« Między młotem a kowadłem, czyli o formacji duchowe Wola Boża - strach się bać! »

Klasyka zwodzenia

11.09.2017

W komentarzu pod tekstem "Między młotem a kowadłem" http://sbogna.blogspot.com/2017/09/miedzy-motem-kowadem-czyli-o-formacji.html znalazłam zdanie, które podziałało na mnie jak przysłowiowa płachta na byka (w sumie nic nie wiem o przeżyciach byków względem tkanin :-)

Nie żeby komentarz mi się nie spodobał. Wprost przeciwnie, zachęcam do przeczytania całości świadectwa, które jest piękne i mądre. Ale w tym opisie drogi ku Bogu, pojawia się właśnie to: zdanie śmierdzące siarką i syczące na każdej spółgłosce. Zdanie - zwodzenie. Zdanie - pokusa, którym zły duch próbuje nas zatrzymać z dala od Boga. W tym świadectwie jest ono, na szczęście, w czasie przeszłym, ale znam zbyt wielu osób, dla których jest ono aktualne, bym mogła obok tego przejść obojętnie. 

"Miałam takie doświadczenie dawno temu, na początku nawrócenia (ok, nie tak dawno temu, lat kilka), że już się owszem nawróciłam z letniości (a przedtem był ateizm), ale zaufać tak na 100% nie umiałam. Mało tego, wydawało mi się, że jak powiem fiat, jak Maryja, to mi się straszne rzeczy będą może dziać, dla mojego dobra a ja nie jestem na nie gotowa. I walczyłam z tym ze dwa tygodnie. Aż puściłam. I strasznie mi ulżyło. Bo zrozumiałam, że Bóg przecież wie na co ja jestem a na co nie jestem gotowa." 

Podkreślenie jest moje, bo o to zdanie właśnie mi chodzi. Raz po raz słyszę te słowa. "Zaufałbym Bogu, ale będzie bolało". 

TO JEST KŁAMSTWO!!!

I kiedy pojawia się w Twoim życiu, (a pojawi się, bo to jest podstawowa strategia złego ducha) to, cytując klasyka: "Nie pozwól mu otworzyć nawet tej rogatej gęby, tylko wersetem go!" (Michał Nikodem jest autorem tej oto wzniosłej porady duchowej :-)

"Wersetem go!". Z Biblii, oczywiście. To jeden ze sposobów.

Ale rzecz się komplikuje, gdy już jesteśmy ukąszeni podejrzliwością wobec Boga. Trucizna ta, gdy dosięgnie rozumu i serca, potrafi sprawić, że nawet Pismo święte odczytujemy w fałszywym kluczu, interpretując je opacznie. Ja sama pamiętam taki czas, gdy zdanie: "Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż", rozumiałam jako groźbę: "Bóg ukrzyżował Jezusa i mnie też chce tak załatwić!". Rozumiecie, że z takiej przesłanki  nie rodzi się zaufanie, ale opór i lęk.

Co robić zatem?

Dać szansę Bogu, by się w naszym życiu objawił takim jakim jest naprawdę. Przestańmy Mu przyprawiać gębę, a dajmy Mu przemówić.

On się już objawił i tylko trzeba chcieć Go poznać.

Objawił się w Jezusie Chrystusie.
Czy ten Człowiek zrobił komuś krzywdę? Czy sprowadził na kogoś chorobę, albo nieszczęście? (raczej przeciwnie, czyż nie?). Czy ten Człowiek kogoś znienawidził, przeklął, odrzucił?

Jest takie miejsce, gdzie ta podła "rogata gęba" (do tej pory się zastanawiam jak gęba może być rogata :-)) musi się zamknąć. Jest ono pod krzyżem Jezusa. Stań tam. I usłysz, że Jezus mówi: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". I potem popatrz, jak z przebitego boku Jezusa, natychmiast wypływa Krew i Woda. To jest jedyna odpowiedź Boga na ludzki grzech - Miłość i Miłosierdzie.

Natychmiast. Czy takiego Boga można się bać? 

Jezu, Baranku zabity, ześlij do naszych serc swojego Świętego Ducha. Niech otworzy nasze oczy na prawdę Twojej Miłości. Niech zrodzi w nas bezgraniczne zaufanie do Boga, który jest Abbą - Tatusiem. Amen.

1 Komentarz

  • Dziękuję Siostrze za ten wpis.

    Osobiście przez długi czas życia trzymałem się z dala od Boga i Kościoła, bo właśnie się bałem, że, gdy zacznę z Nim wchodzić w jakiś dialog to walnie mnie jakąś chorobą czy nawet mnie zabije. Swoją drogą naiwne jest to myślenie, bo przecież gdyby tego dla mnie chciał, to by mnie dopadł niezależnie od tego czy ja z nim rozmawiam czy nie. Teraz już wiem, że nie chce mnie on "dopadać", ale nawiązać ze mną tak bliską relację, że nigdy tego za życia nie zrozumiem. Ale to jest najszczęśliwsza rzecz jaka mnie spotyka i może spotkać w życiu - miłość samego Boga.

    Cieszę się, że Siostra przestrzega przed takim myśleniem. Nie tak dawno trafiłem do szpitala. Okazało się, że pękł mi wrzód, o którym nie miałem pojęcia i straciłem ponad 66% krwi i czekałem na lekarza 2 dni, bo myślałem, że się mocno strułem. Sam fakt, że przeżyłem utratę takiej ilości krwi, a do tego nie straciłem przytomności ani racjonalnego myślenia ani na chwilę, to zwyczajny cud, za który dziękuję Panu Jezusowi jeszcze bardziej niż przed tym doświadczeniem. Ze szpitala powiadamiałem znajomych o mojej sytuacji poprzez SMS-y. Część obiecała modlitwę. Jednak jeden kolega (nie przystępuje on do Sakramentów przez wiele już lat, niestety) odpisał mi, że to żaden cud, bo właśnie Bóg mi dowalił tym stanem i to Jego wina. Próbowałem polemizować, ale uciął temat. I wtedy sobie pomyślałem, że chyba najczęstszym powodem ucieczki od Pana Jezusa jest właśnie to oskarżanie go o to, że wciśnie nam coś, o czym napisał małym druczkiem, a będzie to złe dla nas (choroba, śmierć, itp.). Zupełnie jak moje myślenie sprzed wielu lat. I myślę sobie, że - patrząc na moje mówienie innym o Jezusie - nieraz za rzadko może się przypomina o tym dlaczego Jezus umarł i zmartwychwstał. Moje rozmowy o Bogu z osobami, które mają do Niego jakieś "ale", przypominają mi rozmowy o popularnym wizerunku Boga starotestamentowego (popularnym, bo błędnie rozumianym), tj. siedzącym daleko na tronie, ustalającym co kogo spotka (najczęściej coś nieprzyjemnego), groźnym, nieprzystępnym, itp. W szpitalu miałem współlokatora, który ok. 30 lat się nie spowiadał. I w trakcie rozmowy pierwszy raz tak celowo przeszedłem na temat Jezusa. Niestety, ten pan uważał Jezusa za zwykłego proroka, a nie Boga wcielonego. Ale rozmowa była przez to bogatsza, bo nie skupiona na fałszywym obrazie odległego Boga, ale tego bliskiego. I myślę, że częste przypominanie o Jezusie i powodach Jego Męki, może pomóc ukierunkować czyjeś myślenie na właściwe tory w kwestii natury Boga.

    Pozdrawiam.

  • Jesli boisz sie albo wstydzisz Boga ..idz do Matki...kleknij na kolana w zaciszu i samotnosci ..licz paciorki...a nie uczujesz kiedy przyjdzie ta jasnosc swiata...ze przejzysz dalej.Szczesc Boze.

  • Dziękuję za to świadectwo. Myślę, że ludzie czekają na to, żeby usłyszeć o dobrym Bogu. Nawet, gdy reagują negatywnie, to ten balsam dotyka rany i na pewno ta kropla, która zdążyła dotrzeć będzie działać. amen

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu