« Czy piątka jest nam do życia koniecznie potrzebna? Małżonkowie nie są dwiema połówkami »

Grzeszność-niepełnosprawność duchowa

24.05.2018

Kiedy zobaczyłam skutki własnych działań po latach przekonania, że to ja jestem skrzywdzonym boroczkiem, nie umiałam sobie znaleźć spokojnego miejsca.

Kiedyś miałam przyjemność być opiekunem na koloniach dla osób niepełnosprawnych. Było to moje pierwsze zetknięcie się z dziećmi o różnych obciążeniach psychicznych. Weszłam w świat pełen nieprzewidywalnych okoliczności i absurdu, który w nas wszystkich wywoływał wiele radości. Te niezwykłe osoby mogły mieć trudności z liczeniem czy wypowiadaniem słów, ale mistrzowsko diagnozowały, kto się z nich wyśmiewa, a kto się nimi cieszy. Niestandardowo okazywały skruchę, ale wiedziały, kiedy same przesadziły w złośliwościach. Zetknęliśmy się również z osobami pozornie pełnosprawnymi umysłowo, które nie umiały pojąć, że człowiek nie jest glizdą, którą można nadepnąć, a ona nawet nie powie „au!”.

W dzisiejszym czytaniu z listu do Hebrajczyków Pan mówi do swego ludu: „Nadam prawa moje w ich sercach, także w myśli ich je wypiszę.”
Wychodzi na to, że świadomość tego, co jest dobrym społecznie czynem mają wszyscy. A wyrzuty z powodu przekroczenia przykazań mają nawet Ci, którzy tych przykazań nie znają. Jasne, że można spreparować człowieka, który usprawiedliwi w sobie każde drgnienie sumienia i wprowadzi w życie swoich bliskich własny egoistyczny dekalog. Ale żeby się sumieniu przeciwstawić i je wykrzywić, trzeba najpierw świadomość Boskiego dekalogu mieć.

Kiedy zobaczyłam skutki własnych działań po latach przekonania, że to ja jestem skrzywdzonym boroczkiem, nie umiałam sobie znaleźć spokojnego miejsca. Stało się to po modlitwie o wylanie Ducha Świętego. Zgodnie z tym, co pisze w swojej ewangelii Jan o Duchu Świętym: „On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie”. Nie umiałam znaleźć metody, by zetrzeć w skrzywdzonym człowieku ślad po własnych razach. Sytuacja rozładowała się po dłuższym czasie trawienia własnej bezradności w dwóch etapach - pierwszym była spowiedź, drugim przeproszenie. Nastąpiło swoiste katharsis, naprostowujące relacje bez większego rozdrapywania ran. Sakrament Obecności Bożej, Sakrament Pojednania, tak niezbędny, by móc przystąpić do stołu Pańskiego, by zbudować własne ciało Ciałem i Krwią Jezusa, był tym, co przynosi pokój, radość i miłość we wzajemnych relacjach.

Chwała Bogu za sakramenty.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.