« Abortera problem z wolnością sumienia Aborcyjne lobby udaje, że dba o prawa dzieci »

Stchórzyłam. List kobiety po aborcji

16.10.2015

Otrzymałam mailem poniższy list. Publikuję go bez nazwiska autorki, choć "znamy się" przez facebooka. Chciałam pisać do tego tekstu jakiś komentarz, ale chyba to niepotrzebne. Niech zostanie taki jak jest - szczery i autentyczny, o kobiecie i dla kobiet.

Byłam młoda... Byłam przerażona. Bez problemu znalazłam lekarza... Nigdy nie zapomnę jego twarzy i tego jak wspierał mnie w tej decyzji. 

A teraz zastanawiam się jak wyglądałoby moje dziecko, czym by się interesowało?

Stchórzyłam. 

12 lat temu zabiłam swoje nienarodzone dziecko. Tak, zabiłam, bo czym innym nazwać aborcję. 

W tamtym czasie byłam na początku swojego życia studenckiego. Jak mogę siebie opisać z tamtych lat? Byłam małą zagubiona dziewczynką z bagażem doświadczeń z dzieciństwa. Zagubioną, bo wybory jakich wtedy dokonywałam były podyktowane emocjami, brakiem dojrzałości, były podyktowane strachem i egoizmem. Ale w miarę upływu czasu, zrozumiałam, że każda forma usprawiedliwiania tego czynu począwszy od młodego wieku, niedojrzałości, zagubienia czy w końcu prawa kobiety do decydowania o swoim losie przestała działać. Śmiem twierdzić, że nigdy nie działała. Te wszystkie formy usprawiedliwiania miały na celu dać ulgę memu sumieniu na krótki czas. Można to porównać do leczenia chronicznego bólu panadolem... Koniec końców masz zawsze dwa wyjścia: przyznać to, że nie dałaś szansy żyć swojemu dziecku, albo brnąć dalej w samodestrukcyjnym zaprzeczeniu. 

Ja wybrałam tą pierwszą alternatywę.

Piszę o tym, bo chcę poniekąd odkupić swój grzech przestrzegając młode kobiety, by nie brały na siebie takiego ciężaru, ciężaru, z którym przyjdzie im żyć do końca życia. Każdy człowiek ma większe lub mniejsze sumienie. Nie wierzę by było inaczej. Nie uwierzę również tym kobietom, które przyznają, że dokonały aborcji i jest im z tym dobrze....to zaprzeczenie. Nie ma dnia bym nie tęskniła za swoim nienarodzonym dzieckiem.


Apeluję do tych kobiet, które rozważają aborcję. Ten ciężar niechcianej ciąży odchodzi wraz z chwila gdy po raz pierwszy zobaczycie swoje dziecko. Ono da Wam siłę. Nie będziecie żyć ze świadomością, że zabiłyście swoje dziecko. 

Bądźcie odważne! Nie dajcie sobie wmówić, że aborcja jest prawem każdej kobiety. To czysty egoizm. Prawem, każdego poczętego dziecka jest żyć. Weźcie odważnie odpowiedzialność za swoje czyny. Tylko w ten sposób dokonacie wielkich rzeczy. Ja stchórzyłam i będę żyć z tym ciężarem do końca. 

Teraz jestem matką i mówię Wam, że najpiękniejszymi chwilami w moim, życiu były chwile po porodzie, gdy po raz pierwszy tuliłam do piersi swoje dzieci. Nie ma większego szczęścia. Dziękuję Bogu za to codziennie.

Życie jest ciężkie nie wtedy, gdy przytrafiają się nam trudne rzeczy, tylko wtedy gdy nie przyjmujemy ich całych z dobrymi i złymi stronami.

 

Mama nienarodzonego Szymonka

5 Komentarzy

  • Brak słów.
    Stary facet siedzi, czyta i płacze ale ten płacz zamienia się w radość, że Bóg nawraca i daje odwagi spojżeć "Prawdzie w oczy" w miłosierne oczy Boga.

    Piekniejszego listu na rok miłosierdzia Bożego nie można było napisać.
    Takie listy powinni czytać proboszczowie w każdym kościele.

    Dzięki Bogu za ten list, za to świadectwo.
    życzę wielu łask Bożych
    RaBi

    PS.
    Pani Kaju a może by tak zebrać takie świadectwa i wydać w roku miłosierdzia Bożego w formie książki jako zadośćuczynienie i przeciwwagę dla wypowiedzi takich jak np. pani Czubaszek

  • Ludzie "spojżeć" przez ż!!! Czy Wy nie znacie ortografii? Może kolega Rabi nie jest Polakiem?.
    RaBi - nauczyciel, chyba padnę

  • Pani Zofio...... Pani trafny komentarz oddaje w zupełności znaczenie Pani imienia... oklaski na stojąco!!!

  • Jednak ważniejsza niż ortograf komentującego jest treść listu. Szczera, bolesna, a jednak niosąca nadzieję...
    Pani Kaju, dziękuję za podesłanie tej lektury! :)

  • Panie RaBi,

    na wiosnę planowane jest wydanie książki opowiadającej historię kobiety, która nie zabiła swojego dziecka, choć była w wyjątkowo trudnej sytuacji i wszyscy doradzali jej tę opcję. Miałam przyjemność zapoznać się już z tekstem i napisać do niej epilog. Proszę czekać cierpliwie, dam znać, gdy będzie gotowa.

    Pozdrawiam,
    Kaja Godek

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu