Zakonnica z dyndającym kółkiem

jkucharczak

dodane 2018-10-27 08:18

Błogosławione wydarzenia ośmieszające wizerunek, błogosławiona godzina wycięcia mnie w pień.

W szkole urszulanek, w której pracuję, nauczyciele w dzień wagarowicza odgrywali przedstawienie dla uczniów w pierwszy dzień wiosny. Było to akurat w czasie naboru do szkoły, kiedy to przychodzili kandydaci z rodzicami na rozmowę z siostrą dyrektor. Kiedy zmierzałam do auli ciekawa, co tym razem siostry przedstawią, bo była ich kolej, spotkałam rodzinę dopytującą się, gdzie jest dyrekcja. W tym samym momencie z pokoju nauczycielskiego wyszło siedem zakonnic z siostrą dyrektor na czele, w szarych habitach, w granatowych pelerynach z przyczepionymi nad głową srebrnymi aureolami. Widząc tych ludzi, siostra dyrektor delikatnie przeprosiła i dyndając metalowym kółkiem poprosiła o cierpliwość, zapewniając, że zaraz wróci. Nie wiem, czy ci państwo nie uciekli z krzykiem, ale sytuacja dla mnie była przekomiczna.

Kiedy myślę o sobie, że osiągnęłam już jakiś pułap świętości, to i tak z tym myśleniem przypominam kogoś, kto się na chwilę przebrał. Bo generalnie najlepszą świadomością, którą mogę mieć żyjąc, jest ta, że jestem grzesznikiem.

Jest takie śląskie słowo, którego zabrakło w słowniku, którym operował Jezus: „darymny”. To synonim słowa „beznadziejny” – taki, z którego nic nie będzie. Można żyć i wierzyć bardziej w to, że jest się beznadziejnym, niż w to, że się jest kochanym. Galilejczycy, o których wspomina dzisiejsza ewangelia, wycięci w pień przez Piłata, i osiemnastu przywalonych wieżą w Siloam, byli takimi samymi grzesznikami jak ja i wszyscy ludzie na świecie. Mam tę skłonność do robienia głupot i żadna resocjalizacja tego nie zmieni. Zawsze może się wydarzyć coś, co niestety zmaszczę i zawalę. Mając świadomość tego, kim jestem jak nieprawdopodobna wydaje się miłość Boga do mnie. Jego nieustanna pomoc w nawracaniu. Miłosierdzie, które otrzymuję, nie jest czymś, co mi się należy, czym moja świętobliwość rządzi i zawiaduje. Jest czymś, co się objawia zawsze zaskakująco. Czasem w postaci „obornika” podobnego temu, który zasilił figę, by wreszcie zaowocowała.

Błogosławione wydarzenia ośmieszające wizerunek, który buduję bez Boga, błogosławione cierpienie nakierowujące moje myślenie wreszcie na refleksję „czy światu ze mną dobrze”, czy przynoszę owoce. I błogosławiona godzina wycięcia mnie w pień. Bo Ty ją wybrałeś, najlepszą ze wszystkich moich godzin.

Dziecko Bogu, żona mężowi, matka dzieciom, nauczyciel uczniom. Z wykształcenia plastyk, z pasji - też plastyk.
N P W Ś C P S
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
Dzisiaj: 19.12.2018