« Baba i 25 rozbójników Ogrodnik sadysta, czyli o tym, że strach się bać. »

Woda żywa

10.05.2017

Od niedawna uczę się nowej umiejętności. Może, z racji stażu mojego życia zakonnego (w przyszłym roku ćwierćwiecze ślubów zakonnych) powinnam ją nabyć już dawno, ale lepiej późno niż wcale.

Dawniej, gdy przyszło mi uczestniczyć we Mszy św. sprawowanej przez znudzonego (oczywiście, to czysto subiektywne odczucia) księdza, zżymałam się, gdy słuchałam kiepskiego kazania - denerwowałam się, a rzępolenie w kościele na organach w połączeniu z zawodzeniem sprawiało, że przewracały się mi wnętrzności. Oczywiście, dzisiaj nadal nie sprawia mi to  przyjemności, ale odkryłam, że tracę cenną szansę.

Wychodziłam z kościoła rozgoryczona i zła, czyli z niczym, a nawet na minusie. A przecież podczas tej niedbałej Eucharystii także na ołtarz przyszedł Jezus. Ani troszkę umniejszony czy zmieniony. Ten sam, żywy i prawdziwy.

Dlatego teraz zamiast bić głową w mur, staram się przyłożyć usta do skały, bo okazuje się, że z niej płynie woda żywa. I jest to cudowne działanie dobrego Boga, który pokornie przychodzi nie pytając o to jak Go traktujemy. Przecież i ja sama nieraz przyjmuje Go niedbale, bez gorliwości i wstrząsającej świadomości tego co się dzieje. A On przychodzi.

Więc zamiast wściekać się na to, na co i tak nie mam wpływu, lepiej skoncentrować uwagę na Jezusie, bo może On się czuje osamotniony i niezauważony...

A teraz didaskalia :-)

Powyższy tekst nie jest zachętą, żeby sobie odpuścić troskę o piękne sprawowanie liturgii. Jeśli mamy na to wpływ, zróbmy wszystko, co w ludzkich możliwościach, by Msza św. była najważniejszą godziną. I nie chodzi tu o teatralne gesty i ozdoby. To nie jest teatr. Piękna liturgia rodzi się z żywej wiary. A z tak sprawowanej liturgii wiara się pomnaża. Wtedy woda żywa płynie przeobficie.

1 Komentarz

  • Rzępolenie na organach i brzydki śpiew zdarza się bardzo często, ale nigdy mi nie przeszkadzało. Najważniejsze, żeby ludzie byli pobożni, a reszta to tylko nasze niedoskonałe próby oddania chwały Bogu. Z kiepskimi kazaniami nie zdarza mi się spotkać, tu moim zdaniem działa ta sama zasada: jeśli jest szczerze pobożnie, to jest dobrze. Najokropniejsze kazania jakie słyszałam były głoszone w Niemczech i w Stanach: w Niemczech filozofowanie o Bycie i naturze Człowieka (i ani słowa o Bogu), a w Stanach ogłoszenia o turnieju minigolfa i pancake breakfast.

  • .....kazdy orze jak moze...owszem zdarzaja sie "blade" mowy nawet przy oltarzu , ale napewno nie zalezy to od kraju czy narodowosci ,bo choc mam mozliwosci bywania na mszach chorwackich,hiszpanskich,portugalskich,wloskich...bywaja wszedzie takie czy takie...choc przebija napewni narodowa nutka...ale od prelegenta, a ten nie musi zawsze przemawiac do "specjalistow"...ale czesto tez do peostego ludu .To daje wlasnie tym czy tamtym poczucie niedosytu , czy plytkosci mowy...a slowo pochodzi od Boga....wiec moze zamiast przysypiac ..przy kazaniu ...lepiej wybaluszyc oczy wpatrujac sie w kaznodzieje ... by dojzal "cenzorow"...i sie bardziej staral.
    Owszem jest latwiej sie wtopic w nabozenstwo przy ogolnej harmoni naborzenstwa od A do Z...czego wszystkim zycze.
    Szczesc Boze.

  • Do kosciola idzie dla Pana Boga , nie dla ksiedza.
    Gdy ktos mi mowi, ze bie chodzi do kosciola, bo nie lubi ksiedza., wtedy doradzam, zeby zmienil kosciol.
    Zmienilismy parafie, bo w naszym starym kosciele mozna bylo normalnie zasnac podczas dluuuugiegooo monotonnego kazania.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu