Wiara, śmierć, Cierpienie, Modlitwa, Umieranie, Bioetyka

Oczy księdza Jana

Błażej Kmieciak

dodane 2016-03-29 00:43

Ks. Jan Kaczkowski mówił o sobie,że był "prawie ślepy". Ciekawe, wydaje się bowiem, że widział znacznie więcej niż niejeden człowiek.

Ksiądz Jan to postać niesamowita. Onkocelebryta, Dyrektor i założyciel hospicjum,człowiek, który opiekując się ludźmi umierającymi, sam nagle., zbyt szybko zaczął zbliżać się do śmierci. Nowotwór mózgu zmienił pewnie wiele planów tego kapłana.
Dla mnie ksiądz Jan był bliższy od nieco innej strony. Po pierwsze, jak wspominał "był prawie ślepy"- mnie też cecha ta towarzyszy. Po drugie, zajmował się bioetyką, która dla mnie stanowi w ostatnich latach częsty obiekt zainteresowania.

Wzrok księdza Jana był tematem jednego z jego pierwszych wywiadów, jakich udzielił "Tygodnikowi Powszechnemu". Opowiadał wówczas nie tylko o nowotwórze, ale również o bardzo słabym wzroku, który sprawił, iż prawie nie został kapłanem. W seminarium miał przezwisko "skaner"- czytając musiał się bardzo pochylać nad książką. Doskonale znam tą pozycję. Dawno temu, myśląc o seminarium wiedziałem, że wzrok może skomplikować drogę do święceń. Bóg wybrał mi inną drogę, ale wzrok czasem utrudnia...np zmywanie naczyń. Niesamowite, niepełnosprawność księdza Jana była jedną z najmocniejszych cech jego kapłaństwa. To ona sprawiała, że był tak autentyczny, konkretny, "mało księżyowski". Znajomych syn uczył się w klasie, która z ks. Kaczkowskim miała religię. Kiedyś całą klasą uciekli z zajęć i poszli po pubu. On ich znalazł i w pubie sprawdził listę obecności- mając słaby wzrok widocznie "nie widział przeszkód" w takich działaniach pedagogicznych.

Ksiądz Jan był jak wiemy twórcą i dyrektorem Hospicjum w Pucku. Był jednak także świetnym bioetykiem. Jego bioetyka była taka, jak on; ostra, realna, a jednocześnie pełna mistyki i troski. On doświadczal bioetyki. Nie tylko skończył specjalistyczne studia, ale także zrobił z niej doktorat. Rok temu recenzowałem książkę księdza Jana "Szału nie ma, jest rak" . Była ona zapisem jego rozmowy z Katarzyną Jabłońską z redakcji "Wież". Kaczkowski na każdej stronie pokazywał, że nie ma bioetyki,medycyny, ale także i teologii bez fascynacji drugim człowiekiem. Myślę, że dla niego człowiek był tajemnicą i to najbardziej go "kręciło". Ludzie nauczyli go cudownej umiejętności zaskakiwania. Byli chorzy, którzy przewidywali swoją własną śmierć, byli i tacy, którzy nie potrafili umrzeć. Taką bioetykę wykładał studentom na "areopagach bioetycznych". Tam studenci uczyli się, jak mówić o śmierci człowiekowi, który za chwilę jej doświadczy. Uczyli się nie z książek, ale "z człowieka". 
Mówią dzisiaj, że ksiądz Jan łączył, a nie dzielił; był u red. Lisa,chodził z serduszkiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tak,  to prawda.  Ale ja pamiętam także inną historię. Dwa lata temu, byłem na Debacie Hospicyjnej na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Pewna Pani chwaliła księdza Jana i twierdziła, że "Bóg czasem daje nam krzyż bo nas kocha". Kapłan strasznie się wkurzył. Stwierdził, że Pani mu bardzo ciśnienie podniosła. Ksiądz Jan dodał, że Bóg pierwsze co robi to chwyta nasz krzyż i niesie go za nas. Jego refleksje były ostre, ale jednocześnie totalnie osadzone w jakiejś głębi,która zatrzymała. Na tym spotkaniu myślę, że ciśnienie podniesione mieli także bioetycy, mający inne niż Kaczkowski podejście do życia i śmierci. Spodziewali się pewnie teologa, którego łatwo zagadają, a trafili na faceta z krwi i kości, chodzącego o lasce, w której więcej było bioetyki niż w tysiącu punktowanych artykułów naukowych. Po tej konferencji spotkałem księdza Jana, jak żegnał się z moim szefem. Pierdoła, nie podszedłem do niego, nie zamieniłem dwóch słów. Czemu? Przecież tak, jak ja prawie był ślepy, przecież tak jak ja był bioetykiem, w zasadzie moim rówieśnikiem? Nie wiem czemu. Wiem jednak jedno, trafił on do wielu osób. A teraz trafił do Boga.

N P W Ś C P S
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 1 2
Dzisiaj: 19.02.2019