Wychodzi na jaw to, jak bardzo liczę się JA

Joanna Kucharczak

dodane 2018-08-31 07:59

Dla eutanazyjnego świata: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia”.

Mam dwie koleżanki, osoby samotne, które zajmowały się swoimi sparaliżowanymi mamami jedna szesnaście, a druga przeszło dwadzieścia lat. – Wiesz, nie mogę jej za bardzo tulić i całować, bo ona strasznie płacze – powiedziała mi kiedyś jedna z nich. Mamy wypachnione, z henną na brwiach, uczesane, wyprowadzane na spacer.

Dla eutanazyjnego świata: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia”. Głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który sam nieskalany, doznał strasznych cierpień. W Jego krwi, męce i śmierci jest moc dla mnie, kiedy uznam, że ważniejsze jest mieszanie „hawerfloków” o 5.00 dla chorej matki, wycieranie ślinotoku czy czego tam jeszcze, niż Karaiby i ułożenie sobie życia według własnych zachcianek. W tych momentach okazuje się, ile mam oliwy w mojej lampce wiary, którą palę nieustannie, żeby ten, który będąc Bogiem, był „nauczony posłuszeństwa przez cierpienie”, mnie zauważył i wspomógł.

Z perspektywy pierwszego czytania przypowieść o pannach mądrych wygląda inaczej. Dostrzegam to, że w momentach oczekiwania na Zbawiciela przy chorym bliskim, ma sens to, że nie stoję sama. Że mam obok siebie inną „wierną”, wspomagającą, cichą i zapatrzoną w Oblubieńca. Widzę też, że najważniejsza u panien roztropnych była „lampka”, nie kreacja, tipsy czy makijaż. Są tacy, którzy uważają, że Bóg musi uzdrowić i samobiczują się, obwiniając siebie o małą wiarę. I dziwią się, że dopuścił cierpienie. Tak więc, gdy jedni żądają znaków i cudów, inni teoretycznego uzasadnienia do eutanazji, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest nie do pojęcia dla hedonistów i mięczakiem, który się dał głupio zabić dla pogan.

„To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.” Więcej się ze mną podziało przy towarzyszeniu chorej mamie, niż gdybym brylowała po jakichkolwiek salonach. Sytuacja opieki nad chorym bardzo mocno wydobywa moje właściwe oblicze. Wychodzi na jaw to, jak bardzo liczę się JA, moje plany, moje marzenia. Ujawnia się, jak bardzo ufam Bogu, który nie akceptując cierpienia, dopuszcza je. Życie w trudnym momencie pokazuje, czy realizując swoją własną wizję życia na tym świecie nie taranuję ludzi swoim „tak ma być”. I ta prawda, cenniejsza nad złoto, zaniesiona do konfesjonału napełnia pokojem i radością istnienia w każdych warunkach. #myślęoporanku

Dziecko Bogu, żona mężowi, matka dzieciom, nauczyciel uczniom. Z wykształcenia plastyk, z pasji - też plastyk.
N P W Ś C P S
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
Dzisiaj: 19.11.2018