« Czym jest czystość? Prawda o seksie cię wyzwoli »

Ja chcę tylko napełnić swój żołądek strąkami...

28.02.2017

... a Ty Panie, dajesz mi płaszcz i pierścień.

Bóg nie spełnia naszych pragnień. On nawet nie spełnia naszych marzeń, o nie, nie, nie... On daje o wiele, wiele więcej niż nasze małe marzenia.

Pan Bóg zaprasza nas do komnaty królewskiej, namaszcza najlepszymi olejkami, ubiera w najpiękniejsze szaty, splata włosy i nakłada diadem królewski. I dopiero tak przystrojeni otrzymujemy prezent w postaci spełnionych pragnień naszej duszy, które jak płynne złoto, rozlewają się w głębi naszych serc, wypełniają wszystkie szczeliny i zaspokajają jakiś cichy, ale nieustający głód. Tak, jestem ważna, mówi mi Pan. Jestem bardzo ważna i bardzo Mu potrzebna. Niezbędna w Jego boskim planie.

Czasem mi się wydaje, że moje marzenia są już tak zuchwałe, że Bóg na pewno ich nie spełni, bo to za dużo. Okazuje się, że te moje najzuchwalsze prośby to dla Pana Boga dopiero rozgrzewka. On tymi pragnieniami dopiero naprowadza mnie na totalnie przepełniające moje serce szczęście, którego nikt nie jest w stanie pojąć oprócz mnie. Ten prezent był tylko dla mnie, tylko moje imię tam było napisane i tylko ja rozumiem i doceniam jego wartość.

Ostatnio działo się w moim życiu bardzo dużo rzeczy, bardzo bolesnych i bardzo, bardzo dobrych. Teraz już wiem, że to nie jest tak, że jak jestem grzeczna, to Pan Bóg mi daje prezenty, a jak niegrzeczna, to mnie karze. Pan Bóg mi codziennie daje prezenty, tylko ja tego nie widzę.

Te wszystkie bolesne sprawy, te krzyże, były tak naprawdę utorowaniem sobie drogi do szczęścia, do spełniania marzeń. Tylko dzięki temu bólowi oderwałam się od rzeczy, osób i sytuacji, które nie były dla mnie dobre. A ponieważ ja jestem taka uparta i tak ciężko dochodzą do mnie jakiekolwiek Boże prawdy, tylko przez ból udało się mnie zawrócić, żebym nie stoczyła się na dno. Trzeba mnie siłą ciągnąć za rękę, żebym nie upadła. I Pan Bóg tak robi, bo mnie zna i wie, że inaczej do mnie nie dotrze :) Dotarło, całe szczęście.

Bóg jest dobry, jest bardzo, bardzo dobry i wszystko, co pochodzi z Jego ręki jest dobre. To tylko nam się wydaje, że Bóg nas każe, że się na nas mści, że robi nam na złość. Bóg nigdy nie robi nam na złość, On po prostu widzi dalej, wie więcej i troszczy się nieustannie o swe dzieci, żeby nie zraniły stopy o kamień grzechu. Nawet za cenę naszego cierpienia. I cierpi razem z nami, bo nie chce nas skrzywdzić, ale jesteśmy tak uparci i myślimy, że sobie sami z wszystkim damy rady, no ale... Nie damy.

I czasem mi się wydaje, że Pan Bóg w ogóle nie słyszy moich modlitw, że one nigdzie nie docierają, że Go to w ogóle nie obchodzi. Obchodzi Go bardzo i o wszystkim pamięta, o każdym naszym poruszeniu serca. I kiedy my prosimy tylko o strąki, świńskie strąki, żeby nie czuć głodu, on zaprasza nas na królewską ucztę. Ale zanim się wreszcie najemy, najpierw nas myje, czesze, ubiera... Nie można przecież przyjść na królewską ucztę nie ubranym, nie wypielęgnowanym. A my czekamy i czekamy, głodni, bo myślimy tylko o tych strąkach. Po co te ubrania, po co te kosmetyki, ja chcę tylko jeść! - wołamy jak zniecierpliwione dzieci.

Dopiero, gdy zjawiamy się na sali balowej, widzimy te wszystkie panie w bogato zdobionych sukniach, tych wszystkich eleganckich mężczyzn we frakach, rozumiemy, jak bardzo to wszystko było nam potrzebne. Czujemy swoją godność księżniczek, rycerzy. Pokorniejemy. Już nie myślimy o tych świńskich strąkach. Jesteśmy cali tacy och i ach. Siadamy na wyznaczonym dla nas miejscu, idealnym dla nas. Wznosimy toast, zaczynamy od przystawek, które tylko jeszcze bardziej rozbudzają nasz apetyt. A potem wjeżdża pierwsze danie. I następne. I kolejne. I deser. I zabawy, i tańce, i gry... I naszej radości nie ma końca, po prostu nie ma końca. I tak będzie w niebie. A dobry Bóg już teraz chce nas do nieba przygotować. Trzeba Mu tylko pozwolić działać.

 

1 Komentarz

  • Ta przypowieść jest aż porażająco niesamowita. Młodszy syn, który odszedł od ojca, i który narobił naprawdę wiele złego - zdawał sobie sprawę, jak wiele złego zrobił, i że sprawiedliwie by było by ojciec go wydziedziczył. Syn chciał tylko wyżebrać jakąś posadę, by mógł żyć i do końca życia rozmyślać nad tym, co zrobił...

    Jego starszy brat też myślał że tak powinno być, że źli ludzie powinni cierpieć, pokutować, i o to zrobił awanturę. Bo on może też tak by chciał, bawić się, hulać, ale wybrał posłuszeństwo ojcu, i spodziewał się stosownej kary, chciał mieć satysfakcję. A tak naprawdę to był głupi.

    Ten młodszy przekonał się, że w grzechu nie ma niczego dobrego. Ten starszy nie miał takiej okazji. Ja czasami nie wiem, którego trzeba bardziej żałować. Czy tego młodszego, że się wpakował w takie bagno, czy tego starszego, który nie przeżył tego upokarzającego doświadczenia, i nie przekonał się że to, co go tak pociąga, tylko tak dobrze wygląda.

    I tak jest, że my robimy nieraz straszne rzeczy, okropne, ale najważniejsze jest to, byśmy Mu ufali. Jezus jest tak naprawdę jedyną nadzieją dla tego świata.

  • Jestem pod wrażeniem tekstu jak i komentarza Raffaello7. Pozdrawiam. :)

  • Oby tak sie stalo,,nie prosze o wiele.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu