« Kim jesteś naprawdę? Potrzebuję Cię »

Rozbieranie godności

03.04.2017

Kilka stopni więcej i panie zrzucają z siebie ubrania. Przychodzi mi na myśl jeden uczynek miłosierdzia: nagich przyodziać.

O roznegliżowanych paniach w przestrzeni publicznej, które raczej nie pobudzają do zachowania czystości męskiego serca pisałam już wcześniej. Było to w kontekście bilbordów, które bombardują oczy golizną dla samej golizny - towar reklamowany był tylko dodatkiem do tej golizny.

Ale teraz chciałabym napisać o goliźnie konkretnej, chodzącej po chodniku w ciaśniutkich, króciutkich szortach, lub bluzkach bez ramion i bez pleców (i bez gustu też...). Zwłaszcza, że w ten weekend, w te ciepłe słoneczne dni miałam okazję spędzić czas z niezwykłymi ludźmi, których główną zasadą jest właśnie unikanie tej golizny. Były to rekolekcje Ruchu Czystych Serc w Nysie.

"Jesteśmy piękni Twoim pięknem Panie" - to pieśń, którą wykonuje się, kiedy kolejni sympatycy Ruchu postanawiają uroczyście, podczas Mszy świętej, przystąpić do RCS-u. Jesteśmy piękni, bo jesteśmy czyści i pragniemy kochać prawdziwie, tak jak Ty, Panie, nas kochasz. Piękne serca uzewnętrzniają się w pięknych twarzach, w pięknych oczach, które błyszczą Bożą miłością. Nigdy jeszcze nie spotkałam tylu młodych ludzi o tak pięknych twarzach, zgromadzonych w jednym miejscu, jak na rekolekcjach RCS-u. Gdyby wszyscy ludzie byli tacy czyści, przyjacielscy i otwarci, życie już tu na ziemi byłoby rajem.

Ale niestety raj to nie jest. Kiedy wróciłam z rekolekcji natychmiast zderzyłam się z niezbyt czystą rzeczywistością. Głupawe piosenki o piciu i imprezowaniu w radiu, a na ulicach roznegliżowane panie, które nie szanują swojej kobiecości. Miałam smutne wrażenie, że nikt im nigdy nie powiedział jak bardzo są cenne w oczach Boga, jak są niezwykłe, śliczne i jak Ojciec cały czas patrzy na nie z miłością.

Boli mnie też, że ze skromności, zdrowego wstydu przed rozbieraniem się, zrobiono wadę, a nie zaletę. Przecież skromność to jest to, co najpiękniejsze w kobietach, a ich tajemniczemu wdziękowi żaden mężczyzna nie jest w stanie się oprzeć. I nie, nie chodzi tu o to, że na widok skromnej kobiety faceci się "ślinią" - to właśnie na taką patrzą z szacunkiem, czułością, rozrzewnieniem w sercu. Skromna kobieta zna swoją wartość i wie, że nie musi eksponować swojego ciała, aby udowodnić, że jest piękna. Ona nie musi niczego nikomu udowadniać, bo Bóg, jej Ojciec, cały czas szepcze jej do ucha, że jest prześliczną koroną w Jego ręku, jest królewskim diademem. Królewski diadem nosi się więc z królewską godnością.

I nie wierzę, że jacyś mężczyźni są dumni ze swoich kobiet, kiedy te porozbierane chodzą po ulicy i eksponują swój wdzięk dla wszystkich. Jeśli taki mężczyzna się z tego cieszy, to chyba jeszcze wystarczająco nie dojrzał. Prawdziwy mężczyzna chroni kobietę i jej nagość i nie pozwala, aby ktoś mu zagarnął jej piękno. Strzeże jej jak swojego najcenniejszego skarbu i nie wystawia na poniżenie. Bo jak inaczej można nazwać to eksponowanie golizną, jak nie samoponiżaniem się? Jeśli ktoś kocha cię tylko za twoje ciało to najlepszy znak, że nie kocha cię wcale. Chce tylko cię użyć do zaspokojenia swoich potrzeb. Tylko chce twojego opakowania, a nie ciebie.

I niech nikt mi nie mówi, że kiedy słupek rtęci sięga ponad dwudziestu stopni, po prostu trzeba się rozbierać do krótkich spodenek. Wbrew pozorom w upalne dni o wiele bardziej sprawdzają się długie, luźne ubrania. Długie spódnice i sukienki wykonane z przepuszczającego powietrze materiału są nie tylko wygodne i praktyczne, ale i piękne. I pięknie panie w nich wyglądają, obojętnie jakie mają kształty, bo wszystkie niedoskonałości można łatwo i sprytnie zamaskować. I wcale nie trzeba ich kupować w markowych sklepach. Trzeba tylko chcieć, a wszystko się znajdzie po rozsądnej cenie. No tak, ale trzeba tego chcieć, a nie narzekać.

Tegoroczne rekolekcje RCS-u były pod hasłem: "Masz swoją wartość! Czy wiesz jak wielką?" I chyba w tym jest największy problem - ludzie nie znają swojej wartości, dlatego gonią za cieniami. Nie uważają się za księżniczki/rycerzy, dlatego poniewierają sobą i swoją godnością. Ruch Czystych Serc działa dla takich osób jak terapia uzdrawiająca - widzę to także na swoim przykładzie. Bóg mówi do mnie: jesteś dla mnie ważna, kocham cię i chcę ci dać pełnię szczęścia. Przyjmij moją miłość.

Przyjmuję.

1 Komentarz

  • Cieszą mnie ostatnie wpisy na blogach zarówno ten powyższy, jak i Pani Małgosi Gajos. To, jak odczuwamy, co nas pozytywnie nakręca, jacy tak na prawdę jesteśmy, co jest determinantem naszego zachowania. Wydaje się, że to ciekawa tematyka, bez wątpienia dużo bardziej niż komentowanie np. polityki. Odnosząc się już stricte do powyższego tekstu, faktycznie jest tak, że "rozbieranie się" jest trendy. Należałoby jednak (do czego zachęcam autorkę) zastanowić się dlaczego tak się dzieje, bo twierdzenie, że wynika to przede wszystkim z niedowartościowania jest lekko infantylne. Kolejna kwestia tzw. powrotu do rzeczywistości, też jest godna zastanowienia. Dlaczego tak się dzieje, że w pewnym krótszym bądź dłuższym momencie czasu można zupełnie inaczej funkcjonować a potem codzienność już taka nie jest. Studium tego typu przypadków byłoby bardzo ciekawe, więc mam nadzieję, że temat zostanie podjęty, choć przyznaję - łatwy nie jest.
    Pozdrawiam

  • Nie jestem za przenoszeniem mody plażowej na ulice, ale kiedy czytam teksty o drugiej skrajności, w której kompletnie zatracana jest seksualność i młodym ludziom wmawia się, że jest ona grzechem albo kompletnie się ją ignoruje na rzecz rozanielonych czystych, twarzy to nóż mi się w kieszeni otwiera. Prawda jest taka, że mnóstwo kobiet we wspólnotach żyje w tej fałszywej skromności, szarych długich spódnicach, czytają brewiarz, jeżdżą na rekolekcje, aż się budzą najpierw przed 30-stką a potem przed 40-stkną zdziwione, że żaden mężczyzna nie zainteresował się ich wewnętrznym pięknem.

  • Cieszy mnie ten artykul, mlodzi ludzie zauwazaja ze nie tylko golizna sie liczy i pokazywanie siebie w bardzo oddwaznych strojach, a raczej bez ubran- bo jak niektore rzeczy mozna nazwac. To co cenne i wazne z zasady jest ukryte i widoczne tylko dla nielicznych.

  • @2. Gość - jest w tym, co piszesz, dużo prawdy... widać to po często leciwych moderatorkach oazowych: Strój wzorowy, trzydziestka z hakiem, krzyż komandorski odrodzonej oazy z Krościenka, nigdy nie miała chłopaka... I to nie jest odosobniony przypadek, od lat widać, że oaza to często jedna wielka przechowalnia samotnych panien.

    A z drugiej strony - coraz mniej to przekonujące dla uczestniczek rekolekcji. No bo widzi taka czternastolatka, że sama ma z facetami większe doświadczenie niż jej moderatorka - i cały autorytet pryska.

    Uczmy młodych, żeby jaśnieli tym swoim wewnętrznym pięknem, uczmy ich działać, żyć pełnią Bożego życia - to przestaną chodzić przesadnie roznegliżowani. Może nie zaczną ubierać włosienic, ale będą promienieć Bogiem na miarę swoich czasów - i będą to robić dobrowolnie. A to chyba cenniejsze.

