« Idźcie i krytykujcie Boskie rozmnażanie »

Jego palec w moich ranach

08.04.2018

Niezwykły dzień, w którym aniołowie tańczą przy konfesjonałach.

Grupy ludzkie mają przeróżne spoiwa. Społeczność uczniów po Golgocie i Zmartwychwstaniu związana była ze sobą strachem. Drzwi zabarykadowane z obawy przed ostatecznym rozwiązaniem sprawy apostołów, muskuły naprężone. Co to będzie, co to będzie! Kobiety oszalały i mówią, że Go widziały. Widziały! A ty, Piotrze, szedłeś w zaparte. A wyście pouciekali jak myszy z tonącej łajby. Baby były pod krzyżem i ten młodzik Jan. Apostooołoooowiee, wielkie słowo dla małych ludzi.

Tak ich zastał. Nawet nie musieli Mu otworzyć drzwi. Od razu stanął w centrum zgromadzenia. Zogniskował wszystkie frakcje, rozbite po kątach. Wylegitymował się, pokazując ślady po biczach, po gwoździach, po włóczni. Zdiagnozował naczelny problem. I obdarzył tym, czego brakowało: Pokój wam!

Każdy miał coś na sumieniu. Jak nie zdradę, wmawianie komuś kłamstwa, to totalny brak zaufania. Myślę sobie, że w tym momencie, choć nie było jeszcze konfesjonałów, pogadał z każdym, wyjaśnił, dlaczego oddane uczniowskie serce poniosło klęskę. Popukał trzy razy o framugę zamkniętych dotąd drzwi. Zadał pokutę. Biblia nie mówi, ile czasu z nimi spędził. Wiemy, że powiedział: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Myślę, że spotkanie w dniu zmartwychwstania nie było pokazem mocy rodem z filmów o transformersach. Było doświadczeniem sakramentu miłosierdzia. Był to czas na spowiedź życia, by przerwać zaklęty krąg wzajemnego oskarżania, sądzenia. By pokój zaistniał prawdziwie. By zobaczyli, jak ważna jest ta indywidualna rozmowa na temat najtrudniejszych doświadczeń.

Kiedy Kaśka przechodziła z kościoła ewangelickiego do nas, katoli, polecała nam spowiedź jako niezwykłe i mistyczne przeżycie. Większość starych wyjadaczy suchatelnic czy konfesjonałów nawet tego nie zauważyło. Ale to była Kasi pierwsza. Niezwykła. Z całego życia. Nie polecała tej powszechnej. Wiedziała, że ta na każdej mszy jest udziałem tych, którzy spieprzyli coś „myślą, mową, uczynkiem, czy zaniedbaniem”.

I tylko Tomasz nie pozwolił się dotknąć. Łaził własnymi drogami, odwrócony tyłem do tych wizjonerów, wariatów, którzy mówią, że Go widzieli. Znajdował własne rozwiązanie. Wielki Racjonalista początku nowej ery: jak sam nie wsadzę palucha w to rozwarte włócznią miejsce, nie uwierzę.

Nie pomyślał, ze Bóg przenikający przez ściany jest dotykalny. To nie fantom człowieka, ale empirycznie doświadczalny byt, na dodatek ze sprawnie funkcjonującym układem trawiennym.

Cytat z Tomasza „Pan mój i Bóg mój!”, szeptany przez tysiąclecia wobec przemienionego Pana, wzmacnia niedowiarków.

– Nie umiem żyć bez Boga – mówi siostra Faustyna – ale czuję, że BÓG NIE MOŻE ZAZNAĆ SZCZĘŚCIA BEZE MNIE, choć absolutnie sobie wystarcza.

Niezwykły dzień, w którym aniołowie tańczą przy konfesjonałach. Tylko tam możemy usłyszeć to, co usłyszała kiedyś siostra Faustyna: twoje serce jest Mi niebem.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.