Refleksje

Od latarni do słowa

dodane 06:56

Czasem słowo Boga jest potężnym reflektorem. Jego światło rozjaśnia cel życia, ukazuje wieczność. Najczęściej jednak ze światłem słowa jest jak z małą, z pozoru lichą lampką...

W połowie maja 2020 roku, czyli dwa miesiące po rozpoczęciu francuskiego confinement (czyt. lockdown/kwarantanna tyle tylko, że nieco bardziej dotkliwy/a niż w Polsce) zanotowałem takie słowa:

„Do czasu kwarantanny ignorowałem pewien fakt. Dzisiejszego wieczoru, wychylając się z mojego okna po zmroku, zauważyłem sześć latarni, które oświetlają pobliską drogę. Kwarantanna najwyraźniej wyostrzyła mój wzrok.”

Przeczytałem ponownie te słowa wczorajszego wieczoru, dzień po ogłoszeniu, trzeciego już we Francji confinement. I próbując jakoś ogarnąć doświadczenie minionego roku stwierdzam, że aż tak bardzo wzrok mi się nie wyostrzył. A nieco więcej czasu spędzonego przed ekranem na rozmaitych zoomach i spotkaniach online z pewnością w tym nie pomogło. W sprawach życia i ducha jest podobnie. Jak bywałem ślepy, tak i zdarza mi się to nadal… A latarnie jak świeciły tak świecą.

Pocieszające jest to, że bijące z tych latarni światło widoczne jest także dla człowieka o bardzo słabym wzroku. Niemal każdy dostrzeże bijącą z nich jasność. Tak czy inaczej, rok temu, po dwóch miesiącach nietypowych rekolekcji, dostrzegłem ją po raz pierwszy. Stało się tak dlatego, że się zatrzymałem, spojrzałem zza okna inaczej, skupiłem uwagę na szczególe, który przez kilka miesięcy zamieszkiwania w alpejskim miasteczku umykał mojej uwadze. Każdemu zdarza się być ignorantem. I to w różnych sferach życia.

Ale to banalne doświadczenie było czymś więcej. Powiedzieć, że było olśnieniem, to oczywiście zbyt wiele. Było raczej jak impuls, dobra rada której szept: „zatrzymaj się i patrz” powraca co jakiś czas. Jak wskazówka mówiąca, by nie skupiać uwagi na ciemności, a na świetle. Szukać dobra, a nie zła, aby żyć. Dostrzegać Boga, który niestrudzenie pracujące dla mnie pośród wszystkich wydarzeń życia. Także, a może zwłaszcza, tych niepozornych, banalnych. Czyli krótko mówiąc stawać się bardziej kontemplatywnym. A przez to bardziej wolnym i wdzięcznym.

Światło stojących od lat latarni kieruje mnie także na słowo Pisma: „Twoje słowo jest lampą dla moich kroków i światłem na mojej ścieżce”  (Ps 119,105). Człowiek w czasach Biblii nie miał dostępu do elektryczności. Musiała mu wystarczyć prosta, oliwna lampka. Dzięki niej można było oświetlić zaledwie kawałek drogi, kilka najbliższych kroków. 

Tak jest też ze słowem Boga. Czasem jest ono potężnym reflektorem. Jego światło rozjaśnia cel życia, ukazuje wieczność, przemieniony świat po powtórnym przyjściu Pana. Najczęściej jednak ze światłem słowa jest jak z małą, z pozoru lichą lampką. Oświetla to co „tutaj” i „dziś”. Tylko i aż tyle. 

Wystarczająco dużo, by z podniesioną głową rozpoczynać każdy nowy dzień.