Maryjne pytanie

dodane 09:34

O czym myślała Maryja gdy przechodziła z tego świata w wieczność?

To pytanie musi pozostać bez odpowiedzi. Ale pytać przecież można.

Podobno zbliżając się do kresu życia człowiek patrzy w przeszłość i dokonuje syntezy. Spogląda na to co przeżył i próbuje to podsumować. Bardzo pomocnym elementem w tym procesie jest wiara. To ona  w jesieni życia pomaga zobaczyć przeszłość oczami Boga, dostrzec, że to, co zostawia się za plecami „było dobre”. Wiara pomaga też wychylić się ku przyszłości, otworzyć okno wieczności.

Jak było z Maryją? Możemy pytać... Być może wspominała spotkanie z aniołem, długą podróż z Józefem, betlejemską grotę. Być może wspominała ból poszukiwania Jezusa, widziane z oddali cuda, trwanie pod krzyżem. Być może przeważało wspomnienie spotkania ze Zmartwychwstałym, choć o tym ewangeliści dość tajemniczo milczą.

Za życia wspomnienia Maryi owiane były wiatrem Ducha, który zstąpił na nią w momencie Zwiastowania. "Nosiła wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu." Duch wtargnął do Wieczernika w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy przebywała z uczniami czekając na spełnienie obietnicy. Duch sprawiał, że to, co nosiła w sercu nie było jedynie wspomnieniem z przeszłości.

Wracając do tego, co przeżyła u boku Syna, do słów i wydarzeń z Nim związanych, Maryja przeczuwała przyszłość. Zdaje się, że dzięki oczyszczonej w ogniu cierpienia wierze okno wieczności otwarte było dla niej na oścież. Jak jednak było naprawdę? Tego nie wiem.

Rozmyślam dziś o tym i sam wracam do przeszłości. Z racji wieku nie dokonuję jeszcze poważnych podsumowań. Nie stać mnie na wielkie syntezy, choć wydaje mi się, że kilka ważnych etapów zostało zakończonych i mógłbym je jakoś nieudolnie opisać.

Myślę także o tej przeszłości, którą znam z lekcji historii i z książek… o tych, którzy w pielgrzymce wiary mnie wyprzedzili. Wielu z nich nosiło w sercu krótkie i mądre hasło: memento mori.

Wydaje mi się, że moi średniowieczni bracia w wierze byli o wiele lepiej przygotowani na moment przejścia do wieczności. Nie tak łatwo dali się omamić obietnicom szybkiego szczęścia dostępnego na ziemi. Formuła memento mori raczej nie była dla nich przerażająca. I nie tylko dlatego, że warunki ich życia były inne niż nasze. Mieli ostrzejszy wzrok... Wobec kruchości i niepewności jutra pamiętali o celu życia. I o tym także, że nie będzie miało ono końca. Tylko dlatego, że Bóg tak zechciał. Wydaje się, że mieli mniej problemów z pamięcią. Jak Maryja...

Wzniebowzięcie Maryi to uroczystość, pomaga dokonywać podsumowań i myśleć o celu. Utkwić wzrok na tym, co na wieki zostanie ocalone. To, co „dobre było” nie zostanie unicestwione, a życie, które przeżywam tu i teraz, jest wykuwaniem mojej wieczności. Pod jednym warunkiem, że odnoszę to do Boga.

Nie wiem o czym myślała Maryja… wiem jednak, że myśląc o jej przejściu z tego świata przygotowuję własną przyszłość.

Ufam że jak Maryja, na wieki będę żył w Bogu.

______

Foto: HENRYK PRZONDZIONO / gosc.pl / Rzeźba przedstawiająca zaśnięcie NMP w benedyktyńskim opactwie w Solem

Ostatnio dodane