« Pragnienie i rozumienie

Harmonia energii

17.07.2018

Dużo się mówi o przyczynach bycia singlem i pewno sprawa jest złożona, ale myślę ostatnio o tzw. ekonomii energii czy harmonii energii.

W sobotę było czytanie z proroka Izajasza, a w nim takie dziwne zdanie: "Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał." (Iz 6,2) Jest w tym zdaniu mega harmonia między poczuciem sacrum (zakrycie twarzy), poczuciem wstydu (okrycie nóg) i zwyczajną działalnością (latanie). Po dwa skrzydła na każdą czynność. Gdyby serafin latał sześcioma skrzydłami, brakłoby mu skrzydeł na co innego. 
I może to jest jedna z przyczyn problemów ze związkami. Jeśli ludzie angażują się maksymalnie w karierę, pracę, rozwój osobisty, to zabiera im to tyle czasu i energii, że po pracy nie mają już sił na tworzenie relacji a mówiąc ściślej, tworzą je tylko do momentu, kiedy wszystko jest w porządku, kiedy drugi człowiek daje energię a nie ją pochłania. Problem w tym, że trwałe związki są czasem tak energochłonne jak praca i to nie dlatego, że on czy ona są źli, ale dlatego, że tacy jesteśmy. By zbudować coś trwałego, trzeba włożyć w to wiele sił. Jeśli jednak włoży się więcej energii w budowanie relacji, wtedy straci się trochę na karierze czy sukcesach zawodowych. Stąd dylematy, zwłaszcza, że sukcesy zawodowe wydają się być bardziej osiągalne i trwałe niż relacje. 
Pewno każdy musi zadać sobie pytanie, o co właściwe mu chodzi. Jednak wydaje się, że nie będziemy szczęśliwi, jeśli nie będziemy dążyć do harmonii energii między pracą, ludźmi i wypoczynkiem.

1 Komentarz

  • I wygoda.
    Nie chcemy poświęcać energii ani własnej wygody na ołtarzu związku.
    Wygody swobody wyborów, wygody niepodejmoeaniw zobowiązań, wygody braku samoograniczenia itd.

  • W moim odczuciu sformułowanie "pewnie sprawa jest złożona" to bardzo raniące niedopowiedzenie.
    Ponoć singiel to człowiek żyjący sam "z wyboru", i w pewnym sensie singlem jestem, bo moja sytuacja jest rezultatem moich osobistych wyborów. Ale to nie jest takie proste. Żyję póki co w pojedynkę w dużej mierze dlatego, że zarówno dziadkowie (po obu stronach), jak i rodzice - pomimo trwania w stałych, sakramentalnych związkach małżeńskich i "poprawnego" życia katolickiego, bez "skoków w bok" czy patologii - stworzyli takie relacje i dali mi taki obraz rodziny, że w zasadzie nie pamiętam, bym kiedykolwiek wierzyła, że mogę się spodobać jakiemuś podobającemu mi się mężczyźnie, a przed perspektywą małżeństwa jakim je znałam ze swojego otoczenia wolałam uciekać w życie religijne i wreszcie zakon kontemplacyjny.
    Dopiero tam, gdy zobaczyłam, że można tworzyć inne relacje, inaczej się nawzajem traktować, jakoś przestałam się bać samego małżeństwa i rodziny, i dopiero wtedy dopuściłam to pragnienie do siebie jakoś wyraźniej. Obecnie - a dobiegam czterdziestki - z mozołem przepracowuję szkodliwe schematy na terapii i modlitwie, ale jak dotąd nie byłam w stanie stworzyć związku z mężczyzną. Sprowadzanie tematu do kwestii równowagi między pracą a ludźmi i wypoczynkiem to w moim odczuciu spłycanie go, a mnie osobiście zabolało.

  • Sprawa jest istotnie złożona, o czym można przeczytać w komentarzu z 19 lipca, a w artykule wyeksponowane jest banalne i stereotypowe wytłumaczenie tego zjawiska, czasami (choć przecież nie zawsze, co zresztą Ksiądz zdaje się przyznawać) rzeczywiście zgodne z rzeczywistością.

  • Moim zdaniem, w większości kobiety wcale nie chcą być singielkami, marzą o związku, potem zaręczynach i wreszcie ślubie. To mężczyźni nie chcą się angażować. Kobiecie zegar biologiczny tyka i przypomina o waznych sprawach. Mężczyźni są mogą poczekać z założeniem rodziny (wcześniej wykorzystując i raniąc tj. hulając).

  • A ja nie o przyczynach bycia singlem, albowiem psychologia, socjologia rozpisują się podobno na ten temat obficie, nie wiem czy racjonalnie przestrzegają przed skutkami różnych wyborów życiowych. Przywołam Ewangelię wg św. Mateusza (Mt 25, 14-30) - przypowieść o talentach. W szerszym znaczeniu pojęcie talent odnosi się do wszystkich darów, jakie Bóg nam dał dla naszego użytku. Jaki z tego zrobimy użytek? Może ktoś powinien np. młodemu człowieku, który rozpoczyna życie dorosłe podpowiedzieć, jak nasze wybory życiowe decydują o zadowoleniu z siebie, co finalnie liczy się w życiu i na koniec o tym, że człowiek stworzony jest do bycia z innymi ludźmi, na dobre i złe i na starość.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu