Poprosił kiedyś o modlitwę facet z myślami o autodestrukcji

dodane 15:20

Oczy rozbiegane, zalęknione. Niepewny siebie. Dziś jak patrzę na niego, widzę oczy rozjaśnione jakimś wewnętrznym światłem.

Pewność w ruchach, czułość dla żony. I przypomina mi się cytat z dzisiejszych czytań: „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości”. Kiedy Chrystus objawia swą obecność, człowiek staje się dokochany od małego palca u nogi do czubka głowy. Ta miłość umacnia jego rację bytu. Powozi decyzjami. Bóg objawia swoje istnienie w świecie poprzez ludzi, którzy mają odwagę zanurzyć się w Jego rzeczywistość, postawić na to, co nieprawdopodobne.
Dzisiejsza ewangelia przedstawia, co się działo z apostołami po rozmnożeniu chleba. Wysłani do Betsaidy, zupełnie nie rozumiejący tego, co się stało, „otępiali”, pruli pod wiatr, rozdzierając wiosłami wody jeziora Genezaret. Nie zastanawiali się, jakim cudem Jezus dotrze. Kazał płynąć, to płynęli. Jezus wprawdzie modlił się na górze, ale wiedział, że nawet w wierze człowiek potrzebuje wsparcia. Zjawił się obok łodzi, idąc po wodzie i wywołując panikę. Krzyki, szamotanie, pełna koncentracja na Nim. „Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!” - usłyszeli. Po czym wszedł do łodzi, a wiatr, wiejący im prosto w nos, stracił animusz.
Dzisiejszy dzień może być podobny do tego pełnego umęczenia przemierzania jeziora. Same przeciwności. Wszystko niepewne, pełny dyskomfort. I myślę sobie, że okoliczności zewnętrzne zależą od tego, czy pozwolę Mu wejść do mej łodzi.

Dziecko Bogu, żona mężowi, matka dzieciom, nauczyciel uczniom. Z wykształcenia plastyk, z pasji - też plastyk.
nd pn wt śr cz pt sb

28

29

30

1

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

Dzisiaj: 05.07.2020