Dar Boga

dodane 11:33

Życie jest darem. To zdanie zagościło w mojej głowie o poranku, w dniu kolejnej rocznicy przyjętych święceń.

Minęło dziewięć lat od pamiętnego dnia, gdy z drżeniem rąk i serca leżałem na posadzce katowickiej katedry. Przy śpiewie litanii do Wszystkich Świętych rozdzierało się niebo, a ja i dwudziestu trzech innych śmiałków, oczekiwaliśmy na moment nałożenia rąk. Od tego czasu wiele się wydarzyło, tysiące ludzi przewinęło się przez życie zostawiając w nim ślad... „Wszystko jest darem”, powtarzała patronka rocznika święceń 2011 (św. Teresa z Lisieux).

Nie mam wątpliwości, że kategoria daru najtrafniej opisuje to co przydarzyło się przez te dziewięć lat. Perspektywę tę pogłębia czytanie, które zawsze w rocznicę święceń towarzyszy mi podczas dziękczynnej Eucharystii. 14 maja Kościół obchodzi święto Macieja, Apostoła. Jego greckie imię Matthias to skrót hebrajskiego imienia Mattitjahu, które oznacza „dar Jahwe”.

Maciej był darem Boga dla pierwotnego Kościoła. Uzupełnił grono Apostołów, uszczuplone katastrofalną decyzją Judasza. Przebył z Jezusem i innymi uczniami drogę z Galilei do Jerozolimy na pamiętne święto Paschy. Świętowanie w Jerozolimie zostało jednak zakłócone przez spisek religijnych przywódców ówczesnej Jerozolimy. Maciej był świadkiem tych dramatycznych wydarzeń, pośród których Mistrz z Nazaretu uczynił ze swego życia dar. 

Myślę o Macieju, który tylko ten jeden raz został wspomniany w Nowym Testamencie. Nie zmienia to faktu, że jego życie było darem. Może właśnie zakrycie całej jego reszty, swoista tajemniczość, która owiewa wszystko to, co „stało się potem” ukazuje, że dar ma być realizowany po cichu, w skrytości, bez oczekiwania na poklask?

Skoro wszystko jest darem, to i własne życie, kawałek po kawałku, trzeba włączać w ten dynamiczny nurt. Brzmi to wszystko dość górnolotnie, ale o najgłębszych w życiu sprawach nie sposób mówić w banalny sposób. Ostatecznie chodzi przecież o coś więcej niż „danie czegoś z siebie”. Chodzi o danie siebie.