« Miau, miau kontra hopsasa Wszyscy jesteśmy mistykami »

Cudowna twardość płynności

14.04.2018

Trudne sytuacje sprawiają, że cuda stają się właściwą sytuacją dla świata.

Są takie sytuacje w życiu, że człowiek traci grunt pod nogami. Utwardzona rzeczywistość czasem nagle upłynnia podłoże i zdaje się, że wpadamy w otchłań. Franek opowiadał mi o człowieku, który oparł swój byt na dokumencie, który sfałszował. Nie znajdował potem spokoju. Poruszony wysłuchaną konferencją o ważności życia w prawdzie, postanowił pójść do szefa i uświadomić go, że miejsce, które od lat zajmuje w firmie nie należy mu się, że oddaje się do jego dyspozycji, tak jak wcześniej oddał się Jezusowi. Franek był świadkiem uwolnienia, jakiego doświadczył ten człowiek, gdy podjął decyzję. Ona wywołała w nim radość, pomimo tego, że mogła przynieść poważne skutki finansowe i inne w jego dalszym życiu.

Bóg utwardza rzeczywistość, jakkolwiek płynna by się wydawała. Coś jak samo słowo „płynny”, które z jednej strony oznacza wodnistą substancję, a z drugiej harmonijną.

Na jednym z kursów pojawiło się proroctwo skierowane do mocno zadłużonego człowieka: „Jezus mówi do przedsiębiorcy: dla Mnie nie są ważne cyfry”. Bóg nie chce, by moje życie budował strach przed długiem lub nieustanna kombinacja, ile będę zarabiać lub ile powinny otrzymać jałmużny helleńskie wdowy, o których czytałam w dzisiejszym pierwszym czytaniu. „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Pana” – smagnął Chrystus odpowiedzią mąciciela, kiedy mu podtykał do przemiany w chleb pustynne kamienie. Nieuczciwy chleb stał się kamiennym kąskiem dla nieuczciwego pracownika. Podobnie ciążące dla apostołów było skupianie uwagi nad materialną bazą rodzących się gmin. "Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbali słowo Boże, a obsługiwali stoły”.

Cokolwiek udało się zyskać, nie stanowi fundamentu dla przyszłości. Nie znając tego, co będzie jutro, łudzę się, budując swoje życie na comiesięcznej wypłacie. Z Bożej perspektywy ulotność świata materialnego jest bezsprzeczna, ale nie depresyjna. Patrząc na Chrystusa, który podążał za uczniami pieszo po jeziorze, myślę, że nie ma takiej topieli, której by Bóg nie mógł uczynić pewnym gruntem. Bóg wchodzący w moje życie zmienia optykę patrzenia na świat. To, że zawsze tak było, że ludzie nie chodzili po jeziorze, nie mnożył się chleb, nie było uzdrowień i podobnych ekstrawagancji, nie znaczy że zawsze tak ma być. Trudne sytuacje niczego nie zamykają, rodzą po prostu nowe wyzwania, które wsparte przez „modlących się i nakładających ręce” sprawiają, że cuda stają się właściwą sytuacją dla świata.

Oczy Pana zwrócone na bogobojnych, *
na tych, którzy oczekują Jego łaski,
aby ocalił ich życie od śmierci *
i żywił ich w czasie głodu.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.