LĘKOODPORNOŚĆ

dodane 21:55

Czasy, w których żyjemy, są niespokojne, naznaczone konfliktami i podziałami. Właściwie, gdyby się nad tym głębiej zastanowić, lęk i poczucie zagrożenia stały się nie tylko częstymi gośćmi w naszych domach, ale nieraz próbują się w nich zadomowić.

Wrosły w systemy rodzinne, w przestrzeń życia zawodowego oraz w inne miejsca, w których funkcjonujemy. Najgorsze jednak jest to, że przyzwyczailiśmy się do nich, zaczęliśmy traktować jak „swoich”. Stan pokoju, wyciszenia bywa tak obcy, jak niezdobyte przez człowieka przestrzenie makrokosmosu. Dla wielu kobiet, mężczyzn, a co najgorsze także i dzieci, każdy rozpoczynający się dzień naznaczony jest lękiem i świadomością, że dzień będzie trudny, a to co najprawdopodobniej przyniesie, będzie odwrotnością tego, czego oczekują i pragną. Niestety, te same osoby kładą się spać z poczuciem, że dany dzień upłynął tak, jak przewidywały – było ciężko, niemiło i zdecydowanie niefajnie. Poczucie bezsensu życia wzrasta u nich jak wiosenne temperatury, doprowadzając do poczucia pustki, wypalenia, potęgujących się i wytrącających z równowagi życiowej stanów lękowych.

Oczywiście w wielu z tych sytuacji psychologia i inne dziedziny wiedzy są jak koła ratunkowe rzucane i dostępne tonącym. Ci, którzy czują, że przestali kontrolować swoje życie i pojawiające się stany emocjonalne, zdecydowanie powinni co najmniej jedno takie koło ratunkowe złapać i pozwolić sobie pomóc. Faktem jest, że jeden człowiek jest w stanie dla drugiego, cierpiącego na duszy, zrobić wiele – realnie pomóc, by zobaczyć rzeczywistość z innej, tej lepszej, perspektywy. Jednym słowem podać rękę i pomóc wydobyć się z mrocznej i pochłaniającej życie topieli lęków. 

Jest jednak coś jeszcze… Przestrzeń ducha, która istnieje w każdym człowieku, nawet w tym, który obrał w życiu azymut na ateizm czy inny światopogląd, odrzucający realny wpływ Boga na życie. Przenika się ona z przestrzenią duszy tak mocno, że czasami nie sposób odróżnić co choruje: czy zraniona, zalękniona dusza czy samotny, zagubiony duch ludzki. Niezależnie od wszystkiego, to tajemnicze i trudno dostępne miejsce, zwłaszcza gdy choruje, potrzebuje lekarstwa. Jest ono (to lekarstwo), o dziwo, z jednej strony ogólnodostępne, darmowe i nie wymagające recepty. Z drugiej, w celu jego zdobycia, potrzeba wysiłku woli i rozumu oraz przyjęcia prawdy, która przekracza ludzkie możliwości poznawcze i wymyka się widzialnej oraz dotykalnej rzeczywistości. Tym cudownym lekarstwem jest świadomość Bożej obecności – nieraz cichego, ale za to pełnego cierpliwości, miłości i mocy towarzyszenia Boga - Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. W Nim bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy (Dz 17,27-28). 

Świadomość istnienia Kogoś, kto czuwa i kontroluje rzeczywistość, na którą człowiek dawno przestał mieć wpływ, a nade wszystko po prostu „jest”, powoduje, że dotąd samotny, zbłąkany duch odzyskuje siły do życia i wzrostu. Z barków przygniecionego wewnętrznymi stanami człowieka zostaje zdjęta odpowiedzialność, która jest nie do uniesienia w pojedynkę, a presja towarzysząca życiu ulega rozładowaniu. Prawda jest zatem niezwykle prosta i daje się zamknąć w odpowiedzi na pytanie: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8,31).

W rzeczywistości zgoda na przemianę i przemeblowanie wnętrza człowieka, zarówno w aspekcie duszy jak i ducha, może być trudna, bo wymaga rezygnacji z zagnieżdżonego i zrosłego z człowiekiem sposobu myślenia, otwarcia się na nowe, które zawsze jest nieznane oraz podjęcia realnej, na wskroś prawdziwej walki duchowej. 

Dlaczego pomimo tego warto podjąć trud „uwierzenia” w realną i prawdziwą obecność Boga w życiu? Na pewno z wielu względów. W poruszonym kontekście należy podkreślić, że świadomość Bożej obecności jest niezawodnym antidotum na lęki, niemoce i poczucie zagrożenia. Jest tym, czemu nie może oprzeć się zło – człowiek przeświadczony o Bożej obecności, trosce i miłości oraz przyjmujący je, pozwala Bogu działać, uaktywnia to, co już posiada, tj. Bożą pomoc, a to z kolei powoduje, że zło wycofuje się ze swoich dotychczasowych stanowisk. Nie bez przyczyny słowo Boże przypomina i motywuje: Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia (2 Tm 1,7). Korelacja miłości, obecności Bożej oraz rozsądku jest niezwykle istotna i sugestywna. Powoduje, że zostajemy wyrwani ze zwodzącej nas czasami, zwłaszcza gdy pojawiają się lęki, sfery emocji, a zostajemy przeniesieni do sfery rozumu, który pomaga wybrać słuszną i właściwą drogę do wyjścia z emocjonalnej matni. Trzeba jednak pamiętać, że świadomość Bożej obecności nie jest, wbrew temu co wielu chciałoby sądzić, stanem emocjonalnym czy przyjemnym odczuciem. Tylko czasami może być z nim związana. W zdecydowanej większości jest przekonaniem o przenikającej wszystko obecności Boga. Przekonanie to zaś oparte jest na wysiłku woli i wierze oraz codziennej pracy nad stanem własnych myśli.

Wobec tego, jeśli jesteś człowiekiem, w którego życiu dominuje lęk, poczucie zagrożenia, a codzienność stała się przytłaczająca, pamiętaj, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra (Rz 8,28). To, co cię spotyka to nie „koniec świata”, a kolejny rozdział twojego życia. Niejeden raz lęki, obawy czy poczucie zagrożenia próbowały zdominować także i moje życie. Niejeden raz musiałam je odpierać, przywoływać na pomoc swój rozum i wolę, a przede wszystkim imię Jezus. Niejeden raz przekonałam się też, że tylko do Niego należy ostatnie słowo w każdej sferze mojego życia. Ty też - idź naprzód, dzień za dniem, świadomie, pamiętając przez cały czas, że Pan jest blisko (por. Flp 4,4-7).

Chcesz być więc lękoodporny? Zdecyduj się na współpracę bosko-ludzką. Zadbaj o swoją duszę i swojego ducha. Jeśli tego potrzebujesz, pozwól, by duszą zajęli się ludzie. Sferę ducha zaś poddaj Temu, który jako jedyny może ją zaspokoić, wypełnić i uleczyć – zaproś, jeszcze dzisiaj, do swojego życia Ducha Świętego. On jest i czeka, byś zaczął żyć i oddychać Jego obecnością.

https://www.facebook.com/marzena.pietroszek

fot. Pixbay

Mój Twitter

Ostatnio dodane

Bądź na bieżąco