« Cztery myśli o Kardynale Dziwiszu "Milczenie" Scorsese »

Szustak, homoseksualizm i dyskusje

13.02.2017

Miesiąc temu przez pewną część sieci przewinęła się dyskusja o homoseksualizmie i nauce. Zaczęło się od filmu o. Adama Szustaka. Potem głos zabierali ks. Jacek Prusak, Jacek Januszewski czy Artur Sporniak. Wiem, że to miesiąc za późno, ale chciałbym dodać jeszcze swoje trzy grosze.

 

1. Wiara nie może być sprzeczna z nauką

Wiara nigdy nie jest ani nie może być sprzeczną z nauką. Jeśli więc ktokolwiek buduje sobie taki świat, w którym nauka mówi swoje a wiara swoje, to na pewno nie jest to świat wiary katolickiej. Katechizm Kościoła przypomina dosyć jasno:

„Chociaż wiara przewyższa rozum, to jednak nigdy nie może mieć miejsca rzeczywista niezgodność między wiarą i rozumem. Ponieważ ten sam Bóg, który objawia tajemnice i udziela wiary, złożył w ludzkim duchu światło rozumu, nie może przeczyć sobie samemu ani prawda nigdy nie może sprzeciwiać się prawdzie. Dlatego badanie metodyczne we wszelkich dyscyplinach naukowych, jeżeli tylko prowadzi się je w sposób prawdziwie naukowy i z poszanowaniem norm moralnych, naprawdę nigdy nie będzie się sprzeciwiać wierze, sprawy bowiem świeckie i sprawy wiary wywodzą swój początek od tego samego Boga.” (KKK 159)

To niby jest oczywiste, ale warto ciągle o tym przypominać, żeby żaden naukowiec nie czuł się gorszy przez to, że wierzy i szuka, ani żaden wierzący nie musiał mieć kompleksów czy lęków przed nauką, jakoby ona miała konkurować z Bogiem.

 

2. Nauka nauce nierówna

Tak jak są różne wiary, tak również są różne nauki.

Po pierwsze, w tym sensie, że nauka sama się rozwija, zmienia, udoskonala. To nie wiara, ani zabobony, ale nauka uważała przez wieki, że słońce kręci się wokół ziemi. Największe mózgi na świecie były pewne, że ziemia jest płaska. Dziś wiemy inaczej, ale jesteśmy na tyle pokorni, że domyślamy się, że za 1000 lat wiele naszych prawd naukowych zejdzie do lamusa XXX wieku. Dlatego trzeba mieć szacunek do tego, co wiemy dzisiaj, ale też nie ubóstwiać wiedzy, bo się może zmienić.

Po drugie, inne są nauki empiryczne, a inne humanistyczne, czym innym jest biologia a czym innym psychologia czy psychiatria. Nie chodzi o to, żeby dyskredytować psychologię, bo co byśmy zrobili z biblistyką, ale żebyśmy mieli świadomość, że to nie jest fizyka. Być może w psychologii stopień pewności jest większy niż w naukach biblijnych, a być może wiele hipotez to tylko nie dające się sprawdzić teorie. Jeśli Psalm 14 ma 7 wersetów i bibliści podali kilkanaście różnych propozycji struktury tekstu, to na zdrowy rozsądek, trudno powiedzieć, że istnieje jedna prawdziwa. Do tego trzeba dodać jeszcze modę naukową, która zapewne jest obecna w każdej dziedzinie naukowej. Sto lat temu modą było poprawianie tekstu hebrajskiego tam, gdzie nie był zrozumiały. Dziś np. jest twierdzenie, że psalmy zostały ułożone według pewnego klucza a nie przypadkowo. Ale osobiście po latach siedzenia w psalmach uważam, że to tylko przejściowa moda, bo wyniki badań o ile w małych fragmentach coś wyjaśniają, to w całości różnią się bardzo w zależności od tego, kto robi badania. Tylko gdybym ja na konferencji - zwłaszcza międzynarodowej - powiedział, żebyśmy dali sobie spokój, bo nie ma celowej struktury psałterza, to bym wyszedł na troglodytę. A kiedy pytam, dlaczego nie możemy znaleźć klucza, według którego zostały ułożone psalmy, albo dlaczego tych kluczy znalazło się dziesiątki, to zazwyczaj odpowiedź pada: klucz właściwy to jest ten mój, reszta pewno robiła złe badania.

Nie znam wielu badań na temat homoseksualizmu, ale znając trochę mechanizmy działające w nauce i rządzące nauką, nigdy bym nie rezygnował również w psychologii z tak słynnego podejścia Kartezjusza: sceptycyzmu metodologicznego. Bo trochę doszliśmy do paradoksu: jak coś jest naukowe, to wszyscy mówią: „Wow, to musi być prawda na 100%”, a jak coś mówi wiara: „E, tam, opinie”. A przecież prawda naukowa i prawda wiary są tak samo prawdziwe.

Po trzecie, nauka to nie wszystko. I tak jak nie wystarczy wiara, żeby przeżyć w dżungli, tak nie wystarczy nauka, żeby coś było ludzkie. Eugenika hitlerowskich Niemiec była naprawdę naukowa. I chyba nikt przy zdrowym rozsądku nie będzie twierdził, że jeśli coś jest zgodne z nauką, to musi być dobre dla człowieka.

 

3. Naturalne nie znaczy moralne

Otóż, załóżmy, że nauka obiektywnie i pewnie dochodzi do tego, że homoseksualizm jest naturalny. Ale do tego akurat nauka nie musi wcale dochodzić! Bo to jest oczywiste. Skoro homoseksualizm występuje w naturze, to jest naturalny. Naturalnym jest rodzenie się białym, czarnym czy żółtym. Naturalnym też jest rodzenie się z krótszą nóżką czy z wadą serca. A nawet naturalnym jest współżycie przed ślubem, zdrada małżeńska, poligamia czy kradzież. Naturalną formą zdobycia środków do życia jest też wojna. Problem zatem nie jest w tym, czy homoseksualizm jest zgodny z naturą, bo jest i nawet nie w tym, czy homoseksualizm jest zjawiskiem mniejszościowym, bo takim jest. Problemy są tylko dwa: 1) czy jest to zjawisko normalne czy chore (uleczalnie lub nie) i 2) czy jest to zjawisko moralnie dobre, czyli zgodne z normą moralną. Jeśli jest to choroba, to trzeba szukać lekarstwa, nawet, jeśli go dzisiaj nie znamy i nawet, jeśliby wielu nie chciało go poznać. I jeśli jest to choroba, to osoba homoseksualna ma mniejszy stopień odpowiedzialności za swoje czyny. Jeśli nie jest chorobą - jak twierdzi WHO - a jest zachowaniem seksualnie normalnym, to homoseksualiści odpowiadają tak samo jak wszyscy inni za moralność ich czynów. O ile jednak nauka może powiedzieć, czy coś jest naturalne, normalne czy chore, nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie czy to jest moralnie dobre. Bo normy moralne, to, czy można mieć dwie żony czy jedną, to nie jest wcale sprawa nauki.

 

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Czy Kościół, który za całą tradycją judeochrześcijańską uważa, że seks przynależy do małżeństwa mężczyzny i kobiety, może zmienić normy moralne? Pozwolić na dwie żony. Zobaczyć dobro w masturbacji. Przestać walczyć z cudzołóstwem. Powiedzieć, że homoseksualizm jest ok? Jeśli Bóg, który jest dawcą norm moralnych, objawi Kościołowi w sposób tak pewny zmianę prawd moralnych jak nauka ogłosiła pewność normalności homoseksualizmu, to wtedy ani oko nie mrugnie. Tylko czy my wierzymy jeszcze w Kościół? Bo jeśli ktoś nie wierzy, że Bóg jest w stanie objawić coś ludziom, albo jeśli nie wierzy, że to Duch Święty prowadzi Kościół, to niech se da spokój. I w zależności od poglądów, albo zostanie w Sodomie, albo z niej ucieka., biorąc na klatę wszystkie doczesne i wieczne konsekwencje.

 

Kto wierzący niech robi swoje, czyli słucha bardziej tego, co ma do powiedzenia Duch niż stara się wmawiać Duchowi, to co byśmy chcieli, żeby nam powiedział.

Wpis w kategorii: Inne

1 Komentarz

  • Z całym szacunkiem dla ks., jako wierzący i wątpiący chciałbym się odnieść do stawianych tez.
    1) Nauka w wielu punktach rozmija się niestety z wiarą - przykładem może być wiara w istnienie takiej postaci jak Mojżesz co jest bardzo dyskusyjne, żeby nie powiedzieć, że nieprawdopodobne. Eugenika w Niemczech była produktem ideologii udającej naukę (to mechanizm legitymizacji pojawiający się w bardzo różnych ideologiach).
    2) Czym innym jest hermeneutyka tekstu biblijnego a czy innymi badania empiryczne. W tej pierwszej nie da się w zasadzie dość do jednego "prawidłowego" znaczenia tekstu. Badania empiryczne mają odmienną metodologię - fakt, że nigdy nie ma w nich 100 % pewności ale są mniej spekulatywne (m.in. dzięki przyjętym procedurom), niż analiza tekstu.
    3) Normy moralne faktycznie nie są produktem nauki: to zwykle wypadkowa różnych procesów kulturowych i społecznych - w tym sensie moralność jest zawsze czymś zależnym od kontekstu kulturowo historycznego. Kiedyś zabicie niewolnika nie było przestępstwem z perspektywy prawnej - dziś takie kryterium w prawie nie istnieje. Moralność jest zawsze wtórnie nadbudowywana, nie jest czymś "stałym" i istniejącym poza kulturą - referuje tutaj pogląd antropologiczny na tę kwestię, nie zagłębiam się z filozofię.

  • NIe jest tak, że nie zgadzam się z tezą artykułu. Trzeba jednak być ostrożnym w definiowaniu stanu wiedzy i Ducha. Czyż oskarżyciele Galieleusza nie rozumowali podobnie i sensownie według ich stanu wiedzy i ducha?

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu