« Potrzebuję Cię Kto nie ma Maryi za Matkę, ten nie ma Boga za Ojca »

Koledzy nie zastąpią przyjaciółek

21.04.2017

Zauważam niepokojący trend - kobiety zakolegowują się z mężczyznami "chcąc tylko przyjaźni" i same zamieniają się w mężczyzn, a potem płaczą, że są same i nikt w nich nie widzi kobiet. Żelazna logika...?

Dla kobiety bycie w towarzystwie kobiet jest bardziej wymagające, niż bycie w towarzystwie mężczyzn. Z kobietami niejako się rywalizuje, świadomie bądź nie. Kwestia tylko jak podejdziemy do tej rywalizacji. Czy będziemy sobie zazdrościć, czy się wspólnie motywować, twórczo czerpiąc wzorce od przyjaciółek, gdy chodzi o dobór kosmetyków czy ubrań. Przyjaciółka zawsze dostrzeże nową szminkę, zauważy inny cień do powiek, rozpozna markę, zapamięta cenę, promocję, sklep na rogu, półkę w supermarkecie i powie, czy dobry zrobiłyśmy zakup czy przepłaciłyśmy. Przy kobiecie trzeba się trochę bardziej wyprostować, bo ona więcej dostrzeże naszych niedoskonałości i może je głośno skomentować, nie zawsze życzliwie. Takie są kobiety, nie ma się co oszukiwać. I ja jestem jedną z nich.

I wiem, że towarzystwo kobiet może być bardzo bolesne, ale i bardzo, bardzo uzdrawiające. To zależy oczywiście od tego, jakie kobiety spotkamy na naszej drodze. Nie zawsze jest łatwo z kobietami, poczynając od naszych matek, babć, a na przyjaciółkach kończąc. Jeśli w dzieciństwie słyszałyśmy krytykę z ust ważnej dla nas kobiety dotyczącą naszego wyglądu, ubioru, postawy ciała, ogólnie tego, kim jesteśmy jako kobiety, to zabijało w nas nasze poczucie wartości. A jeśli taka krytyka zdarzała się nagminnie, automatycznie unikałyśmy takich osób, takiego otoczenia, które nas rani.

Często zdarza się tak, że złe doświadczenia z kobietami, zwłaszcza z matką, sprawiają, że dziewczyny zaczynają szukać "męskich przyjaciółek", czyli kogoś, z kim pogada się jak z kobietą, ale kto jednocześnie nie jest tą "złą kobieta, która zawsze mnie rani, krytykuje i manipuluje psychicznie". No tak, tylko, że tutaj pojawia się pewien problem. Kolega nigdy nie da tego kobiecie co przyjaciółka.

Ostatnio zauważyłam niepokojący trend - masa młodych kobiet, dziewcząt, przyjaźni się tylko z mężczyznami lub w znacznej mierze spędza swój wolny czas w męskim gronie. Chce tylko przyjaźni, nie traktuje ich jak potencjalnych partnerów, a z czasem, zgodnie z przysłowiem "kto z kim przestaje, takim się staje", upodabnia się do mężczyzn i niejako, staje się jednym z nich.

Z mężczyznami jest o wiele łatwiej - oni nie widzą nowych pasemek, a nawet jak widzą, nie wiedzą jaki to rodzaj farby, nie mają pojęcia gdzie kupiłaś bluzkę i nie będą robić ci uwag z powodu źle dobranych butów. Przy nich nie trzeba się starać w kwestii wyglądu. Ich bardziej interesuje to, co masz do powiedzenia, czy dobrze się z tobą spędza czas, czy uprawiasz ten sam sport, jakie masz wyniki, a ile ty już kilometrów zaliczyłaś, jakie miałaś kontuzje itp... Znamy to?

