« Małżonkowie nie są dwiema połówkami

Łagodne serce porywczej mamy

26.05.2018

Dwa lata temu, kiedy w bazylice św. Antoniego w Rybniku świętowaliśmy wigilię zesłania Ducha Świętego, miała miejsce niezwykła historia.

Wiola przygotowywała się wtedy do komunii swojego dziecka. Przyjęcie odbywało się w domu, więc roboty było huk, a dzieci - wiadomo - w tych właśnie momentach dostarczają dodatkowych wrażeń. Sobota nie przebiegała standardowo :-). Kiedy wieczorem sytuacja została opanowana, zmęczona matka poszła się umyć. W łazience „rzuciła okiem” wstecz i nagle wanna stała się otchłanią rozpaczy, w której poziom wody podniosły obficie wylane łzy. – Wszystko zepsułam, to miał być dla małego spokojny dzień, w którym przygotuje się do przyjęcia Jezusa, a ja zmieniłam go w nieustanny ciąg pretensji. Miałam iść na czuwanie a nie robić z domu Armagedon – jamrała przed Panem matka. Niespodziewanie pojawiła się w niej myśl: Czy jest prowadzona transmisja z bazyliki? Włączyła komputer. Było już po północy. Pojawiło się okienko z falującym rozśpiewanym tłumem. Z epicentrum uwielbienia wydobył się głos księdza: - Wierzę, że Pan przychodzi ze słowem do osoby, która właśnie wyszła z wanny... (Gdyby było to powiedziane na początku spotkania, byłoby pewno więcej osób, które mogłyby się w tę okoliczność wpisać). Ksiądz kontynuował: ...Ta osoba wyrzucała sobie, że zepsuła dziecku dzień, że jest beznadziejna i nieopanowana. Jezus mówi do Ciebie, że nieustannie przy Tobie jest i że wszystko jest przygotowane właściwie, żeby się nie martwiła i że jutrzejszy dzień On sam już przygotował.

Co byśmy, biedne matki, zrobiły, gdyby nie Jego nieustanna obecność. Nieustanna chęć przebaczania, głaskania, naprostowywania.
Wczoraj, kiedy moje dzieci po powrocie z oazy wparowały w moje nauczycielskie centrum poprawiania klasówek, usłyszałam: "Spadamy żeby nie urazić łagodnego serca naszej porywczej mamy" :-)

Dzisiejsza ewangelia: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże", ma wymiar proroczy. Myślę, że pozwolenie dzieciom, żeby przychodziły do Jezusa, jest moim głównym powołaniem jako rodzica. Ważniejszym niż uporządkowanie domu i ugotowanie obiadu. Ważne jest świadczenie, szczególnie przed nimi, że Bóg jest żywy i obecny.

Niezwykłe dla mnie jest to, jak On kocha moje dzieci. Widzę Jego miłość przede wszystkim w tym, że mnie bierze „za frak”, kiedy robię głupoty.
Chwała Panu za to, że na wszystkie sytuacje trudne ma boskie rozwiązanie i za to, że kiedy przybliżam się do Niego, nasyca mnie swoją rodzicielską miłością.

1 Komentarz

  • W oczekiwaniu na kolejne umorzenie sprawy zabójstwa Roberta Wójtowicza przez ks. Krzysztofa Litwę.

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.