« Wszyscy jesteśmy mistykami Słoniem jestem »

Dwa światy pragnień

16.04.2018

W sobotę byłam na koncercie zespołu „Carrantuohill”. Chciałam, by moje dzieci wreszcie doświadczyły, jak oni dają irlandzkiego czadu.

Tym bardziej, że są to ludzie, z którymi chodziłam do klasy. Był to koncert charytatywny. W przerwie odbywała się licytacja na rzecz Oli, która uległa wypadkowi. Wypatrywałam na scenie szczególnie Zbysia, z którym się przyjaźniłam. Długo go nie było i kiedy wreszcie wylazł na scenę przygotować stanowisko do gry, zaczęłam do niego machać i tym sposobem omal nie przelicytowałam biletu na wyprawę kajakami po Rudzie:)

Skojarzyło mi się to z dzisiejszą Ewangelią. Jezus po rozmnożeniu chleba nocą przeprawia się przez jezioro. Rano na miejscu cudu mężczyźni analizują sytuację: Jezusa nie ma, apostołów nie ma, łodzi nie ma. Gdzie są? Pewno w Kafarnaum. Kto mógł, ruszył szukać Cudotwórcy i Wielkiego Sztukmistrza. Dopadli Go w mieście. Już widzę, co się działo w łodziach poszukiwaczy. Cała uwaga skupiona na efekcie specjalnym w postaci rozmnożenia. Też by tak chcieli móc. Ciekawe, co to za sztuczka?! Dawaj, kto pierwszy do wiedzy tajemnej. W końcu lepiej być rozmnażaczem niż piekarzem. Na miejscu okazało się, że intencje obu stron były diametralnie różne. Im chodziło o efekt specjalny w postaci cudownej umiejętności pomnażania (np. pieniędzy dla Oli) a Jemu o relację (hurrraaa na Zbysia), o pomnażanie królestwa wzajemnej miłości.

Z tej miłości do głodnych słuchaczy pojawił się i chleb, i każde uzdrowienie. Cuda nie pojawiają się, bo człowiek uświadomi sobie, że są możliwe, zdiagnozuje, gdzie jaki by się przydał i rozpocznie modlitwy jak szamańskie zaklęcia. Cuda przychodzą niepostrzeżenie, kiedy zbliżam swe serce do Serca Boga. Na dodatek, kiedy żyje się w takt Jego Serca, cudem się staje wszystko, co się staje. Następuje cudowne przeobrażenie przekleństwa codzienności w błogosławieństwo życia w przestrzeni Nieba.

„Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec” – mówi Jezus zdyszanym wielbicielom. Nikt z nich nie przypuszczał, że dostaną coś jeszcze, chleb eucharystyczny. Jak pokazują liczne cuda eucharystyczne, kawałek żywej tkanki, miłującego do granic możliwości Serca Boga.
Im jednak chodziło bardziej o efekty, więc pytali dalej: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?»
No i to jest pytanie! O co mi w tym życiu katolickim chodzi? O efekty czy o niewyobrażalną, ekstremalną na oko świata (bo kto to widział jednoczyć się z opłatkiem) komunię ze Stwórcą.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.