Znam takie dziewczyny, które dużo czasu spędzają w męskim gronie. Ale potem w pewnym momencie ich życia przychodzi płacz - bo są same. "Bo mężczyźni w ogóle nie postrzegają mnie jak kobietę..." I łzy, rozpacz, Boże dlaczego, gdzie popełniłam błąd, wszyscy faceci to idioci i tak dalej, cały świat winny tylko nie ja. I potem takie kobiety są nieszczęśliwe, bo już nie tylko ich koledzy, ale mężczyźni w ogóle nie postrzegają ich jako atrakcyjne, nie nawiązują z nimi romantycznej relacji, bo "chłopska" kobieta, która mówi jak mężczyzna, chodzi po górach jak mężczyzna, pije jak mężczyzna, imprezuje jak mężczyzna i pracuje jak mężczyzna już nie jest kobietą, ale właśnie, no... mężczyzną. I to jest dramat tych kobiet, które ze strachu przed relacją z innymi kobietami, ze strachu przed ośmieszeniem czy niezaakceptowaniem, wolą udawać, że problemu nie ma. Że one po prostu tak lubią, lubią być silne i niezależne, lubią być w męskim gronie, bo mężczyźni je "lepiej rozumieją", a dziewczyny tylko dramatyzują i gadają o ciuchach i się obgadują nawzajem.

Nieprawda. Po pierwsze żaden mężczyzna nigdy nie zrozumie jak to jest być kobietą, a kto tak uważa, to chyba nie zna ani samego siebie ani podstaw biologii. Żaden mężczyzna nigdy nie zrozumie bólu miesiączki, koniec, kropka. Żaden mężczyzna nie zrozumie dramatu złamanego paznokcia, oczka w rajstopach i dnia złej fryzury. Nie zrozumie dlaczego ja tutaj teraz muszę zjeść ogórka kiszonego z czekoladą i lodami. I bitą śmietaną. Po prostu jesteśmy inni i zawsze będziemy inni. Każda komórka naszego ciała ma inne chromosomy i tego nie zmieni żadna kuracja hormonalna.

Równość płci, rozumiana jako absolutny brak różnic między nimi, nie istnieje i kobieta nigdy nie będzie mężczyzną, choćby nie wiem ile pakowała na siłowni, jadła hormonów i nie goliła pach.

I ta różność płci wychodzi właśnie w takich momentach kiedy takie dziewczyny-kumpelki nagle zaczynają się rozglądać wokoło i okazuje się, że wszystkie jej koleżanki już kogoś mają, założyły rodziny, a one ciągle same i mężczyźni traktują ją wyłącznie jak kumpla. Tylko... jak mają ją inaczej traktować, skoro pozbawiła się swojej kobiecości na rzecz komfortu psychicznego?

Nie wszystkie kobiety są złe. To kłamstwo, że wszystkie obgadują i wszystkie histeryzują i wszystkie są złośliwe i wredne, i zazdroszczą sobie. Prawda jest taka, że KAŻDY jest grzeszny i nie ma ludzi idealnych, ale uciekanie od jednych grzeszników do drugich z nadzieją, że tamci mnie nigdy nie zranią jest po prostu... naiwne.

Dlaczego tak ważne jest, aby kobiety spędzały czas w swoim babskim gronie? Kobiety dają drugiej kobiecie niesamowite wsparcie. Potrafią jak żaden mężczyzna przytulić, pocieszyć, otrzeć łzy, przyjąć naszą słabość i zaopiekować się nią jak pisklęciem. Nakarmią, doradzą w ubiorze, makijażu, może nawet same nas umalują. I przede wszystkim nas wysłuchają. Naszych trosk, zmartwień, naszych żalów i pretensji. Gdy trzeba, nawet nami trochę potrząsną, bo w swoim emocjonalnym zapętleniu często nie widzimy racjonalnego wyjścia z naszych kłopotów. Potrzebujemy siebie nawzajem, aby razem wzrastać w naszej kobiecości. Potrzebujemy rozmów o ubraniach. Przecież w tych niby banalnych pogaduszkach wcale często nie chodzi o te ubrania, ale o budowanie relacji, o poznawanie naszych serc, o dzielenie się naszym życiem, o współodczuwanie swoich emocji. Ktoś mnie rozumie w mojej kobiecości, ktoś to docenia, ktoś robi tak jak ja, czuje jak ja, jest jak ja. Ja jestem w grupie osób takich samych jak ja i to jest wspaniałe. I razem czujemy się silne, ważne, potrzebne i piękne w swojej kobiecości. Czuję, że w głębi serca każda kobieta tego potrzebuje.

A dla tych pań, które obrażają się, słysząc, że za dużo przyjaźnią się z mężczyznami, a za mało z kobietami, podkreślam - nikt nikogo do niczego nie zmusza, można mieć takich przyjaciół, jakich się chce. Ja też się koleguję z mężczyznami i doceniam te relacje. Mężczyźni służą mi dobrą radą, pomocą w sprawach, o których ja nie mam pojęcia. Służą mi swoją siłą, i fizyczną i charakteru, w sprawach, w których ja jestem słaba. I cieszę się, że mam takich kolegów. Ale nie spędzam z nimi tak samo czasu, jak z moimi przyjaciółkami. Nie chodzimy razem na zakupy, nie wymieniamy się ubraniami, a już na pewno nie malujemy razem paznokci... A wydaje mi się, że obecnie panuje jakaś dziwna moda na dziewczyny-kumpelki, które spędzają więcej czasu z płcią przeciwną. I nie tylko z kolegami "świeckimi", ale także z księżmi. I nie ma w ich relacjach żadnych podtekstów seksualnych, nikogo o nic nie posądzam, po prostu razem działają, razem robią wspólne projekty duszpasterskie, ale po drodze taka kobieta gdzieś w tym męskim gronie może zatracić swoją kobiecość. Musi być dostatecznie silna i ugruntowana w swojej płci, aby nie stracić swojej kobiecości w gronie mężczyzn, ale wiemy jak jest - nie każda kobieta jest tak ugruntowana. Ale mam wrażenie, że istnieje społeczne przyzwolenie na takie przyjaźnie. A co byśmy powiedzieli, gdyby sytuacja się odwróciła?

Co pomyślelibyśmy o samotnych, niemających żony ani dzieci, młodych mężczyznach, którzy najwięcej czasu spędzają z dziewczynami-koleżankami? Razem robią te wszystkie rzeczy, co kobiety i najlepiej dogadują się z dziewczynami. Robią zakupy, rozmawiają, podróżują, imprezują, dzielą się swoim życiem i swoim światem. Z koleżankami, nie z tą jedną jedyną wyjątkową kobietą, z którą chcą spędzić całe życie, ale z koleżankami, w babskim gronie. Czy postrzegalibyśmy to jako zdrowe, fajne i normalne? Przyjaźń świeckiego mężczyzny z zakonnicami we wspólnych projektach. Odwiedzanie się w zakonie, nocowanie. I też, bez żadnych podtekstów seksualnych, tylko przyjaźń. I nie mówię tu o księżach, którzy opiekują się siostrami zakonnymi, sierotami, prostytutkami czy inną grupą kobiet, ale o świeckich wolnych mężczyznach, nie ojcach pięciorga córek, ale o młodych mężczyznach bez zobowiązań, którzy zamiast z kolegami wolą spędzać czas z dziewczynami bo "one go lepiej rozumieją"...

Zostawiam to do własnego przemyślenia.

1 Komentarz

  • Ja też zauważam niepokojący trend: młode felietonistki zachowują sie jak dystrybutorki jedynej słusznej prawdy.Po lekturze tego wpisu nóż w kieszeni nie otwiera mi się tylko dlatego, że go tam nie noszę. Jestem porażona przedstawionym w nim obrazem kobiecej przyjaźni. U Pani naprawdę tak to wygląda? To współczuję.Moja życzliwa uwaga, odnosząca się zresztą do ogółu
    Pani wpisów: proszę nie generalizować swych indywidualnych doświadczeń.

  • Jestem kobietą, przyjaźnię się głównie z kobietami i też nie rozumiem dramatu złamanego paznokcia (zresztą inne znane mi kobiety ten problem też specjalnie nie rusza), a od tego, gdzie moja przyjaciółka kupiła bluzkę albo była u fryzjera bardziej interesuje mnie co sądzi o książce, którą jej ostatnio poleciłam. Moja przyjaciółka nie robi mi uwag z powodu źle dobranych butów, zresztą ja jej też nie, bo to nie ma najmniejszego znaczenia, dla nas obu ważniejsze jest to, że potrafimy godzinami dyskutować na przeróżne tematy i to, co ta druga ma do powiedzienia jest bardzo istotne. Naprawdę istnieją kobiety, które nie są zainteresowane pogaduszkami o ciuszkach i wbijaniem szpilek innym kobietom i to z takimi należy się przyjaźnić. Ten tekst tak strasznie stereotypowo traktuje mężczyzn i kobiety, że aż ręce opadają. Chyba jedyne z czym się mogę zgodzić, to to, że mężczyźni i kobiety się różnią i tej różnicy nie można negować. Ale mężczyźni to też ludzie, z którymi się można przyjaźnić, też potrafią słuchać i doradzić, a czasem po prostu sprowadzą na ziemię swoim konkretnym i zdystansowanym komentarzem do sprawy, co nieraz jest o wiele bardziej pomocne niż głaskanie po główce przez inną kobietę. A problem trudności ze znalezieniem drugiej połówki ma moim zdaniem zupełnie inne podłoże, niż rzekome upodobnianie się do kumpli płci męskiej. Jakby rzeczywistość rzeczywiście wyglądała, tak jak Pani opisuje to za nic nie przyjaźniłabym się z kobietami, bo o niebo wyżej cenię ludzi, którzy słuchają tego co mam do powiedzenia, a nie wystawiają oceny mojej osoby, na podstawie tego, czy buty pasują do torebki.

  • W punkt. Zgadzam się w 100%.

  • Przepraszam ale to taki bełkot, że oczy bolą. Sprowadzanie kobiecości do dziur w rajstopach i pasemek... Ten blog bardzo zaniża poziom "Gościa", nie rozumiem tego!

  • Całkowicie zgadzam się z komentarzem pani Sylwii.

  • Nie rozumiem przesłania artykułu. Autorce po raz kolejny brakuje podstawowej wiedzy psychologicznej za to dość łatwo idzie jej krytykowanie i tanie pouczanie kolejnej grupy osób, które " życzliwie" należy napomnieć. Tak tak przemyślcie to dziewczyny wybierające męskie towarzystwo, bo możecie się obudzić jako stare panny!
    Tymczasem kumplowanie się z facetami nie jest żadnym widzimisię, ale to najczęściej głęboko uzasadniona ucieczka przed kobiecością, relacją z mężczyznami najwcześniej zupełnie nieświadoma. Dziewczyny poranione przez matki, ojców wybierają bezpiecznie rozwiązanie, choć możliwie bardzo zgubne. One potrzebują wsparcia a nie krytyki. Zagłębienia się w siebie, zrozumienia czego szukają w relacjach z innymi ludźmi, czego się boją, przed czym uciekają. I zmiana postawy może być procesem niezwykle karkołomnym a nie przeskokiem z męskiego do żeńskiego grona, którą zalatwia w jeden dzień. Polecam odrobinę więcej wrażliwości przy poruszaniu po raz kolejny trudnego, relacyjnego tematu.

  • tekst rodem z 1 gimnazjum. zlitujcie się.

  • Pani Ludwiko, błagam... Co to za tekst!? O czym on mówi? Między wierszami wyczuwam jakiś lęk przed mężczyznami i zazdrość w stosunku do tych kobiet, które się z mężczyznami przyjaźnią... Tyle lat chodzę po górach i nagle mnie tu Pani oświeca, ze może być kobiece i męskie chodzenie po górach??? Daruję sobie resztę komentarza, nie chcę już Pani dobijać... Tekst poniżej poziomu Gościa!

