktualne po wejściu jednego z małżonków w drugi związek po rozwodzie cywilnym.

  • Cytat stąd wzięty...
    Kościół ma władzę i asystencję Ducha Świętego.

    jAK To łatwo ustami wypowiedzieć... pisać i głośić....

    jAK I KRYTYKOWać, heretykiwm w<yz<ywać i Ojca śqiętegi i jego współ prCOWNIKóW...
    DOGMATYZOWAć SWOJE POGLąDY... ITD ITD...A JAK TO WŁaściwie jest ????

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu