Zmiana planów

dodane 21:38

Dożyliśmy bardzo niepewnych czasów. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co stanie się za miesiąc. Niepewność dotyczy także naszych podróży i wakacyjnych planów. Wiele z nich musieliśmy odwołać, przełożyć, zmienić. Nie inaczej działo się w życiu świętych…

Zastanawiam się, czy podobna niepewność nie była udziałem mojego ulubionego świętego – Ignacego z Loyoli. Czasy, w których żył także były niepewne, a Ignacy miał bardzo poważne plany. Umówił się na spotkanie z grupą przyjaciół w Wenecji. Kilku zapaleńców poznało się w trakcie studiów filozoficznych w Paryżu i złożyło śluby pragnąc poświęcić się służbie Ewangelii. Celem była podróż do Ziemi Świętej i ewangelizacja świata islamu. Najprościej było się tam dostać statkiem z Wenecji. Ignacy, który ukończył studia nieco wcześniej niż towarzysze, udał się do rodzinnej Loyoli, by następnie przeprawiając się drogą morską przez Genuę, dotrzeć do Wenecji.

W oczekiwaniu na przyjaciół nie marnował czasu. Katechizował dzieci, udzielał Ćwiczeń duchowych, odwiedzał chorych w domach i szpitalach. Nie czekał z głoszeniem słowa do momentu, aż „łaskawe wiatry” sprawią, że przeprawa na drugi kraniec Morza Śródziemnego stanie się możliwa. Głosił słowem i życiem nie mogąc milczeć o tym, czego sam doświadczył.

Przyjaciele Ignacego przybyli do Wenecji w styczniu 1537 roku. Trzeba jeszcze było zdobyć pozwolenie na podróż, dlatego też grupa udała się do Rzymu. „Zbieg okoliczności” doprowadził do tego, że o obecności dziewięciu obiecujących teologów z Paryża dowiedział się sam papież Paweł III. Więcej, wszyscy zostali zaproszeni na obiad. Dyskusja przy stole wywarła wielkie wrażenie na papieżu i sprowokowała jego przychylność.

Grupa powróciła do Wenecji, jednak owego roku nie wypłynął żaden statek. Powodem były dyplomatyczne napięcia pomiędzy Republiką Wenecji a Imperium Osmańskim. Na trasie Wenecja-Palestyna, pierwszy raz od 40 lat odwołano rejs . Turecka flota stacjonująca na Adriatyku skutecznie pokrzyżowała plany. Grupa zaprzestała ewangelizacyjnych dzieł i rozdzieliła się do okolicznych miast, a każdy z nich prowadził życie niemal pustelnicze. Zewnętrzne trudy, odosobnienie, samotność, gryzące komary, ludzka nieprzychylność, upały… wszystko to było ważnym środkiem formacyjnym przyszłych jezuitów, którzy na skutek nieprzewidzianych okoliczności skończą w Rzymie i założą nowy zakon – Towarzystwo Jezusowe.

Myślę o tej historii późną porą i zapewne dlatego pozwalam sobie na puszczenie wodzów fantazji. Co by było gdyby jednak statek wypłynął? Jak potoczyłyby się losy Kościoła i świata gdyby polityczne napięcie nie zatrzymało statku w porcie? Jak potoczyłyby się moje osobiste losy, gdyby prawie 500 wcześniej sędziwy, wenecki doża Andrea Gritti szybciej dogadał się z sułtanem Sulejmanem Wspaniałym. Czy miałbym okazję odprawić Ćwiczenia duchowe i poznać ignacjańską duchowość?

Pytanie powyższe muszą pozostać bez odpowiedzi, a ja wyciągam tego wieczoru inny wniosek. Na wymuszoną zmianę planów czasem nie warto reagować gniewem. Sytuacje je powodujące są od nas niezależne, a modyfikacje w naszych kalendarzach nie zawsze muszą przynosić skutki złe. Co więcej, pokrzyżowane plany mogą powodować pojawienie się większego dobra.

Deus semper maior. Bóg jest zawsze większy.

Ostatnio dodane