« Na jesienne dni... Błogosławieni cisi, czyli łagodna ekspansja pełna »

Chrześcijaństwo dzikie czy bezobjawowe?

10.11.2017

Czasem słyszę pełne troski głosy, że to chrześcijaństwo w wydaniu "charyzmatycznym" to takie emocje są i tylko tyle. Podzielam tę troskę, ale tylko w odniesieniu do drugiej części zdania, czyli słów: "i tylko tyle".

Tak. Ja także niepokoję się, gdy przykrawa się doświadczenie chrześcijańskie jedynie do uczuć. Bo prawdziwa miłość (a chrześcijaństwo jest w swojej istocie miłością) angażuje całego człowieka. Rozum, wolę, psychikę... Wszystko.

Ale, gdzie są, pytam się, ci obrońcy integralnego chrześcijaństwa, kiedy pojawia się równie niepokojące zjawisko chrześcijaństwa drętwego i bezobjawowego? Czyż takie przeżywanie wiary, które zostało wychłodzone z wszelkich uczuć i nie dotyka już żadnych strun serca, nie jest także kalectwem? 

Czy nie jest tak, że do tego drugiego trochę się przyzwyczailiśmy i nie razi już nas widok ludzi znudzonych Eucharystią? Zgrzyt pojawia się, gdy ten obrazek zostanie zderzony z tłumem głośno wiwatującym na cześć Jezusa. Ale czy jest to "wina" jedynie tych wiwatujących?

Chcę być dobrze zrozumianą. Nie bronię bicia piany pustych emocji. Spotkanie modlitewne to coś więcej niż sprawnie zrobiony koncert. To musi być wydarzenie duchowe, a więc takie, które dokonuje się w duchu i w prawdzie. Ale nie mam nic przeciwko temu, by to duchowe doświadczenie rozlewało się na emocje i poruszało je. Całego człowieka. Duszę i ciało. Wprost przeciwnie, niepokoi mnie, gdy to się nie dzieje. Pomijając chwile prób wiary i ciemnych nocy, chrześcijanin zasadniczo jest człowiekiem, który nie tylko coś tam wie, że go Bóg kocha, ale to przeżywa. A to daje niesamowitą radochę. Nawet w ponury jesienny dzień.

A teraz resumé. Autentyczne doświadczenie chrześcijańskie to, dla mnie, nie jest albo rozum, albo uczucia. To jest to i to. Prawdziwa miłość i tylko miłość ma moc zintegrować człowieka. Howgh!

1 Komentarz

  • Ależ to jest racja. Człowiek jest całością. Chodzi tylko o to że "charyzmatycy" nie rozumieją często czym jest liturgia. Dzieje się tak dlatego ponieważ czerpią często ze spuścizny protestanckiej.

  • Mam dokładnie te same doświadczenia jak autorka tego artykułu. Wiara którą poznałem na lekcjach religii to był zestaw przykazań (oczywiście Bożych). Ale nawiązać z Nim relacje i próbować pełnić jego wolę potrzebne jest serce napełnione Jego miłością. Miłoscią która jest czymś więcej niż zmienne odczucia. Ale bez tego ani rusz.

  • Ależ to jest racja. Człowiek jest całością. Chodzi tylko o to że "charyzmatycy" nie rozumieją często czym jest liturgia. Dzieje się tak dlatego ponieważ czerpią często ze spuścizny protestanckiej.

    a skąd Gość wie czy nie rozumieją ... ? może lepiej niż Gość...
    co pewne to są w relacji miłości, znak " " już tego nie sugeruje w komentującym

    charyzmatycy nie są odizolowani od liturgii a czerpią z niej garściami ; czyż to czasem nie charyzmaty są dawane dla służby innym i jakoś tak dziwnie kwestionujecie wybór samego Boga, czy aby na pewno miał prawo wyposażyć tego kogo zechciał ??? !!!

  • Oczywiście, że "charyzmatyzm" to nie tylko emocje. To jeszcze cała ideologia protestancka i zielonoświątkowa. To Siostra chce promować?

  • Ten tzw. "charyzmatyzm" to otwarcie się na działanie Ducha Świętego. I to trzeba promować. Tak jak używanie rozumu tam, gdzie działają tylko emocje.
    Tak nawiasem mówiąc to znam protestantów, którzy są prawdziwymi chrześcijanami i przykro to pisać, ale niektórzy są bliżej Boga niż tacy faryzejscy, wiecznie oburzeni na wszystko katolicy. A komentarze Gościa i Anny Panny są po prostu gorszące i z miłością bliźniego nie mają nic wspólnego.

  • ..a gdyby siostry rozumienie sprawy sie spelnilo...a jest to mozliwe...mielibysmy niebo na ziemi...ale skoda ,ze co niektorzy nie potrafia tego pojac...Szczesc Boze

    ps...a podobno tym co to do nieba na skroty chcieli budujac wieze babel...Bozia jezyki pomieszala....A idac droga zycia latwo dojsci tez do celu...np spiewajac tu dzierz gwizdzac np ..."bo ja mam slonce w kapeluszu"..

  • Jest też sprawa temperamentu. Uwierzcie, którzy macie inny temperament, że naprawdę nie mam najmniejszej ochoty skakać, czy falować rękami w górze :) To jest dla mnie (powtarzam: dla mnie) bardzo sztuczne zachowanie, co nie znaczy, że nie rozumiem, że inni maja ową potrzebę. I nie przeszkadza mi to, że mają. Zupełnie - a nawet bardzo się cieszę widząc spontaniczność takich osób. Pan Bóg stworzył nas różnymi: jest np. Maryja, która nie pląsa, a wszystko rozważa w swoim Sercu, i jest Dawid, który cały orszak tancerzy prowadzi i tak uwielbia Boga :)

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu