Wiara, Rodzina, Cierpienie, dzieci, Aborcja, Prawa człowieka, Wychowanie, Ojczyzna, Bioetyka

Ambiwalencje senatora Szymańskiego

Błażej Kmieciak

dodane 2017-01-15 00:33

Obserwując działania i wypowiedzi części działaczy środowiska pro life, przypomina mi się pewne klasyczne już zdanie: „Jestem za, a w zasadzie przeciw”.

W ostatnim czasie senator PiS Pan Antonii Szymański napisał na portalu wPolityce.pl tekst pt. „Czy propozycja Ordo Iuris jest dobra dla dzieci?” Artykuł ten bardzo mnie zainteresował. Czemu? Dlatego, że składa się on z kilkudziesięciu zdań, które w sposób krytyczny, bazując na indywidualnej refleksji senatora odnoszą się wyłącznie do jednego zdania napisanego w emailu przez ww. Ordo Iuris.

Pan Szymański na początku swego tekstu stwierdza: „W ramach swoich działań Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris podejmuje się ochrony małżeństwa i rodziny, a także ludzkiego życia w każdej jego fazie. Obecnie w ramach kampanii zbierania środków na swoją działalność Ordo Iuris rozsyła informację, że przygotowuje przepisy prawne mające na celu wprowadzenie zapisu, aby osoby informujące instytucje o zaniedbaniach wobec dziecka nie pozostawały bezkarne.” Po pierwsze Instytut nie przygotowuje przepisów, ale projekt zmiany aktu prawnego, który dopiero mógłby być przyjęty do prac w parlamencie (nie przeceniajmy Instytutu, to nie jest parlament). Druga kwestia natomiast dotyczy osób informujących władze o prawdopodobnej przemocy domowej. Senator podkreśla: „Pozornie sprawa jest przekonująca, a nazwanie osób informujących - często w najlepszej wierze - „donosicielami” zasadniczo wpływa na ocenę czytelnika.” Problem jednak polega na tym, że prawnicy Instytutu mówili o osobach, które składają donos, a nie o donosicielach, a w przekazie medialnym to ważna różnica. Oczywiście nazwanie kogoś donosicielem miłe nie jest. A czy powiedzenie „ty konfidencie” jest milsze? Przecież w doktrynie prawnej mamy obecny od dawna społeczny obowiązek denuncjacji. Możemy stwierdzić „ty informatorze”: wielu jednak kojarzyć się to może z tajnymi informatorami działającymi na rzecz służb PRLu. Jak zatem napisać? Pan senator zaznacza, że: „Brakuje wyjaśnienia, że każda informacja przekazana zarówno przez osobę podpisującą się swoim nazwiskiem, jak też anonimowa, nigdy nie powoduje automatycznej decyzji sądu. Jest ona wnikliwie sprawdzana przez kuratorów sądowych. Ściągane są opinie z różnych instytucji, które mogą wypowiedzieć się o danej rodzinie, przesłuchiwani są świadkowie.” Wiem, że pan Antonii Szymański jest zawodowym kuratorem sądowym. Dziwi mnie zatem, że nie dostrzegł, iż Instytut w swoich działaniach od lat wskazuje na inną sytuację. Liczne interwencje prawników Instytutu - interwencje skuteczne - dotyczą nie sytuacji sądowych, gdzie jest obecny kurator, tylko sytuacji z zakresu opieki społecznej, gdzie decyzję o odebraniu dziecka podejmuje często pracownik socjalny na podstawie przepisów ustawy o przeciwdziałaniu przemocz w rodzinie. Czy Pan Senator - jako osoba wiodąca prym, w działaniach senackich komisji zajmujących się rodziną – nie dostrzegł informacji przekazywanych w tym kontekście przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości wskazujący, że znaczna większość interwencji pracowników socjalnych (skutkujących odebraniem dziecka ) stanowiła w ostatnich latach przykład istotnego przekroczenia obowiązków wynikających ze wskazanej przeze mnie ustawy? Przecież na tej podstawie wprowadzono nowelizację zakazującą odbieranie dzieci z powodu biedy. Czy autor nie dostrzegł, że zdiagnozowana przemoc w większości wypadków dotyczy związków nieformalnych, a nie rodziny?

Ordo Iuris wskazuje na kierunek koniecznych działań. Naprawdę Pan senator nie dostrzega dysproporcji pomiędzy całkowitą anonimowością osoby informującej, a np. rodziną w bloku, której nagle na głowę „zwala się opieka społeczna”? czytam ten tekst i, jako socjolog zastanawiam się nad kilkoma rzeczami. Jak to jest możliwe, ze doświadczony senator, będący również socjologiem pisze tekst bazując na wyrwanym z kontekstu zdaniu zawartym w newsletter, ze? Tak naprawdę opierając się na tej „metodzie’ mógłbym znaleźć kilka wypowiedzi wspomnianego autora. Oto np. wpisy ze strony Antoniego Szymańskiego: „Polska liderem w ochronie ludzkiego życia”. orazSkutkiem tych i wielu innych działań była ustawa o planowaniu rodziny z 1993 roku, generalnie stojąca na gruncie poszanowania ludzkiego życia. Wprowadziła ona zakaz aborcji z powodu trudnej sytuacji kobiety ciężarnej.” Przecieram oczy ze zdumienia. W 1993r. ustawa o planowaniu rodziny rzeczywiście ograniczyła liczbę wykonywanych aborcji. I zapewne Pan senator swoimi działaniami, przyczynił się wówczas do tego. Czy jednak autor ten nie dostrzega, że ta ustawa nie działa? Czy – ponownie jako socjolog- nie dostrzega statystyk? Co roku przed narodzeniem umierają kolejne dzieci, dlaczego? Bo stwierdza się u nich niepełnosprawność i po owym stwierdzeniu, wskazana ustawa z 1993r. pozwala, by pozbawić je życia. W wywiadzie dla KAI wiosną 2016r. wspominany przeze mnie parlamentarzysta zaznacza „Proponuję, byśmy nie rozmawiali tylko o samej aborcji, gdyż jest to tylko fragment działań przeciwko życiu człowieka w jego prenatalnej fazie. Dużo więcej istnień ludzkich pochłaniają środki poronne czy procedura in vitro.” Jasne. Obserwując wypowiedzi Pana senatora, jak i części współpracujących z ni,m. działaczy Federacji Ruchów Obrony Życia wyraźnie dostrzec można w ostatnich tygodniach, iż słowo aborcja jest totalnie zakazane. Polski ruch pro life, ma obecnie dotyczy wyłącznie: 500+, ustawy „za życiem” oraz programu „za życiem”. Oczywiście. Problem jednak w tym, że projekty te – w niektórych kwestiach trafne- to prawo powstałe z lęku. Jakiego? Wprost związanego z obawą, iż temat aborcji wróci. Program „za życiem” wprowadzić ma wsparcie dla hospicjów perinatalnych. To genialna informacja. Tylko że o nie upominał się właśnie Instytut Ordo Iuris, a nie organizacje pro life widzące w nim „wujka samo zło”. Pan senator w wywiadzie dla KAI podkreśla słusznie „Przy okazji chcę poddać w wątpliwość czy obecnie obowiązująca ustawa pozwala na aborcję z powodu Zespołu Downa – to tylko interpretacja ustawy, która jak najpilniej winna być zweryfikowana.” Program „za życiem” nie ma jednak możliwości jej interpretacji. To tak naprawdę szczytna deklaracja dotycząca wartości życia.

Czytam ten tekst i nie rozumiem czemu senator zdecydował się uderzyć w działania Instytutu Ordo Iuris. Tym bardziej nie pojmuję, czemu uczynił to w momencie, w którym m.in. przedstawiciele owego instytutu poparli wspomnianą przeze mnie Federację dążącą swoim apelem o ponowne podjęcie przez posłów tematu aborcji. Mam wrażenie, że dominuje tutaj podejście zdefiniowane przez Pana senatora w swojej wypowiedzi dla KAI: „Z badań socjologicznych wiemy, jak kształtują się poglądy w tej sprawie. Aby wzrastało poparcie dla ochrony życia, potrzebny jest atrakcyjny przekaz informacyjny. Merytoryczny, ale życzliwy, pełen zrozumienia dla osób w trudnych sytuacjach życiowych. Nie wystarczy mieć rację, żeby przekonać do niej innych. Sytuacja może rozwijać się dynamicznie nie tylko w kierunku ochrony życia, ale także w stronę przeciwną.” Problem w tym, że wymazując ze słownika politycznego słowo aborcja, nie wymażemy go z praktyk części klinik położniczych. Więcej, socjologia prawa wyraźnie wskazuje, iż konieczne jest tworzenie spójnego wewnętrznie prawa, które dopiero wtedy posiada charakter prawa moralnego, jak zaznaczał amerykański teoretyk prawa Lon Fuller.

PS. Znam senatora Szymańskiego osobiście, sam pracuję od kilku już lat w Instytucie Ordo Iris. Czemu zatem, patrząc subiektywnie napisałem ten tekst? Bo artykuł senatora uderzył w moich kolegów, młodych adwokatów, którzy często jeżdżą z jednego krańca Polski na drugi. Czemu jeżdżą, czemu żyjąc w Warszawie, będąc zdolnymi osobami nie Pojda do jednej z dziesiątek kancelarii oferujących im kokosy? Bo wierzą w wartości, wierzą w wartość człowieka i o nią się upominają. Wyrwane z kontekstu refleksje polityka nie służą tym działaniom.

N P W Ś C P S
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 1 2
Dzisiaj: 19.02.2019