« Wirtualna choinka – czas zacząć! Adwent - lubię to:) »

O andrzejkowych wróżbach…

29.11.2017

Kilka lat temu odbierałam zapłakanego syna ze świetlicy jednej z warszawskich szkół podstawowych. Byłam mocno zaskoczona tą sytuacją, bo zwykle wracał do domu w dobrym humorze. Co go tak rozstroiło?

- Synku, co się stało? – zapytałam delikatnie.

- Bo nie doszedłem z pieniążkiem na stopie do końca trasy i pani powiedziała, że moje życzenie się nie spełni…

Acha, czyli winowajcą okazały się andrzejkowe wróżby! Powiedzieć, że strasznie się wtedy zdenerwowałam, to nic nie powiedzieć. Byłam wściekła, że ktoś takie głupoty dziecku próbuje do głowy włożyć! Długo rozmawiałam wtedy z synem. Odbyłam poważną rozmowę z 6-latkiem na temat tego kto kieruje naszym życiem (Bóg) i kto daje nam siłę do realizacji marzeń, jeśli są dobre (Bóg). Wyjaśniłam skąd wzięły się zabobony, że ludzie, którzy nie znają Pana Boga próbują go zastąpić różnymi rzeczami lub pojęciami takimi jak los, przeznaczenie czy fatum.

Pomogło. Okazało się, że nawet maluch jest w stanie ogarnąć trudny temat, jeśli mu się go cierpliwie wytłumaczy. Syn przestał płakać, powiedział, że on i tak to marzenie zrealizuje (zuch!) i że żadne „pieniążki” nad nim władzy nie mają. Ta rozmowa procentuje do dziś, bo nie daje się nabrać na żadne horoskopy, wróżby czy wyrocznie.

A ja od tamtego czasu czuwałam nad tym by w Andrzejki syna na świetlicy nie zostawiać.

1 Komentarz

  • Świetnie, że udało się Pani wytłumaczyć synowi trudną sytuację. Jeszcze lepiej, że tak rozsądnie podchodzi teraz do wszelkich - nawet najbardziej „niewinnych" - okultystycznych magnesów.
    Ale problemem jest nasza postawa - jako rodziców - w konfrontacji z propagowaniem zła w postaci Helloween, wróżbiarstwa, etc.
    Postawa najczęstsza?
    Niestety taka, jaką Pani przyjęła... wycofanie, unik, ucieczka.
    "Nie posyłam dziecka w „trudne dni" do szkoły" (po co ryzykować etykietkę katolickiego oszołoma, prawda?)
    To jest niestety strasznie przykre... ale nie wymaga od nas wysiłku... no może jedynie takiego, że trzeba zorganiozwać opiekę nad dzieckiem w domu.
    Poddaję to Pani pod rozwagę - w tym roku (a wczesniej w przedszkolu córki) podjąłem trud uświadamiania rodziców, z jakimi zagrożeniami wiąże się Helloween - stopień nieświadomości jest niewyobrażalny, podobnie zresztą, jak i dominujący trend, by traktować to „święto" wyłącznie w kategoriach zabawy.
    Udało się zablokować zabawę w H. Ale nie było łatwo.
    Pozdrawiam serdecznie

  • Dziękuję za ten komentarz:) Tłumaczyć innym zawsze warto, jeśli tylko chcą słuchać. Lecz jeśli Panie ze świetlicy, które chodzą do kościoła,nie widzą problemu we wróżbach? Tłumaczyłam, ale na darmo. Na szczęście moje dzieci nigdy nie czuły się jeszcze jak "katolickie oszołomy", mają wielu przyjaciół, nie tylko wierzących. Staramy się ewangelizować życiem, świadectwem.
    Także Pana pozdrawiam i dziękuję za zaangażowanie!

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.