„Masz spuchnięte mówienie?!!”

dodane 16:31

Młodszy syn we wczesnej młodości był rannym ptaszkiem. Akurat wtedy, gdy ja byłam nocnym markiem. Budził się przed szóstą i zaczynał nagabywanie.

Najpierw niuchał radośnie, trącał, a jak go już wnerwiła moja kłodowatość, usłyszałam: „Masz spuchnięte mówienie?!!”.
Każdy ma coś „spuchnięte” – pozwolę sobie wysnuć wniosek. Moja miłość do dziecka była sparaliżowana z powodu niedospania. Ale można ją mieć odrętwiałą na przykład dlatego, że dziecko jest podobne do teściowej. W relacjach z Bogiem też możemy być porażeni strachem, bo On „Sędzią Sprawiedliwym” albo „wymaga niemożliwego”, albo „mną się nie zajmuje” jak tata, który odszedł.
Dobre reakcje są skostniałe, utrudnione, bo jest jakiś frup, który blokuje odpływ brudnej wody moich myśli, czynów, sądów w bezmiar Bożego miłosierdzia.
Dziś paralityk leży jak kłoda w krużgankach sadzawki Betesda. Czeka na dobrych ludzi, którzy go wniosą do sadzawki, kiedy anioł zstępuje i wzburza wodę. Bo na pierwszego, który się zanurzy, przychodzi uzdrowienie. Swoją drogą nikogo nie dziwiło, że zstępuje anioł? No i do tego boroka podchodzi Jezus. Wie, że leży już tak dłuższy czas, mówi mu więc: „Czy chcesz wyzdrowieć?”. A on mu nie odpowiada: „chcę”, „oczywiście”, „jasne”, „kule super”, ale „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną”. A w tle pobrzmiewa smutek, bo nie ma NIKOGO, kto by mu chciał pomóc. I choć był rozżalony, na polecenie wydane przez Boga: „Wstań, weź swoje nosze i chodź!” wstaje i odzyskuje pełną władzę w nogach i rękach(trzyma łoże). Niezwykle frapujące jest dla mnie to, że Jezus traci mu się z oczu i podchodzi ponownie, w świątyni. Mówi mu tam: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Jak mógł grzeszyć człowiek, który miał trudności w ruszaniu się? Spuchniętym myśleniem? Mową, w której nie było grama miłości bliźniego?
Czas odosobnienia pokazuje mi, jak utartymi ścieżkami myślenia się poruszam. Bo ty zawsze, a on nigdy, bo ja zawsze, a ty mi tego nie umożliwiasz. Mnóstwo jest tego. Wiem co mąż powinien, co dzieci powinny. Wiem też, jak to ja się przepracowuję, a wy nie. Wszyscy mi burzą mój święty porządek rzeczy. Kiedy naprawdę umrę, co mi z tego myślenia zostanie? Kupa roszczeń i ani grama miłości. Tej dopuszczonej do serca, Bożej i tej, która powinna wypływać z serca jak rzeka, ludzkiej. Kule, uzdrów mnie Panie! Amen.

Dziecko Bogu, żona mężowi, matka dzieciom, nauczyciel uczniom. Z wykształcenia plastyk, z pasji - też plastyk.
nd pn wt śr cz pt sb

30

31

1

2

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

Dzisiaj: 21.09.2020