« Bóle duszy Harmonia energii »

Pragnienie i rozumienie

26.06.2018

"Ty nie chcesz zrozumieć, ty chcesz tylko, żeby było tak, jak ty chcesz".

Jednym z większych problemów ludzkich - w tym także Kościoła - jest zderzenie rozumienia z pragnieniami. Staramy się za wszelką cenę tłumaczyć, uzasadniać, znaleźć argumenty a one często nie docierają nie dlatego, że są kiepskie, ale dlatego, że nie pokrywają się z pragnieniami słuchaczy. Ludzie nie dlatego mieszkają przed ślubem, są za aborcją, odrzucają uchodźców, czy starają się o in vitro, że nie ma argumentów przeciwnych, ale dlatego, że tak chcą. A jeśli w człowieku silniejsze jest pragnienie od rozumowania, to żaden argument do niego nie dotrze.

Czy da się cokolwiek z tym zrobić?
Po pierwsze, znaleźć pragnienie większe. A większym pragnieniem często jest tylko Pan Bóg. Nic nie poradzimy, jeśli nie doświadczymy żywego Boga, bo tylko pragnienie Jego może zostawić grzeszne pragnienia.
Po drugie, skoro ludzie żyją w świecie, w którym „to, co lubię” jest najważniejsze, trzeba pokazać im, że tego konkretnego zachowania nie lubimy. Nie argumentów bowiem boją się ludzie, ale nielubienia, usuwania ze znajomych, publicznej krytyki. Dlatego wbrew pozorom nie wołają o uzasadnienia, tylko o akceptację i tolerancję. Nie boli ich nielogiczność, sprzeczność z przykazaniami, boli ich to, że ktoś ich nie lubi za to, co oni lubią. Gdybyśmy częściej pokazywali swoje nielubienie wobec tego, co jest grzechem, niektórzy pewno zacięliby się jeszcze bardziej jak faryzeusze, bo im zależy więcej na swoich pragnieniach niż na bliskich, ale pewno wielu wolałoby zerwać z grzechem niż żyć w świadomości, że nie lubią mnie ci, na których mi jednak zależy. Nie pokazywanie dzieciom czy znajomym swojej niechęci wobec takiego czy innego postępowania paradoksalnie może być często tylko fałszywą miłością.

Dlaczego więc wielu z nas nie chce okazywać nielubienia wobec niektórych postaw? Może boimy się, że inni przestaną nas lubić. A to by znaczyło, że sami zaczęliśmy już żyć w świecie, w którym "bo ja to chcę" i "chcę być lubianym" jest daleko ważniejsze od prawdziwego dobra i miłości.

1 Komentarz

  • Interesujący tekst choć i o argumentowaniu nie należy zapominać. Nawiąże tu do jednej z wymienionych niechęci: niechęci do przyjęcia uchodźców. Mnie osobiście najbardziej zraża do tego zachowanie zwolenników pomocy z s. Chmielewską czy o. Kramerem na czele. Nie tyle boję się obcych, co konsekwencji złego ich przyjęcia. Zamiast stawić czoła potencjalnym problemom, zamiast przewidywania i planowania mamy twierdzenia o potrzebie poznania uchodźców i ich problemów. Co więcej mamy do czynienia z wypieraniem obserwowalnych na zachodzie szkodliwych zjawisk wywołanych przez przybyszów z krajów islamskich. Taka manipulacja szkodzić będzie nie tylko nam ale i uchodźcom

  • Powyższy tekst pomija łaskę jako przyczynę sprawczą wiary człowieka w Boga. Słuchanie Ewangelii i nauczania Kościoła może jedynie podprowadzić człowieka do aktu wiary. Natomiast słuchanie Ewangelii i nauczania Kościoła nie implikuje bezpośredniego sukcesu w postaci nawrócenia i przyjęcia wiary Kościoła jako swojego.

  • Najwięcej wyznawców na świecie ma kult "Co ludzie powiedzą?"

  • A może w takich razach mniej myśleć o swoim komforcie z bliskimi i znajomymi a przemyśleć, co zawierają (jaką treść, wartość) cztery cnoty kardynalne: męstwo, roztropność, umiarkowanie, sprawiedliwość. I nie tylko katolicy, ale ci w szczególności powinni poświęcić tej sprawie więcej refleksji, a nie brać jak leci to co proponuje tzw. współczesny, modny świat

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu