Rodzina

Dwa słowa do Pani M.

dodane 14:00

Poznałem Ją jeszcze przed Jej narodzeniem. Dzisiaj oficjalnie wkracza w dorosłość. „W życiu piękne są tylko chwile”, a tych pięknych, z piękną Panią M. mam setki.

Blog ma to do siebie, że pojawiają się na nim treści bardzo różnorodnego rodzaju. Czasem refleksje ogólne. Czasem jakiś szczegółowy temat się przypomni. Czasem autor bloga odwoła się do czegoś ważnego dla niego, czegoś prywatnego. Tak się właśnie mnie przytrafiło. Pierwszy raz w życiu doświadczam bowiem wyjątkowej radości widząc, jak w dorosłość wkracza osoba, którą znam od jej urodzenia, a nawet chwilę wcześniej (w końcu odwiedzałem Jej Mamę tuż przed porodem w szpitalu).

Gdy przyszła na świat była niespodzianką. Pierwsze dziecko w tym rodzinnym pokoleniu. Obserwowana, podziwiana, zakochana w Kubusiu Puchatku od pierwszego wejrzenia. Doskonale pamiętam Jej chrzest. Służyłem do niego stojąc przy kapłanie. Patrzyła na mnie wtedy moja ówczesna narzeczona, która została jej mamą chrzestną. Głupie to, ale wtedy poczułem zazdrość, że nie stoję obok, jako jej kum, jako tata chrzestny malutkiej M.. Dobry Bóg sprawił, że blisko rok później ponownie stałem dokładnie w tym samym miejscu, już jako mąż jej chrzestnej. Zostałem zatem automatycznie wujkiem. Mała M. także na naszym ślubie była, pamiętam dokładnie, bo jej głos bardzo słychać na nagraniu video. Tylko ona bowiem głośno płakała (inni przyjęli cichą formę wylewania łez).

Mała M. rosła. Nagle pojawiły się z jej strony pytania, zaczęła być ciekawa świata. Prosiła, by w trakcie wakacyjnych wypraw czytać coś na głos przed snem: wtedy jest jakoś lepiej. Równie nagle pojawiła się tęsknota. Świadomość, że mieszkając daleko trzeba będzie kraść każdą chwilę na spotkanie. I chyba się udało.

Mała M. rosła jak na drożdżach. Śmialiśmy się, że trochę zastępuje jej ojca chrzestnego, z którym kontakt, gdzieś się urwał. Tak bywa, jak to mówią. Pan Bóg tak nas właśnie spotykał: M i jej wujcio chrzestny. Pamiętam doskonale, gdy kiedyś nad morzem usnęła mi na rekach, a droga do domu była daleka. Gdy wygłupom w małym mieszkaniu nie było końca. Gdy pytała: „A kim był ten święty? Opowiedz raz jeszcze”. Gdy wytykała język, a ja wcale się nie obrażałem, bo wcześniej jagodami z gofra był pomalowany.

Pamiętam także, gdy już całkiem duża Panna M. na rękach trzymała przed Bogiem pewien mały cud, nasz najmłodszy cud. Poprosiliśmy ją, by została mamą chrzestną naszej córeczki. Miłość zatoczyła koło. Pierwszy raz dostrzegłem, że M. już nie jest taka mała. Ujrzałem podchodzącą młodą damę, z którą przywitać się można jedynie ukłonem i pocałunkiem w dłoń. Mała M. zaczęła zatem powoli „znikać”. Jej miejsce zajęła młoda dama, nadal zarywająca każdą chwilę, by choć moment „planszowo pograć” z rodziną, z Łodzi. Coraz częściej chwytała także gitarę, odważniej akompaniując podczas wigilijnych wieczorów, Bogu dzięki często spędzanych razem.

Dzisiaj, w zasadzie muszę powiedzieć do niej: „Dzień dobry Pani M.”. Osiemnastką wkracza bowiem w dorosłość. Wkracza piękna i mądra dama, którą od tak dawna znam, którą od tak dawna poznaję. Wkracza ktoś, komu śmiało Boga można życzyć widząc, jak On w niej działa, jak unikalnie ją rysuje w delikatnych konturach.

A zatem: Droga Pani M, moja droga M., pozwól, że złożę Ci życzenia słowami, które mają moc:

„Niech Cie Pan błogosławi i strzeże,
Niechaj Pan daje pokój Ci.
On miłością napełnia serce
Zawsze z Tobą jest”.

 

 

 

(zdjęcie, archiwum autora)

nd pn wt śr cz pt sb

28

29

30

1

2

3

4

5

6

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

Dzisiaj: 20.05.2019

Ostatnio dodane