  • "Kobiety dają drugiej kobiecie niesamowite wsparcie. Potrafią jak żaden mężczyzna przytulić, pocieszyć, otrzeć łzy, przyjąć naszą słabość i zaopiekować się nią jak pisklęciem."

    To facet już nie potrafi przytulić i pocieszyć swojej kobiety?? Litości...
    Nie dziw się, że nie masz faceta skoro dla ciebie facet to pewnie tylko chodzący materiał genetyczny (z którego skorzystasz kiedy TY będziesz chciała) i oczywiście dodatkowo jeszcze chodzący bankomat (no bo przecież musisz mieć się czym chwalić przed "przyjaciółkami").

  • Co akapit, to bzdury. Nie ma to jak siąść i opisać swe chybione obserwacje i interpretacje w formie uumoralniającego wykładu.Pani Kopytowska duscyplinowała już matki karmiące w miejscach publicznych,kobiety noszące spodnie,teraz przyszła pora na dziewczęta dobrze dogadujące się z płcią przeciwną.

  • Rozumiem jaki problem miał być tu poruszony, ale sposób przedstawienia go został spłycony do poziomu wysychającej kałuży. I problem leży w kobietach, które zapominają o swej kobiecości, a nie w przyiaźniach. Wcześniej, gdy nie miałam faceta, przyjaźniłam się z mężczyznami, bo rzeczywiście lepiej się z nimi rozumiałam i ani te przyjaźnie, ani chodzenie po górach, ani wspólne picie piwa na wyjściach fotograficznych nie sprawiły, że zostałam starą panną. Znalazłam faceta, jak tylko postanowiłam że na to czas. A te przyjaźnie właśnie uzmysłowiły mi czego szukam i uczuliły mnie jak traktować mężczyznę, żeby był ze mną szczęśliwy. I serio, malowanie paznokci i gadnie o bólu bycia kobietą, to przyjaźnie rodem z amerykańskich filmów - inteligentna kobieta potrzebuje czegoś zupełnie innego, a inteligencja nie kłóci się z kobiecością, korelują ze sobą bez zbędnych rozmów o pasemkach i odpowiednim doborze garderoby.

  • Pani Ludwiko, proszę nie przejmować się przykrymi komentarzami bo prawda ludziom w oczy kole. Jest pani najcenniejszą autorką Gościa. Pozdrawiam!

  • Jako mężczyzna rzeczywiście nie wyobrażam sobie chodzenia z grupą kobiet po butikach.

  • Płytko potraktowana sprawa. Czasem może warto milczeć, gdy ma się do powiedzenia <napisania> mizerię...

  • jesli to ma byc kobiecosc..szminki,cienie,zlamany paznokiec,oczko w rajstopach,,bluzka,,i dorownywanie innym kobietom....to ja nie jestem kobieta--dawno nie czytalam takich bzdur.
    Ja ,od zawsze przyjazniaca sie niemal tylko z facetami,,kobiety majac jedynie za znajome..ja mezatka i matka,i nadal przyjazniaca sie z mezczyznami ,kobiety majac jedynie za znajome..hmm..kimkolwiek jestem,,jestem szczesliwa osoba ;)..zdecydowanie nie potrzebujaca damskiego towarzystwa,a juz najmniej przy zakupach

  • Autorka porusza ciekawy temat. Moim zdaniem skierowany do młodych dziewczyn, które są na początku swojej drogi życiowej i mogą dzięki takim artykułom jak te wiele przemyśleć i skonfrontować ze swoją rzeczywistością. Tak właśnie aby nie popaść w pułapkę jaką może przynieść przebywanie tylko w męskim gronie. Czyli zatracenie swojej kobiecości. Nie rozumiem fali krytyki płynącej od niektórych Pań. W moim odczuciu artykuł był ciekawy - może trochę chaotyczny ale dający wiele do myślenia i na pewno nikogo nie mający na celu urazić nikogo. Mam wrażenie, że tak bardzo nieprzychylne komentarze na temat tego artykułu wyrażają kobiety, które usilnie chcą pokazać swoją wyższość intelektualną nad autorką wpisu. Widać, że przemawia za tym jakaś drobna zazdrość czy może zawiść a nie konstruktywna opinia. Za to Panie mają ogromną empatie i zrozumienie dla wszystkich biednych "pokrzywdzonych" Pań tym artykułem a przy tym zero litości dla autorki, która jak można wywnioskować z artykułu znalazła oparcie w kobiecej przyjaźni i starała się pokazać, że KAŻDY aspekt takiej przyjaźni jest cenny. Nawet tak trywialny jak pomoc w doborze ubrań.
    A patrząc oczami niektórych autorek - tych mało chrześcijańskich komentarzy mogłabym wywnioskować tak łatwo jak WY i stworzyć Wan tak śmiały portret psychologiczny jak wy to uczyniłyście autorce wpisu...Może na przykład taki : jak widać Panie są już szczęśliwymi mężatkami - mężczyzna upolowany!to po co już się starać dbać o wygląd..jeśli mogę sobie siedzieć z książką ..Po co zakładać sukienkę w której przed ślubem kokietowało się męża? A no tak- trzeba by było jeszcze ruszyć się z tego fotela z książką i poćwiczyć żeby się w nią zmieścić..No ale po co dbać o siebie, kiedy już się ma męża - to można chodzić w starych dresach..
    Miło - gdy ktoś ocenia tak łatwo..wyciągając tylko to co wygodne z kontekstu.. Szkoda, że wchodząc pierwszy raz na ten portal i myśląc sobie, że ktoś tu się stara naprawdę poruszać mądry temat, który daje tym do myślenia - człowiek spotyka się z taką falą krytyki w komentarzach - aż przykro czytać. Pani Ludwiko, życzę powodzenia w dalszym pisaniu. Trochę mniej swojej oceny czy osądu - co jest dobre a co złe w artykułach. Niech czytelnik sam wyciąga wnioski. Taka moja rada od serca.

  • @Iza,mniej domniemywań,więcej konkretów.Jeśli tyle osób widzi problem w tym wpisie,to coś jest na rzeczy.Nie chodzi o pokazanie autorce swej wyższości,ale o naturalnie uczciwą intelektualnie reakcję na to,że ktoś mija się z prawdą.

  • Ja zauważyłam w kilku wpisach ( nie we wszystkich ) właśnie wiele domniemywań i osąd nad autorką. Dlatego postanowiłam pokazać jak łatwo można wyciągać tak daleko idące wnioski, które mogą kogoś zranić. Uważam, że to samo można było napisać w zupełnie inny sposób. Dlatego postanowiłam wstawić się za Panią Ludwiką. Mimo iż sama widzę niedoskonałości tego artykulu.

  • @Iza,przecież to autorka wpisu tu przoduje w ocenianiu innych.A skoro swe dyskusyjne interpretacje i poglądy wystawia na widok publiczny i musi się liczyć z krytyką.Nie oceniam jej osoby,tylko polemizuję z jej opiniami.

  • przy całej życzliwości dla Pani - muszę się zgodzić z Sylwią. Bardzo dziwny jest ten Pani wpis.

  • Nie moge spac i czytam felieton, wnioski z niego plynace sa proste: aby odkryc kobiecosc kobieta potrzebuje srodowiska innych kobiet 😊. Amen. Pozdrowienia dla autorki 😊.

  • @Iza - postanowiłaś wstawić się za osobą, która popełniła kiepski tekst, bo...? Tylko dlatego, że "to nieładnie" i "to boli"? W takim razie współczuję głupoty i tolerowania płycizny umysłowej, która tu występuje.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu