Aspiracje nieuporządkowane

dodane 08:00

Od momentu złożenia dymisji przez kard. Barbarin, na stolicy biskupiej w Lyonie panuje wakat. 21 maja na to stanowisko zgłosiła swój akces pani Anne Soupa. Do tej prowokacji pewnie nie przywiązałbym większej wagi, gdyby temat nie wywołał dyskusji na spotkaniu biblijnego kręgu…

Pani Anne Soupa, teolożka z Lyonu, w wieku 73 lat postanowiła złożyć swoją kandydaturę na biskupią stolicę w założonym przez Rzymian mieście. Stwierdziła przy tym, że chce wstrząsnąć Kościołem, który w kwesti dopuszczania kobiet do urzędów hierarchicznych trzyma się przestarzałych doktryn. Panie Anne założyła w 2008 roku „Komitet Spódnicy” (Le Comité de la Jupe). To organizacja, która za cel stawia sobie walkę z dyskryminacją kobiet w Kościele. Jedną z inicjatyw komitetu było zorganizowanie „żeńskiego Konklawe” tuż po wyborze papieża Franciszka. Wydarzenie miało być sprzeciwem wobec faktu, że następca św. Piotra wybierany jest wyłącznie przez składające się z mężczyzn kolegium kardynałów…

Św. Ireneusz, jeden z pierwszych biskupów tego miasta przewróciłby się z pewnością w grobie. Przeszkadza temu jednak fakt, że grób tego wielkiego teologa został zniszczony ponad 200 lat temu przez rewolucyjne wojska... Bardzo ironiczny komentarz. Wiem. Jednak odrobina humoru zawsze pomaga w mierzeniu się z podobnymi problemami. A teraz kilka uwag innego rzędu.

W prowokacji chodzi o zasianie fermentu i zwrócenie uwagi na wysuwane od lat postulaty środowisk proponujących daleko idące zmiany w funkcjonowaniu Kościoła. Najnowsza propozycja pani Anne ma na celu rozdzielenie sakramentu święceń od zarządzania wspólnotą Kościoła, czyli ograniczeniem posługi księdza i biskupa jedynie do sprawowania sakramentów. Funkcje kierownicze mieliby natomiast pełnić ludzie świeccy. Dziś wydaje się to utopią. Jednak środowiska teologiczne, których ikoną stała się w ostatnich tygodniach pani Anne, konsekwentnie dążą do wytyczonych przez siebie celów.

Co się stało z teologią francuską, która kilkadziesiąt lat temu, w trakcie Soboru Watykańskiego II, wpuściła tyle świeżego powietrza w życie Kościoła powszechnego?

Pani Anne Soupa oczywiście nie ma najmniejszych szans na objęcie biskupiej stolicy. Dyskwalifikuje ją nie tylko wiek, który byłby przeszkodą dla najbardziej nawet odpowiedniego kandydata płci męskiej. Podanie, które trafiło na biurko nuncjusza w Paryżu zostanie odrzucone choćby z tego względu, iż prawo kanoniczne i teologia Kościoła nie przewidują udzielania jakichkolwiek święceń przedstawicielkom płci pięknej.

Czy tendencje, które reprezentuje teolożka nie godzą w jedność i tak mocno już poturbowanego i słabego Kościoła we Francji? Wątpię by wpłynęły na jego odnowę. Na dzień dzisiejszy można powiedzieć, że ujawniają istniejące od lat, głębokie podziały. Przyczyniają się także do swoistej radykalizacji, zwłaszcza w środowiskach tzw. „tradycjonalistów”, których we Francji nie brakuje. Zdaje się ich nawet przybywać.

Ponadto, nie da się zakwestionować faktu, że w Kościele nie ma praktyki składania własnej kandydatury na urząd biskupa. Podobne aspiracje świadczyłyby zdecydowanie na niekorzyść kandydata. Promocja własnej osoby jest obca biblijnej i kościelnej tradycji.

Nigdy też (według mojej wiedzy) nie rozdzielono sakramentu święceń i funkcji zarządzania parafią czy diecezją. Troskę o dobro kościelnych wspólnot już w Dziejach Apostolskim powierzano wypróbowanym mężom. Apostoł Paweł ustanawiał starszych w miastach, w których zawiązała się wspólnota uczniów i uczennic Jezusa.  Ten fakt, zgodnie uznaje się za początek sakramentu święceń.

Krótko mówiąc, zarządzanie przynależy tym, którzy przyjęli święcenia i powinno odbywać się w oparciu o współpracę, także ze świeckimi. Tego jednak w Kościele we Francji nie brakuje. Kobiety pełnią w nim funkcje na uniwersytetach. Rozmaite gałęzie duszpasterstwa biskupi często delegują kierownictwu świeckich (katecheza, katechumenat…). Zawsze jest to jednak wezwanie „z góry”, nigdy zaś oddolna inicjatywa postulującego własną kandydaturę.

Co więcej, to właśnie z sakramentem święceń wiąże się dar rozeznania tego, co dla Kościelnej wspólnoty jest dobre. Nawet jeśli można przywołać wiele przykładów temu przeczących, nie zmienia to fundamentów naszej wiary. W momencie święceń zstępuje nie kto inny, ale Duch Święty.

Tyle uwag na temat dość oryginalnych aspiracji pani Anne. A teraz kilka słów, które opisują reakcje na podobne prowokacje w tzw. „duszpasterskim terenie”.

Na wspomnianym spotkaniu biblijnym rozważaliśmy Księgę Jonasza. Starotestamentalny prorok to figura bardzo ciekawa i niejednoznaczna, a przesłanie księgi można odczytywać na wiele sposobów. Narracja zaś kończy się pytaniem. To próba zaproszenia do refleksji i opowiedzenia się po stronie Boga. Jest On Bogiem wszystkich, Izraelitów i pogan. Bogiem, który wzywa do wyjścia z zamknięcia i podjęcia misji, do nawrócenia, po prostu. To także Bóg, który studzi niezdrowe zapędy Jonasza. Prorok chce, by zniszczył On miasto. Okazuje też wzburzenie na wieść o nawróceniu jego mieszkańców. A Bóg niestrudzenie tłumaczy i stawia Jonaszowi pytania. Można powiedzieć, że to dzięki nim buntowniczemy prorok wezwany jest do dojrzewania i wzrostu w wierze. Ale do rzeczy…

Po spotkaniu doszło do dyskusji nad propozycją pani Anne. Szczerze mówiąc, po kilku minutach już sam nie wiedziałem o czym rozmawiamy. I do czego chcą mnie przekonać moi parafianie. Diakonat kobiet? Kapłaństwo kobiet? Kościelne urzędy dla kobiet? Żaden konkretny postulat nie został sformułowany. Powtarzane byłe natomiast zasłyszane w mediach slogany. A to, że Kościół powinien iść naprzód i z postępem. A to, że w społeczeństwie rola kobiety została już uznana, a w Kościele wciąż pełnią tylko „nieznaczne funkcje” etc…

Ze swojej strony wytoczyłem naprawde potężne działa. Przytaczane przeze mnie argumenty z Pisma, historii Kościoła, papieskich encyklik nie ostudziły jednak wojowniczych zapędów. Nie pomogło także przywołanie Jan Pawła II, wielkiego orędownika kobiecego geniuszu, który wzywał do budowania katolickiego feminizmu. Były także argumenty „z terenu”. Nietrudno zauważyć, że w parafii, to przecież kobiety stanowią „administracyjny trzon”. Kancelarie, sekretariat i wiele innych funkcji to w mojej alpejskiej dolinie domena kobiet. Gryzłem się w język, by nie powiedzieć, że ci, którzy krzyczą najgłośniej o konieczności zmian w Kościele, żadnej w nim funkcji nigdy pełnić nie chcieli.

Nie wiem, czy przylepiono mi łatkę „wroga postępu”. Nawet gdyby tak było, aż tak bardzo mi to nie przeszkadza. Zwłaszcza gdy widzę jego opłakane skutki w społeczeństwie, w którym przyszło mi od kilku lat posługiwać.

Całe szczęście spotkanie nie zakończyło się na dyskusji. Tradycyjnie czekał na nas kieliszeczek rosé oraz zakąski. W trakcie poczęstunku mąż najbardziej zagorzałej ze spierających się pań powiedział z szelmowskim uśmiechem: „wiesz, nie jest łatwo żyć w małżeństwie”.

A ja po powrocie do domu zajrzałem do wywiadu z kard. Albertem Vanhoye. Wybitny francuski egzegeta mnie uspokoił. W odpowiedzi na pytanie o święcenia kapłańskie kobiet stwierdził, że nie widzi takiej możliwości. To niezgodne z Biblią i teologią Kościoła. Sakrament święceń odwołuje się do symboliki, której nie sposób zmienić. Podkreśla bowiem zaślubiny między Chrystusem i Kościołem. Zachwianie tych proporcji byłoby zgubne. (Kościół i w grece biblijnej i w języku francuskim „jest kobietą”, tzn. rzeczownikiem rodzaju żeńskiego). Nie przeszkadza to powierzaniu kobietom rozmaitych funkcji wewnątrz parafii i diecezji.

Zatem, wobec niezliczonych prób wymyślenia Kościoła na nowo stwierdzam, że prorok Jonasz ma jeszcze wiele pracy. Uczyć nas może słuchania tego „co Duch mówi do Kościoła”. Bo zdaje się, że niektórzy bardziej słuchają tego, co Kościołowi chciałby wmawiać świat.