dzieci, Wychowanie

Czasem myślę o rozwodzie

dodane 19:55

Kiedyś oryginalne było noszenie w szkole dredów. Dzisiaj coraz częściej mianem "oryginał" określa się osoby, które noszą na palcu obrączki.

Temat rozwodu za mną krąży!!! Pojawił się w rozmowie z przyjaciółmi. Podjęty był na konferencji dotyczącej praw dziecka. Sąsiad w pociągu ostro spierał się ze swoją żona i słowo "rozwód" padło z pięć razy w ciągu kilku minut. Miałem także okazję prowadzić mediację rodzinną, która sukcesem niestety się nie zakończyła.

Od kilku lat współpracuję z pewną fundacją. Na co dzień zajmuję się prawem, tam natomiast przypominam sobie, czemu kiedyś studiowałem pedagogikę. W fundacji  przez ostatnie dwa lata trafiały do mnie dzieci. Moim zadaniem była rozmowa, pomoc, nazwanie problemu i wsparcie. Dzieci tych w tym krótkim okresie było kilkanaście. U wszystkich rodzice byli po rozwodzie, lub też papiery rozwojowe mocno szykowali. Gdy opowiadałem tą historię pewnej znajomej stwierdziła; Ale czy jesteś zdania, że rodzice ci powinni być razem tylko dla dzieci?

Szczerze mówiąc nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania i dlatego w pełni dopuszczam, i akceptuje separację. Ona zakłada potencjalny powrót, zakłada pewną pracę nad małżeństwem. Są takie konflikty, tak głęboko wrośnięte w małżeństwo, że wspólne bycie i życie działa wyłącznie niszcząco. Pewna para, którą znam nie umiała już zwyczajnie rozmawiać. Albo pisali do siebie kartki, albo drąc je, darli się na siebie; dzieci przeszkodą w działaniach tych nie były. Myślę, że w podobnych, skrajnych  sytuacjach odejście bywa wręcz obowiązkiem. Czy dla nich także jest ratunek? Nie wiem.

Znam osoby, które twierdzą, że wszystkie małżeństwa da się uratować Z podobnym przeświadczeniem szedłem na szkolenie dla mediatorów. Miałem nadzieję, że będę "anty rozwodnikiem". Na zajęciach bardzo mocno mi powiedziano; "To nie jest twoja rola. Ty masz pomóc im rozmawiać porozumieć się. Ustalić pewien kontrakt." Myślę, że jedno nie przeszkadza drugiemu. Ludzie myślą czasem o rozwodzie, a im po prostu trzeba pomóc i nauczyć…jak się kłócić. Bywa jednak i tak, że jest w nich mocne postanowienie rozwodowe. Mediator – jak mnie uczono- nie powinien wówczas sugerować, że o małżeństwo trzeba walczyć. Znam jednak przykład, w którym Pani mediator na wizytę każe przynosić zdjęcie dzieci osób, które do sądu się wybierają.. Czasem bowiem tylko one są "elementem łączącym". Więcej mediator może, a chwilami wręcz musi być adwokatem takiego dziecka, to on ma bronić jego praw w chwili, gdy rodzice w kłótni zapomnieli o nim.

I tu jest dla mnie największy problem, gdy rozmawiam z małżonkami idących do sądu. Wyobrażam sobie, że oni kiedyś szli do kościoła. Więcej wcześniej za sobą latali, podrywali się. Poznawali wzajemnie tajemnicę, pasję, fantazje, kompleksy i rodzinne trudy. Nagle to znika, nagle tego nie ma. Jak walczyć z rozwodem?

Nie wiem. Coraz bardziej natomiast obawiam się, że do rozwodów się przyzwyczailiśmy, że nie wypada stawać na drodze rozwodnikom.

Oto pewna para: Gdy przyszli na mediację byli napięci, zdenerwowani, płakali, krzyczeli. Pod koniec mediacji zaczęli rozmawiać, widzieć wspólny cel. Postanowili, że będzie rozwód. Powiedzieli o tym spokojnie. Razem powiadomili o tym ich dziecko. Pewnie razem poszli też do sądu. Nie stawiam diagnozy, nie oceniam. Mam jednak nadzieję, że może…na sale sądową nie dotrą.

nd pn wt śr cz pt sb

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

Dzisiaj: 21.10.2019

Ostatnio dodane