  • Nie do końca rozumiem celu tego wpisu (bo do artykułu to nie przystaje), Rozumiem, że golizna niektórych wprawia w zakłopotanie, może nawet denerwuje, ale... to w końcu Bóg stworzył człowieka takim, jaki jest i czy naprawdę wypada tak gnębić kobiety za ich cielesną powłokę? Czy patrząc na kobietę w bluzce bez pleców ja staję się mniej kobietą? Nie! Jeśli lubię chodzić w habicie (albo burce, a co!), to nie chcę słyszeć negatywnych uwag na mój temat i jestem w stanie zrozumieć, że kobiety lubiące szorty też nie chcą słyszeć, że eksponują swoje wdzięki dla wszystkich. Od 3 miesięcy czytam artykuły tej autorki i wszystkie krzyczą jedno: "JESTEM OD NICH LEPSZA!". Dlaczego zamiast napisać coś pożytecznego, mądrego, wzruszającego, cały czas jesteśmy skazani na przerysowane, negatywne wzorce, które tak naprawdę nie powinny nas obchodzić? "Widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz".

    Nie muszę skrywać niedoskonałości - Bóg stworzył mnie piękną. Nie poniżam się, czy Ty tak robisz chodząc w długiej spódnicy? Czy sądzisz, że ja się poniżam, jeśli ubieram się tak, żeby było mi wygodnie? I chyba najśmielsze z moich pytań - czy masz prawo oceniać inne kobiety, skoro Jezus przebaczył nawet Marii Magdalenie?

    Jestem piękna, bo jestem człowiekiem. Jestem młoda, więc mam prawo się tym cieszyć. Nie muszę się rozbierać do naga, nie mam takiej potrzeby, czasem chodzę w długiej spódnicy do ziemi, pięknej sukience za kolano w stylu lat 50, a czasem założę bluzkę bez ramion. Moje ramiona nie są złem tego świata, tak jak moje kolano. Są moje, nie mogę przypisywać im złych cech, bo nie ma w nich nic złego.

    A mój narzeczony kocha mnie też za buzię - to byłoby chore, gdyby nie było między nami pociągania, ludzkiej namiętności. Nie twierdzę, że musi być ona spełniona przed ślubem, ale tak właśnie ludzie dobierają się w pary - podobają się sobie. Potem przychodzi przyjaźń i miłość, wszystko we właściwym czasie.

    Wiem, że nie każdy musi zgadzać się z moim zdaniem. Na tej samej zasadzie ja nie zgadzam się z autorką. Jednak na przyszłość radziłabym skupić negatywne teksty na sobie, nie starać się na siłę zestawiać opozycji ja-dobra i inni-źli. To nie jest sztuka, ani publicystyka, ani katolickie pisanie.

    Ale dziękuję za natchnienie - jutro idę na uczelnie w miniówie. Bo moja wartość (ani jej bark) nie może być oceniana przez to, jak się ubieram. I wszystkim znajomym będę mówiła, że nie mam dzisiaj ochoty na szanowanie mojej kobiecości i proszę, żeby traktowali mnie przedmiotowo. Bo w końcu dla autorki jestem tylko pudełkiem, a to, że coś mam w środku się nie liczy, kiedy zakładam bluzkę bez pleców.

  • Cieszy mnie to, że autorka takstu poruszyła temat wszechobecnej nagości. Myślę, że panie niejednokrotnie przekraczają granice dobrego smaku i warto czasami przypominać, o tym, że nasze ciało jest świątynia Ducha Świętego.
    Szkoda tylko, że tak ciężko czyta się ten artykuł. Zniesmaczenje i belferski ton autorki raczej zniechęci kobiety do refleksji.
    Dla mnie osobiście jako nastolatki, największy wpływ na kształtowanie mojego stylu, miały zadbane kobiety z klasą, które nie nosiły spódnic po kostki.

  • Też miałem styczność z osobami z RCS-u i nie było tak idealnie jak powinno być. Zostałem przez nich zlekceważony, a niektóre z osób potraktowały mnie w wyjątkowo arogancki sposób. Mam wrażenie, że skupiają się tylko na 6. przykazaniu a zapominają o innych. Co do golizny to w pełni się zgadzam z tekstem. Dodałbym jeszcze do tego występy czirliderek i mażoretek, które swym wyglądem, wyzywającym makijażem i krótkimi spódniczkami tylko prowokują do grzechu. A ponieważ część z nich nie ma jeszcze 13 lat, to jest to też rozbudzanie skłonności pedofilskich. Podczas pobytu w Izraelu czy w Indiach ubiory tamtejszych kobiet mi się podobały bo były po prostu godne, piękne i skromne jak powinny być.

  • Dziwne się w niektórych komentarzach pojawiają myśli: jeśli się dziewczyna nie "rozbierze", to nie znajdzie męża... Może i "rozebrana" znajdzie łatwiej, ale równie łatwiej wówczas o takiego, który, gdy tylko ona się ubierze, pobiegnie do następnej "rozebranej". Być może są kobiety, którym takie układy quasi-matrymonialne odpowiadają, nie wiem. Urodę kobieta może podkreślać na wiele sposobów, nie koniecznie eksponując całemu światu te walory, które powinny pozostać jedynie dla wzroku męża.

  • @5.Agnieszka
    A ja jestem słabym facetem, który wychował się na pornografii i dopiero od kilku lat się z niej wyzwolił. Widząc Ciebie w miniówie myślałbym o seksie z Tobą i trudno byłoby mi powstrzymać te myśli i oczy. Czy naprawdę w złości na "lepszą od innych" nie zapominasz czasem o belce w swoim własnym oku? I tak, nie widząc nic, jesteś współsprawcą grzechu - mojego i innych słabych facetów z nie-do-końca-sprawnym kręgosłupem moralnym.

  • Jest takie powiedzenie.
    Szanuj siebie jeśli chcesz by inni Cię szanowali.
    Idealnie komponuje się z tym tekstem. ;)
    Żeby nie było. Nie mówimy jako katolicy, że dziewczyny mają chodzić w burkach.
    Ale chcemy by ubierały się gustownie i nie wyzywająco.
    Zdarzyło mi się już widzieć spódniczkę mini, której prawie nie widać czy spodenki nie różniące się od majtek i powiem wam, że to nie był urzekający widok... :/

  • Witam,

    po pierwsze tekst jest świetny. Dobrze sformułowany problem.

    Po drugie, tutaj przytaczane są argumenty w iście szoppenhauerowski sposób. Widzę, że do reszty wszystkich nas przeżarł komunizm mentalnie i sztuka dialogowania Schoppenhauera. Sprowadzanie ad absurdum jest wypaczeniem dyskusji. Czemu nie można przyjąć, że kobiety szybko się rozbierają, pokazują wiele ze swojego ciała, a potem dziwią się, że są cenione tylko i wyłącznie za ciało. Pokaż, co masz w środku, jaka jesteś, czy jesteś interesująca, pociągająca osobowościowo, czy masz coś do powiedzenia. Moje wieloletnie doświadczenie sprowadza się do tego, że wiele kobiet, które uczono bazować na ciele - bo nie ukrywajmy, ale zainteresowanie mężczyzn można zachęcać do budowania swojej wartości na tym - jest głęboko pustych i nieszczęśliwych. Nie ma nic więcej do zaoferowania, chodzą niezadowolone i kiedy tylko mężczyzna idzie gdzieś indziej, spotka się z innymi, okazuje innym odrobinę większa uwagę, pojawia się zazdrość, zniechęcenie, niezadowolenie i strach, że on porzuca. Wracajmy do normalności!

    Tam padło stwierdzenie w komentarzach, że Bóg stworzył seksualność i należy to wykorzystywać. Tak, Bóg stworzył seksualność, ale to nie oznacza, że wszystko dla wszystkich. Ja nie mam seksualnie pobudzać wszystkich dokoła, bo to jest grzech. Mam być odpowiedzialny za siebie i za innych w drodze do wieczności. Ale nam się wmawia, że to czyjś problem, nie mój. I to też nie jest prawda. Jeśli ktoś grzeszy przez Ciebie, jaka w Tobie jest miłość i czystość? Jak Ty chcesz potem budować swoją indywidualną relację z mężem / żoną, jeśli nie potrafisz zachować pewnych rzeczy dla siebie? Na czym budujesz? Nagość i seksualność zostały wypaczone przez grzech - to jest fakt. I odwoływanie się do rajskiego obrazu jest już nieaktualne. Ten obraz zachowuje swoją aktualność w sakramencie małżeństwa. Tam nagość jest obdarowywaniem siebie jak w Raju, w innych przypadkach jest grzesznym wypaczeniem.

    I wcale nie jest tak, że kobiety w długich spódnicach w duszpasterstwach czekają do 40stki na mężów. Trzeba mieć jeszcze co pokazać. A niektóre są po prostu zahukane, zastraszone i chowają się same w sobie. I nawet jak podchodzisz i rozmawiasz z nimi, one nie mają na to ochoty. To jest sprawa trudna. I ubranie wtedy nie jest oznaką walki o czystość czy wyzwolenie, lecz pewnego rodzaju zbroją przed światem. Drogie panie z duszpasterstw i wspólnot, nie mierzcie się liczbą zainteresowanych mężczyzn. Bóg Was stworzył i chciał takimi, jakie jesteście i macie mnóstwo talentów, jesteście też piękne wewnętrznie. Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście nic nie warte. Wyjdźcie ze swoich skorup i wtedy zobaczycie, że jest wielu mężczyzn, którzy z Wami chcieliby porozmawiać. Nie szukajcie w nich także ojców czy synków. Jeśli macie z tym problem, to proście Boga Ojca o łaski szczególne, aby Was uzdrowił. Szukajcie równoprawnego partnera! A Bóg Wam w tym wszystkim będzie błogosławił!

    Światła Ducha Świętego!

  • Stare panny ze wspólnot myślą dokładnie tak, jak Autorka tekstu. Mam pytanie: CZY AUTORKA JEST MĘŻATKĄ?

  • Mój mąż zakochał się we mnie, gdy chodziłam w kombinezonie jaskiniowym i kasku, a buzię miałam ubrudzoną gliną. Mogę więc z całą pewnością stwierdzić, że nie wszyscy mężczyźni zakochują się w roznegliżowanych paniach. Natomiast uważam, że Pan Bóg stworzył nas pięknymi na swój obraz i podobieństwo i nie jest niczym niestosownym, że kobieta chce i powinna ładnie wyglądać. Ładnie, to nie znaczy z prześwitującą spod ubrania bielizną, albo jej brakiem, ani też zakryta od stóp do głów z małym prześwitem na oczy. Niestety nieraz ciężko jest znaleźć ubiór ładny, odpowiedni do wieku, okazji, który podkreślałby piękno kobiety, a jednocześnie nie był ani prowokacyjny, ani "babciny". I nie należy popadać w obłęd, że po plaży czy na basenie chodzą osoby z samych strojach kąpielowych, w upalne lato nastolatki biegają w sukienkach na ramiączkach, a turysta chodzi po górach w szortach. Za to boli, gdy ktoś do świątyni, urzędu czy pracy zaczyna ubierać się jak na plażę. Niestety nie wszędzie długie, maskujące sukienki czy spódnice się sprawdzają - ciężko byłoby w nich biegać, skakać czy się wspinać, a dużo kobiet uprawia sport. Mężczyźni ze zdrowym podejściem nie chodzą całą zimę na basen po to, żeby ujrzeć u kobiet większe powierzchnie odsłoniętej skóry, a niestosownie ubrane kobiety latem są dla nich widokiem raczej żałosnym i niesmacznym niż obiektem pożądania.

  • Anna Panna => Nie wcale tak nie myślą. Nie wiem, jakie ma Pani doświadczenie w tych wspólnotach, ale tam jest mnóstwo wartościowych osób, tylko potrzebujących pomocy i modlitwy. I ten pogląd nie zależy od tego, czy się ma męża czy nie. Co to za argument?!

    Komentarz 13. Ania => Brawo! Nareszcie kolejny głos ze strony kobiet z racjonalnym podejściem. Ogromny szacunek!

    Światła Ducha Świętego!

  • dobrze że Pani o tym piszę!!!


    Krótkie spodenki nie są złe, ale spodenki odsłaniające pupę tak.
    To samo dotyczy spudniczek, bluzek na ramiączkach itp.

    Są pewne standardy elegancji.
    Warto o tym mówić i pokazywać co jest naprawdę piękne!

  • Krótkie (wszystko) samo w sobie jest złe, BO JEST KRÓTKIE. Na niektórych widok nagich kobiecych ud "działa" tak samo jak widok nagich piersi.

  • Jak dla mnie to ubranie powinno być stosowne do okazji. Nie widzę nic zlego w letniej krotkiej sukience na ramiaczkach do parku na spacer ale nie koniecznie to samo założyłabym do kościoła czy na rozmowę o pracę. To wszystko kwestia dobrego smaku, wyczucia i co warto podkreślić - naszego zachowania w danym stroju. Duzo bardziej mozemy byc prowokacyjne w dlugiej sukni niż w krótkich spodenkach. Kwestia jak my się zachowujemy. Czy potrafimy zachować odpowiednie granice oraz tego jak patrzymy na innych..bo może to nasze myśli są brudne a nie te stroje..

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu